Friday, 1 September 2017

Liu Cixin - "Problem trzech ciał"

Liu Cixin - "Problem trzech ciał"

Liu Cixin (ur. 1963) - inżynier, zaczął publikować w 1998, ta jest z 2006 i rozpoczyna cykl "Wspomnienia o przeszłości Ziemi"; po niej idą "Ciemny las" (2008) i "Koniec śmierci" (2010).
Wikipedia:
"Rewolucja kulturalna w Chinach. Ye Wenjie, córka wybitnego fizyka jest świadkiem śmierci swego ojca z rąk hunwejbinów. Sama zostaje zesłana do tajnej bazy wojskowej Czerwony Brzeg, gdzie uczestniczy w programie wysyłania sygnałów w kosmos w poszukiwaniu obcych cywilizacji. Niespodziewanie to ona w końcu nawiązuje pierwszy kontakt. Czasy współczesne, naukowiec Wang Miao zostaje powołany w skład komisji badającej przyczyny samobójstw czołowych fizyków. W trakcie dochodzenia natyka się na grę komputerową o niestabilnym świecie Trzech Ciał. Okazuje się, że świat tej gry wcale nie jest fikcją, ale projekcją rzeczywistości obcej cywilizacji, która wysłała ku Ziemi armadę, wezwana przez Ye Wenjie "

Jeszcze opinia popularnego George R. R. Martina:
"Bardzo oryginalna książka, wyjątkowe połączenie spekulacji naukowych i filozoficznych, polityki i historii, teorii spiskowych i kosmologii, w której królowie i cesarze znani z dziejów Zachodu i Chin łączą się w onirycznym świecie gry, a gliniarze i fizycy zajmują się światowymi spiskami, morderstwami i najazdem przybyszów z kosmosu w świecie rzeczywistym.."

UWAGA! Podważana w wielu recenzjach wartość literacka, wynika niewątpliwie z wtórności tłumaczenia. Andrzej Jankowski tłumaczył z angielskiego, a jego dodatkową zasługą są świetnie opracowane przypisy.

Bazą staje się katastroficzna wizja (s. 109):
".....Od drugiej połowy dwudziestego wieku fizyka stopniowo traci zwięzłość i prostotę charakterystyczną dla jej klasycznych teorii. Współczesne modele teoretyczne stają się coraz bardziej skomplikowane, niejasne i niepewne. Także ich eksperymentalna weryfikacja jest coraz trudniejsza. To znak, że – jak się zdaje – fizyka doszła do ściany. Członkowie Granic Nauki postulują nowy sposób myślenia. Ujmując to prosto, chcą wykorzystać metody nauki do odkrycia jej granic, spróbować stwierdzić, czy jest granica poznania przyrody przez naukę – granica, której nie jest ona w stanie przekroczyć. Rozwój fizyki w obecnych czasach zdaje się świadczyć, że dotarliśmy do tej granicy..."
W celu oswojenia się z podstawowymi pojęciami polecam krótki artykuł Anny Kettner na http://www.edukacja.edux.pl/p-6721-ontologiczne-konsekwencje-kosmologicznej.php
bądź/i książki i artykuły ks. prof. Michała Hellera, laureata Nagrody Templetona.
Powrócę jeszcze do pierwszych stron książki, gdyż odrzucanie przez reżim chiński zdobyczy „imperialistycznej” nauki, w tym teorii Einsteina, przypomniało mnie początek moich studiów w 1960, kiedy w obowiązującym nas podręczniku chemii organicznej Cziczibabina twierdzono, że tak popularny dzisiaj, rezonans magnetyczny (mezomerię) wymyślili i propagują uczeni amerykańscy, by zaciemnić naukę. Szczęśliwie, rok później, mieliśmy już podręcznik amerykański (L.F. Fieser i M. Fieser).
Nie mogę nie zacytować zdania prof. Wanga, zgodnego z moim przeświadczeniem (s. 115):
".....zdolność jakiejś osoby do poznania prawdy jest wprost proporcjonalna do wiedzy tej osoby."
A teraz "polonica" (s. 211):
"......Gdy po raz pierwszy wyraziła zainteresowanie fizyką teoretyczną, powiedziałam jej, że nie jest to świat, w który łatwo jest wejść kobiecie. „A pani Curie?” – zapytała. Odparłam, że pani Curie nigdy nie weszła do tego świata. Odniosła sukces tylko dzięki uporowi i ciężkiej pracy. Gdyby ona sama tego nie zrobiła, jej dzieło dokończyłby ktoś inny...."
…. oraz na stronie 325 loguje się jako „Kopernik”
Odnoszę wrażenie, że autor, inżynier Liu, akceptuje koncepcję yin i yang, natomiast nie lubi Konfucjusza, skoro zamienia go w sopel (s. 258):
" – To Konfucjusz – rzekł Mo Zi. – Uważał, że wszystko musi się stosować do li, jego koncepcji porządku i przyzwoitości, i że nie ma we Wszechświecie niczego, co by nie podlegało tej zasadzie. Stworzył system rytuałów i miał nadzieję, że uda mu się za jego pomocą przewidzieć ruch słońca.... ...Och, ten ziąb. Konfucjusz stanął tam i zamarzł. Zmienił się w słup lodu. I tam pozostaje...”
Kolejne wejście Wanga do gry i Arystoteles przedstawia Galileusza (s. 330):
„– To Galileusz – wyjaśnił Arystoteles. – Głosi, że świat można zrozumieć w drodze obserwacji i eksperymentów. Jest myślicielem pozbawionym wyobraźni, ale jego wyniki zasługują na uwagę.”
Biedny Galileusz! Toczy się fascynująca dyskusja wielkich w dziejach ludzkości, którą co chwila przerywa papież okrzykami względem Wanga: „Na stos!.. Palcie go na wolnym ogniu!”, bo na tym jego mądrość się kończy.
Następna scena to pojedynek na miecze Newtona z Leibnizem o nierozstrzygnięte do dzisiaj pierwszeństwo w stworzeniu rachunku różniczkowego (s. 381), po czym Newton z von Neumannem udają się do cesarza przedstawić projekt „ludzkiego komputera”, do realizacji którego potrzeba 30 mln ludzi. I tak z biegiem książki przewija się plejada filozofów i uczonych. Równocześnie pojawia się problem Trisolarian, którzy.... (s. 422):
„...mają zdolność odwadniania się w wielu cyklach swej cywilizacji. Aby przystosować się do swego nieprzewidywalnego środowiska naturalnego, potrafią całkowicie usunąć wodę ze swych ciał i zmienić się w suche, włókniste przedmioty. Dzięki temu unikają ekstremalnych warunków, w których życie nie może istnieć....”
….czyli formy przetrwalnikowe, co można porównać choćby z zarodnikowaniem bakterii.

Ale przejdźmy do rzeczy ogólnych. Wydaje mnie się, że do dokładnego zrozumienia książki niezwykle cenny jest przypis do strony 357 (s. 378):
„.....Ruch trzech ciał pod wpływem ich wzajemnego przyciągania jest tradycyjnym zagadnieniem mechaniki klasycznej, które powstaje w sposób naturalny na gruncie mechaniki nieba. Od XVI wieku pracowało nad nim wielu uczonych. Euler, Lagrange i bardziej współcześni badacze wspomagani przez komputery znaleźli rozwiązania jedynie dla szczególnych przypadków tego zagadnienia. Karl F. Sundman udowodnił istnienie ogólnego rozwiązania problemu trzech ciał w postaci szeregów nieskończonych, ale zbiegają się one tak wolno, że są praktycznie bezużyteczne [przyp. autora i tłumacza]."
Najważniejsze pytanie to... (s. 425):
"..– Jakbyście się czuli, gdyby cywilizacja trisolariańska miała wkroczyć na nasz świat?.."
Wydaje się, że nasze ziemskie problemy nie zmniejszyłyby się, a może nawet by się zintensyfikowały.
Zwyczajowa obszerność recenzji zmusza mnie do końcowych uwag, a te są krótkie. Po prostu do moich ulubionych autorów tj Stanisława Lema, Ray Bradbury'ego i Philipa K. Dicka dołączam Liu.