Saturday, 13 May 2017

Ayn RAND - "Żródło"

Ayn RAND - "Żródło"

Ayn Rand urodzona jako Alissa Zinowjewna Rosenbaum (1905 w Petersburgu – 1982 w Nowym Jorku) - amerykańska pisarka i filozof pochodząca z rosyjskich Żydów, twórczyni filozofii obiektywizmu. Autorka powieści, w których stałym wątkiem jest obraz bohatera osiągającego sukces dzięki własnej pracy, pomimo wynikających z tego konfliktów z innymi. Ayn Rand uważała prezentację pozytywnych wzorców obiektywizmu za główny cel swojej twórczości.
Nie ma żadnej wątpliwości, że trzeba zacząć od filozofii obiektywistycznej (Wikipedia):

"Obiektywizm – system filozoficzny opracowany przez Ayn Rand (1905-1982). Filozofia obiektywizmu odrzuca jako nieracjonalne istnienie istot nadprzyrodzonych, w tym i Boga, głosząc ateizm i antropocentryzm. W zakresie metafizyki akceptuje obiektywną rzeczywistość, za źródło poznania uznaje wyłącznie rozum i logikę, w etyce – interes własny, a w polityce – kapitalizm.
Zgodnie z zasadami etyki obiektywistycznej każdy człowiek powinien kierować się własnym interesem (racjonanym egoizmem). Rand uznawała, że ponieważ każdy by przetrwać musi dbać o siebie, to doktryna twierdząca, że troszczenie się o siebie jest złem oznacza, że złem jest ludzka chęć przeżycia. Według Rand na tym właśnie polega doktryna altruizmu, którą należy odrzucić, podobnie jak żądanie poświęcania innych dla siebie.
Obiektywiści promują państwo minimalne jako ochraniające system kapitalizmu i nie naruszające praw ludzi, przeciwstawiając się inicjowaniu przemocy. Przeciwstawiają się też wszelkim kompromisom moralnym, uznając je za zgodę na zło..."

Bohaterem "The Fountainhead" ("Źródła" – 1943) jest młody architekt Howard Roark, którego dewiza brzmi (s. e-book 53)
"........Nie zamierzam budować, by mieć klientów. Zamierzam mieć klientów, by budować..."
Wg Wikipedii:
".......Bohaterem powieści jest Howard Roark, młody architekt, który odmawia porzucenia własnej wizji artystycznej dla komercyjnego sukcesu. W książce obserwujemy jego próby uprawiania architektury modernizmu, którą uważa za lepszą od tradycyjnej. Pozostałe postacie w książce to archetypy charakterów ludzkich według Ayn Rand. Przeciwstawia je ona głównemu bohaterowi, przedstawionemu jako ucieleśnienie ideału niezależności i uczciwości. Dzięki złożonym relacjom Roarka z pozostałymi osobami, powieść jest jednocześnie dramatem romantycznym jak i rozprawą filozoficzną. Rozterki Roarka odzwierciedlają przekonania autorki, która przedkłada indywidualizm nad kolektywizm... ....W roku 1949 książkę zekranizowano, kręcąc film pod tym samym tytułem, w którym główną rolę zagrał Gary Coopet.."
Przeczytałem powyższe dwa razy i doszedłem do wniosku, że wszystko co istotne zostało powiedziane. Reasumując, z ateizmu wynika, że życie doczesne jest jedyne, a więc ceńmy CZŁOWIEKA, jego egocentryzm, jego rozum i logikę jego myśli, które wyznaczają drogę do ideału niezależności i uczciwości i nie pozwalają na roztrwonienie indywidualnych zdobyczy na altruistyczny kolektywizm.
Problemy te, a szczególnie niezależności, pojawiają się w rozmowie Howarda z prymusem (Peter Keating), proszącym o radę (s. 72):
"...— No i nie wiem, na co się zdecydować...
- Jeśli prosisz mnie o radę, Peter — powiedział w końcu —już popełniłeś błąd. Pytając mnie. Pytając kogokolwiek. Nigdy nie pytaj. Tu chodzi o twoją pracę: czy nie wiesz sam, czego pragniesz? Jak możesz żyć z tą niewiedzą?
- Widzisz, to właśnie w tobie podziwiam, Howard. Ty zawsze wiesz
- Daruj sobie komplementy.
- Mówię szczerze. Jak to się dzieje, że zawsze potrafisz się zdecydować
- Jak to możliwe, byś pozwalał innym decydować za siebie?...."
Autorka prowadzi akcję dwutorowo konfrontując kariery ideowca Howarda i gnidy Petera, dzięki czemu treść jest w dużym stopniu przewidywalna. No i jest ona - la femme fatale Dominique Francon prowadząca własną grę... Nie, źle powiedziane, bo ona gry nie prowadzi, ona jest ofiarą swojej psychopatycznej osobowości, bezlitośnie obnażającą małość innych. Więcej nie mogę powiedzieć by Państwu nie popsuć lektury, lecz opinię swoją wyrażam, że te swoiste sadomasochistyczne praktyki są przesadzone, gdy prowadzą do ruiny samca alfa. Ponad wszystko wysnuwam banalny wniosek, że zrozumieć kobietę jest nader trudno.
Ich dwóch, ona jedna - to za mało dla przedstawienia filozofii Rand, która dodatkowo wprowadza całą gamę „archetypów charakterów ludzkich”, jak w cytowanej powyżej Wikipedii, które przeciwstawia Roarkowi czyi „ucieleśnionemu ideałowi niezależności i uczciwości”, choć ta „niezależność” w kontekście związku z Dominique mnie nie przekonuje.
Jedną z ciekawszych postaci jest Elsworth Toohey, który m.in. „nawija” (s. 747,7):
"...... Musimy być życzliwi, Peter, dla wszystkich wokół nas. Musimy akceptować i wybaczać. W każdym z nas jest tyle do wybaczenia. Jeśli nauczysz się kochać wszystko to, co najpokorniejsze, najmniejsze, najgorsze, wtedy to, co najgorsze w tobie też będzie kochane. Wtedy odnajdziemy sens uniwersalnej równości, wielki pokój braterstwa, nowy świat, Peter, nowy, piękny świat..."
Ani to odkrywcze, ani głębokie, rzekłbym, że banalne. Już wolę, gdy jako doradca studentów rzecze (s. 770.5):
„...Są dwie rzeczy, których należy się pozbyć jak najwcześniej: poczucia wyższości i przesadnej czci dla aktu seksualnego.."
Mnie spodobała się wypowiedź Gaila Wynanda (s. 1144,9)
„....— Nie można kochać człowieka, nie nienawidząc jednocześnie większości stworzeń, które uzurpują sobie prawo do tego miana. Jedno albo drugie. Nie kocha się jednocześnie Boga i świętokradztwa. Chyba że się nie wie, iż popełniono świętokradztwo. Bo nie zna się Boga....
…..— Miłość to cześć i uwielbienie, i chwała, i patrzenie w górę. Nie bandaż dla brudnych ran. Ale oni tego nie wiedzą. Ci, którzy mówią o miłości najwięcej, nigdy jej nie czuli. Robią coś na kształt kiepskiego gulaszu ze współczucia, litości, pogardy i ogólnej obojętności i nazywają to miłością. Kiedy raz się poczuło, co to znaczy kochać, taką miłością, jaką znamy pani i ja — całkowitą namiętnością do niezmierzonej wielkości — nie jest się zdolnym do niczego innego...”
Z tego obszernego dzieła można wypisać wiele ciekawych myśli, jak choćby to retoryczne pytanie (s. 1152):
„... — Ciekawie jest spekulować na temat powodów, które sprawiają, że ludzie tak bardzo pragną się dewaluować.... ….Czego się boją? Czego tak strasznie nienawidzą ci, którzy kochają pełzać? I dlaczego?...”
….lecz to bezsensowne, bo ciekawych rozmów jest tak dużo, że należy poprzestać na zachęcie do lektury. Jednak jeszcze jeden cytat: Gail Wynand o sensie życia (s. 1412,8):
„... Jakim prawem ktokolwiek mógłby żądać, by istota ludzka istniała dla czegokolwiek innego niż jej własna radość? Każdy z nich jej pragnie Każda jego cząstka jej pragnie. Ale nigdy jej nie znajdują. Ciekawe, dlaczego. Skomlą i mówią, że nie pojmują sensu życia. Istnieje pewien szczególny rodzaj ludzi, którymi pogardzam. Są to ci poszukujący jakiegoś wyższego, „uniwersalnego” celu, którzy nie wiedzą, po co żyć, i jęczą, że muszą „odnaleźć siebie”. Słyszy się to wszędzie dookoła. To chyba najbardziej wyświechtany banał tego wieku....”
Na koniec dwie uwagi: jedna to, że większość bohaterów realizuje „american dream” tzn pochodzą z biedoty i dochodzą do dużych pieniędzy i dzięki nim do wysokiej pozycji społecznej. Druga - to pogardza autorki dla ludzi, społeczeństwa, motłochu, bo (s. 1301):
„... bieda rodzi w człowieku instynkt stadny....”
lecz przede wszystkim, że to stado jest nader łatwo sterowalne; Zaczyna ona szydzenie od mody w architekturze, potem mamy promocję szmiry na bestseller, aż w końcu narzucony aplauz dla ramoty scenicznej.
I fragment samoobrony Roarka w sądzie (s. 1767,2):
„.....Umysł jest jednak atrybutem jednostki. Nie istnieje umysł kolektywny. Nie istnieje myśl kolektywna. Porozumienie osiągnięte przez grupę ludzi jest tylko kompromisem, średnią wyciągniętą z wielu indywidualnych myśli. Konsekwencją wtórną. Akt pierwotny — proces rozumowania — odbywa się w głowie pojedynczego człowieka. Możemy podzielić posiłek pomiędzy wielu ludzi. Nie możemy go przetrawić w kolektywnym żołądku. Żaden człowiek nie może użyczyć swoich płuc innemu człowiekowi. Żaden nie może używać swego mózgu, by myśleć za kogoś innego. Wszystkie funkcje ciała i ducha są indywidualne. Nie można się nimi dzielić ani ich zamieniać.... …..Ludzie uczą się od siebie nawzajem. Ale nauka to tylko wymiana materiałów. Żaden człowiek nie może przekazać drugiemu zdolności myślenia. A jednak to właśnie ta zdolność jest dla nas gwarancją przetrwania....”
A w ogóle zawiodłem się, bo uważnie czytałem te 1830 stron e-booka czekając na głębsze myśli i nie doczekałem się. Świetnie to się czyta, lecz gdy wyczytałem w Wikipedii, że autorka to „..filozof pochodząca z rosyjskich Żydów, twórczyni filozofii obiektywizmu..”, to miałem prawo liczyć, że lektura wzbogaci mnie intelektualnie, a niestety, nic mnie nie „oświeciło” i dlatego gwiazdek tylko 7. Dodam, że skrócenie „kobyły” o połowę nie przyniosłoby żadnej szkody.
PS W posłowiu autorka nazywa Dominique „kapłanką”. Nie pasuje to do egoistki sadystycznie niszczącej mężczyzn.