Tuesday, 2 May 2017

Tomasz STAŃKO - "Desperado! Autobiografia"

Tomasz STAŃKO - "Desperado" rozmawia Rafał Księżyk

Tomasz Stańko (ur. 1942), urodzony 9 miesięcy przede mną, słuchał w końcu lat 50. Willisa Conovera, którego nota bene reżim skutecznie zagłuszał - ja też; punktem zwrotnym w jego zainteresowaniach - było tournée po Polsce, w 1958 roku Dave Brubecka (1920 – 2012) wraz z Komedą, Trzaskowskim i Kurylewiczem - dla mnie też; poczuł pociąg do trąbki - ja też, tylko, że moja "kariera" skończyła się na trąbieniu na szkolnych akademiach.

Ale sentyment do trąbki i miłość do jazzu pozostał i dlatego dorwałem się do tej lektury bardzo podekscytowany. Współautorem jej jest Rafał Księżyk (ur. 1970) - dziennikarz, krytyk muzyczny, redaktor naczelny Playboya.

Szczególnie porywają pierwsze strony, gdzie dominują nazwiska, którymi sam się entuzjazmowałem. Dużo przede wszystkim o Komedzie (1931 - 1969), ale również o Dylągu (ur. 1938), Urbaniaku (ur. 1943), a z „zagranicznych” pojawiają się np. John Coltrane (1926 -1967), Miles Davis (1926 – 1991) czy Chick Corea (ur. 1941). Im dalej, tym dla mnie gorzej, bo wielu z wymienianych muzyków nie znam. Korzystam więc z okazji i wertując internet staram się pomniejszyć własną ignorancję w tej materii.

Muszę podkreślić, że książka jest pasjonująca nawet dla czytelnika, który nie ma pojęcia o jazzie i który nie zna nazwisk jazzmanów, bo Stańko ciekawie przedstawia wpływ uprawianej przez niego muzyki na jego psychikę, jak i poglądy.

Mniej ważne, że zjeździł pół świata i że grał z największymi, bo istotniejsze wydaje się jego jestestwo przez jazz ukształtowane, o którym tak mądrze rozmawia dwóch inteligentnych ludzi. Mnie zazdrość ściska, że wskutek kompletnej muzycznej głuchoty, mogłem ten wymarzony, zaczarowany świat jazzu oglądać tylko z daleka, a na pocieszenie teraz o nim poczytać.

Jeszcze jedno z wyznań (s. 134):
„.....Rozmyślam o free jazzie całe życie i zacząłem go przyrównywać do idei.
Idea to rzecz wspaniała. Bez idealizmu nie istniałoby człowieczeństwo, ale równocześnie to idealizm dał światu fundamentalizm i inkwizycję, Hitlera i Stalina. Idealizm potrafi szybko kompletnie się zdegenerować i przechodzić w największe okrucieństwo, w największe odczłowieczenie. Widocznie jest coś takiego w idealizmie, że nie możemy mieć nad nim kontroli. Może dlatego tak go szanujemy i tak go chcemy, bo tak się nie da... Wracamy do zwykłej człowieczej drogi. W przypadku muzyki - do komponowania. Free jazz to idea tak pojęta, że najlepiej jest w ogóle jej nie grać. Trzeba wiedzieć o niej i coraz bardziej szanować jako koncepcję.. ..Ale jak się za dużo używa free jazzu, to jest niebezpiecznie. Muzyka bez kontroli może stać się nudna i zła. Najlepiej bardziej ją kochać czy szanować, a mniej grać...”

Może, coś w tym jest, ale ja wiem, że syty głodnego nie zrozumie.

A mniej poważnie: alkohol, narkotyki, dziewczyny i setki anegdot, a do tego luz i wariackie pomysły charakterystyczne tylko dla naszego pokolenia... No to 10 gwiazdek dla zwierzeń rówieśnika.