Monday, 16 April 2018

Amos OZ - "Fima"


Amos Oz (ur. 1939) - mój faworyt do Nobla, lecz sypiąca się Akademia Szwedzka szybciej przestanie istnieć niż nagrodzi któregokolwiek z trójki najważniejszych pretendentów (Oz, Kundera, Murakami).
Recenzowałem 6 książek Oza stawiając 4x10 i 2x9; takich notowań nikt u mnie nie ma.

Notka na okładce:
"Fima, niespełniony izraelski intelektualista, przez większość czasu fantazjuje na temat tego, jak skutecznie rozwiązać problemy swego narodu, a także próbuje uporządkować swoje życie osobiste. Jego wędrówka ulicami zimowej Jerozolimy skłania do refleksji nad sprawami najważniejszymi 'Fima' bowiem to zarówno uniwersalna opowieść o ludzkiej kondycji, jak i wnikliwy obraz targanego konfliktami rejonu świata"

Fima, alter ego autora, facet po pięćdziesiątce, rozkosznie infantylny, abnegat, rozważa problemy własnej egzystencji, otaczającego świata, no i kobiet, co mu ułatwia zatrudnienie w charakterze recepcjonisty w klinice ginekologicznej.
54 lata to idealny wiek do podsumowań dotychczasowego życia, do analizy niespełnionych nadziei i marzeń
(s. 11)
...Fima miał nadzieję zdobyć ironiczny dystans wobec samego siebie i tym samym uchronić marzenia, a także własną godność. Zdecydował się znowu stanąć przed lustrem i przejrzeć się w nim...”
Ryzykowna naiwność, że to może przynieść pozytywny efekt !! Szczególnie, gdy jest się bankrutem psychicznym i fizycznym, zależnym od pomocy finansowej starego ojca. Widok w lustrze, równie jak każdy inny bodziec zewnętrzny, powoduje u sfrustrowanego bohatera niekończący się ciąg refleksji na tematy tak osobiste, jak i ogólnoludzkie czy światowe.. Nim do nich przejdę, muszę podkreślić samozadowolenie i próżność bohatera, który żyjąc jak „swawolny Dyzio”, wyobraża siebie jako „pępek świata” zdolny do rozwiązywania jego problemów.
Bo mimo wszystko Fima siebie lubi, a problemem jest samotność . Samotność w małżeństwie, samotność w tłumie. Wszyscy są samotni i świadomość samotności innych pomniejsza samotność Fimy, usprawiedliwia poniekąd jego lenistwo i zaniechania w tej materii.
Aby zatoczyć koło, podkreślmy, że najinteligentniejszym adwersarzem Fimy jest Fima więc samotność sprzyja ich burzliwej dyskusji.

A więc czytelnik winien pogodzić się z brakiem akcji i starać się podążać ścieżkami myśli niespełnionego intelektualisty.
Podążać staram się, lecz recenzować nie sposób, gdyż na każdej stronie istotnych spostrzeżeń chmara. Oz pisze o Izraelu, a jego słowa pasują do PRL, w którym jako jeden z już niewielu przeżyłem całe 45 lat. Oto jego diagnoza (s.14):
....Zamiast dąsać się na rzeczywistość, trzeba w końcu nauczyć się żyć i działać w warunkach tymczasowych, które mogą wlec się latami. Nie umiemy zaakceptować nie wyjaśnionej do końca sytuacji, pragniemy natychmiastowych rozwiązań, chcemy je znaleźć od razu i to są prawdziwe przyczyny naszej impotencji politycznej..”

Momentalny przeskok do doświadczeń Fimy z kobietami i konkluzja (s.23):
...miłość nieuchronnie prowadzi do katastrofy, a związki bez miłości przynoszą jedynie poniżenie i ból...”
Te związki, nadzwyczaj liczne w życiu Fimy, jak i te, z których kobiety chętnie zwierzają się naszemu bohaterowi, opowiedziane są groteskowo, co daje oddech czytelnikowi zmuszanemu do wysiłku intelektualnego przy lekturze pozostałych wątków utworu.

Książka jest ciepłą opowieścią o człowieku na skraju rozpaczy. Fima snuje piękne sny i marzenia, lecz nie robi nic. Jego podróż po Jerozolimie przypomina jedno dobową wędrówkę Leopolda Boom u Joyce'a. A obie - „Ulisses” i „Fima” przerastają moje możliwości napisania recenzji na należytym im poziomie.
Pozostaje mnie tylko gorąco polecić i z przekonaniem podstawić 10/10