Wednesday, 18 April 2018

J. M. COETZEE - "Dziwniejsze brzegi"


26 esejów literackich z lat 1986 – 1999. Każdy poświęcony twórczości innego pisarza, z których jednych znam, o drugich słyszałem, a innych nazwiska słyszę pierwszy raz w życiu. Dostępne na:

Z zapałem zacząłem lekturę, lecz po kilkudziesięciu stronach szczęka mnie opadła i zacząłem szukać swoich odczuć u profesjonalnych recenzentów. I znalazłem'

....Ton tej książki jest chwilami tak apodyktyczny, że każe się zastanowić, czy J.M. Coetzee jest w ogóle zdolny do zachwytu? ... ...Sam Coetzee nie zna strachu przed klasykami. "Słabości »Robinsona Crusoe « - pisze - wynikają z pośpiesznej kompozycji i braku korekty". "Lektura »Człowieka bez właściwości « nigdy nie będzie doświadczeniem zadowalającym".
Na wyżyny złośliwości wspina się, omawiając autobiograficzne książki zasłużonych południowoafrykańskich polityków liberalnych. Żadnej taryfy ulgowej nie stosuje wobec znanych pisarzy współczesnych, z których wielu zna przecież osobiście. "Ostatnie westchnienie Maura" Rushdiego to książka ambitna, ale w gruncie rzeczy źle napisana. Brodski w "Pochwale nudy" za bardzo schlebia słuchaczom odczytów - "upraszcza treść, dowcipkuje, a przez to ogranicza swą intelektualną skalę".
Ale samym esejom z "Dziwniejszych brzegów" brak siły jego powieści wynikającej z napięcia między rzeczowym językiem a podskórnymi emocjami. Tutaj nie ma emocji. .."

Oczywiście polecam całą recenzję, a ja przechodzę do Grzegorza Jankowicza na: https://www.tygodnikpowszechny.pl/kto-to-jest-coetzee-134005


"...Już na drugiej stronie książki Coetzee poddaje krytyce Eliota, pisząc, że przez jego założycielski esej przebijają wyniosłość i znużenie. Co prawda nie można autorowi "Ziemi jałowej" zarzucić braku wnikliwości, a tekst podczas drugiej lektury okazuje się bardziej spójny, niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka, ale pobłażliwy styl w tym wypadku zdecydowanie zawodzi Starego Oposa. Język Coetzeego jest niezwykle precyzyjny i gramatycznie arcypoprawny, co usypia czytelnika i łagodzi wszelkie uszczypliwości, ale w drugiej lekturze rzecz okazuje się bardziej zjadliwa, niż skłonni byliśmy sądzić...
...Wszystkie teksty, które następują po tym inicjalnym ataku na pozycje klasyczne, składają się na skrupulatną analizę nowożytnej powieści. Coetzee przechodzi od autora do autora, znacząc marginesy ich dzieł technicznymi, historycznymi, a w kilku przypadkach również biograficznymi uwagami. Najłagodniejszy jest dla pisarzy, którym zawdzięcza koncepty swoich własnych powieści: dla Daniela Defoe, przez którego "przepisywał się" w "Foe", Samuela Richardsona, którego "Clarissa" była inspiracją do napisania "Hańby", oraz Dostojewskiego, który jest bohaterem "Mistrza z Petersburga". Pozostałych traktuje z bezwzględnością kogoś, kto zna stosowną miarę dla literatury, kto wie, czym powieść powinna być...."
Profesjonalnych krytyków obowiązuje "political correctness", a mnie nie... A mnie spotkał wielki zawód, bo Coetzee należał do "piątki" moich ulubionych pisarzy literatury obcej (obok Dostojewskiego, Kafki, Joyce'a i Murakamiego). Należał, bo po "Dzieciństwie Jezusa" (PAŁA), jego miejsce zajął Amos Oz.. Przyczyną jest woda sodowa, która po Noblu i dwóch Bookerach uderzyła mu do głowy. Uważa, że cokolwiek napisze to wszyscy będą klękać. Absolutnie nie podważam wartości omawianych esejów, natomiast nie jestem w stanie zaakceptować stylu krytyki, czyli chucpy.
Reasumując: polecam, mimo, że niewiele zrozumiałem, lecz ostrzegam że ciężkie i nieprzekonujące. 6/10



No comments:

Post a comment