Saturday, 14 April 2018

Halina Pawlowská – "Dzięki za każdy nowy ranek"


Halina Pawlowská (ur. 1955) czeska powieściopisarka, dziennikarka telewizyjna i prasowa, scenarzystka. Autorka 12 książek, sprzedanych łącznie w nakładzie miliona egzemplarzy w samych Czechach, oraz licznych scenariuszy do komedii filmowych.... ....Jej stryjem był Stepan Kłoczurak, działacz ukraiński na Zakarpaciu.

Na LC 5,01 (128 ocen i 8 opinii). Kiepsko, lecz to nie wina autorki, a braku przygotowania czytelników. Świadczy o tym również powodzenie filmu pod tym samym tytułem (1993 z Franciszkiem Pieczką w roli Ojca), łatwiejszego w odbiorze. Wydaje mnie się, że mimo oswojenia czytelnika z mentalnością czeską przez Mariusza Szczygła, barierę stanowi wątek (i mentalność) ukraińska.
Polacy bowiem przyswajają kulturę „kresowiaków”, trudniej Ślązaków, jak i Kociewiaków, Kaszubów czy Gdańszczan poniekąd związanych z Wolnym Miastem Gdańsk. Natomiast wielokulturowość Galicji pozostaje zdominowana przez polski punkt widzenia. Dlatego też folklor opisywanej w książce rodziny ukraińsko – czeskiej nie bawi polskich czytelników w stopniu na jaki zasługuje.
Ojciec bohaterki to zakarpacki Rusin, a jeden z bohaterów, Oskar Kahler (s. 17):
...był ukraińskim Żydem niemieckiego pochodzenia...”
Autorka już na pierwszej podkreśla ciemnotę swojego ojca, co jest zapowiedzią groteskowego patrzenia na rzeczywistość:
..Wszystko, co ludzkie - korzystanie z ubikacji, kochanie się i płodzenie dzieci - mojemu tacie wydawało się 'nieprzyzwoite'. Fuj ! Pozytywny stosunek miał tylko do jedzenia. Pochodził ze wsi...”
Zwracam też uwagę, że podtytuły wszystkich siedmiu rozdziałów dotyczą Rusinów czy tam Ukraińców, a nie Czechów:
...Oj, piłem ci ja w poniedziałek (i kolejne dni tygodnia - przyp. mój)
i przepiłem czterdzieści krów” (i kolejno: czterdzieści wołków... po.. nadzieję – przyp. Mój)
Brat ojca, wspomniany w informacji o autorce Stepan Kłoczurak to teraz (s. 20):
...Sztiepan miał już osiemdziesiątkę z okładem.. ...pił. Zawsze gdy przebrał miarkę, ociupinkę popuszczał w spodnie...”
I tyle z bojownika ostało.. Uczęszczając do szkoły, autorka miała problemy z poprawnością językową, bo co zrobić gdy czeski „kufer”, po ukraińsku nazywa się „kufor”, po rosyjsku „czemodan”, a kuzynka przyjeżdża z „czumajdanem” ?
Przyjazd kuzynek z Ukrainy to święto, bo...(s. 36)
...wypakowały coś sensownego. Dziesięć flaszek prawdziwej ukraińskiej pszenicznej wódki...”
A credo rodziców autorki, w końcu ludzi z wyższym wykształceniem (s.38):
...Najważniejsze, żeby w spiżarce była kiełbasa, słonina i parę flaszek..”
Niby jeden obóz stanowiliśmy, lecz różnice w poziomie życia były przepastne, co trafnie autorka opisuje z okazji wizyt kuzynek z Ukrainy i z Rosji. Wstyd na ulicy pokazać się nam z KDL było, z gośćmi z radzieckich republik !! Tak było, lecz nie dziwię się, że dzisiejszej młodzieży to nie interesuje.
Kończę swoją notkę informacją, że autorki nie przyjęto do szkoły filmowej, bo 89-letni stryj Sztiepan był w młodości „burżuazyjnym nacjonalistą”. W Polsce dzieci z rodzin inteligenckich z trudem się dostawały na studia, bo preferencyjne punkty za pochodzenie faworyzowały młodzież robotniczą i chłopską.
Bezcelowe jest dalsze zachwalanie tej książki, bo kogo miałbym do niej przekonać, to powyższe wystarczy. Sam się świetnie bawiłem i z pełnym przekonaniem stawiam gwiazdek 7/10