Tuesday, 12 September 2017

Feliks S. GOŁĘBIOWSKI - "Rowerem do Azji Mniejszej"

Feliks Stanisław GOŁĘBIOWSKI -
"Rowerem do Azji Mniejszej"

Feliks Stanisław Gołębiowski (1901 – 1969), żołnierz POW i AK, pseud. "Żarski", d-ca kompanii w Powstaniu Warszawskim, prezes PZKol 1939 – 1960 (z przerwą 1951-56), współtwórca Wyścigu Pokoju, zasłużony działacz WTC i PZKol, prezes honorowy PZKol, zorganizował, wraz z W. Bendkowskim, Cz. Szeszko i L. Chodaczyńskim wyprawę do Azji Mniejszej, którą w omawianej książce opisał. Książka jest dostępna m. in. na: https://polona.pl/item/1453129/6/

Przejeżdżać po 120 km dziennie, rowerami bez przerzutki, za to na drewnianych obręczach, w 1931 roku, w tym po bezdrożach Rumunii, to wyczyn niesamowity, a podróż pelna przygód. Ze względu na to, że autor to mój Stryj, wolę w wychwalaniu książki skorzystać z fragmentów recenzji Piotra Zabłudowskiego na: http://www.koloroweru.pl/strony/do_azji_1931.html, którą polecam calą

"...Jedną z pierwszych polskich wypraw rowerowych, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, egzotycznych, była bez wątpienia wycieczka zorganizowana przez Feliksa Gołębiowskiego z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów przez Rumunię, Bułgarię i Turcję do Stambułu w 1931 roku...
.....Trasa 2.110 km, prowadzi przez Lublin, Lwów, Stanisławów, Czerniowce (granica), Bukareszt, Ruszczuk, Plewnę, Sofię, Filipopoli, Adrianopol do Stambułu...
...Głównym celem wyprawy była więc „propaganda polskiego sportu kolarskiego”, jak również, ogólnie - promocja Polski, która pamiętajmy, dopiero co odzyskała niepodległość i ponownie zawitała na mapę Europy. Rowery, na których czwórka zapaleñców pedałowała w owym czasie, były to zwykłe rowery seryjnie produkowane przez polskie firmy: Łucznik, Ormonde, Rybowski... ...Rowery miały drewniane obręcze i wyposażone były w bagażniki. Jazda w trudnym, górzystym terenie z jednym przełożeniem nie należała do najłatwiejszych. „Miejscami tak było ciężko jechać, że często, kręcąc nogami, stało się na miejscu, bowiem koła oblepione błotem, nawet z góry nie chciały się posuwać”...
...Wyprawa trwała 36 dni. Dzielni cykliści w swej podróży borykali się z trudnościami technicznymi, kiepską jakością dróg, upałem, a niekiedy nawet głodem, gdy okolica nie obfitowała w pożywienie.
Najgorszy odcinek do Plewny tak został opisany: „Droga była bardzo zła, miejscami nawet do tego stopnia, że rowery musieliśmy często przenosić na plecach przez szeroko rozlane wody na drodze.” Pedałowano oczywiście w marynarkach i spodniach „pumpach”....
....Problem noclegów rozwiązano, korzystając najczęściej z gościnności klubów kolarskich, gdzie z nadzwyczajną serdecznością przyjmowano polskich podróżników.
O problemach aprowizacyjnych na terenie Rumunii tak pisał Gołębiowski w dzienniku wyprawy: „O tem, żeby na wsi rumuñskiej kupić cośkolwiek do jedzenia, nie może być mowy. Mleka tu nie ma, ponieważ ubogi wieśniak rumuñski nie pozwala sobie na taki luksus, by krowę utrzymywać jedynie w celu produkcji mleka..."
....Ogółem przejechano rowerami 2672 km jadąc przez cztery pañstwa...."
Polecam gorąco, bo przygód na 228 stronach bez liku.