Wednesday, 18 January 2017

Jarosław HASEK - "Przygody dobrego wojaka Szwejka"

Jarosław HASEK - "Przygody dobrego wojaka Szwejka"


Jaroslav Hasek (1883 – 1923) - zaledwie 39 lat; nie doczekał światowego rozgłosu. Ewa Gajewska pisze na: http://novinka.pl/90-rocznica-smierci-jaroslava-haska/
„....Wiosną 1921 ukończył pierwszy tom „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, które ukazywały się w zeszytowych wydaniach. W trakcie pracy nad czwartym tomem, Hašek umiera z wycieńczenia spowodowanego gruźlicą, nadwagą i pijaństwem, w wieku 39 lat...”.

Przy kolejnej lekturze ogarnęła mnie empatia dla ofiary poczynań Szwejka i stąd parę słów.
Tytułowego bohatera - Szwejka - znacie? Znacie! Lubicie? Lubicie! A wedlug mnie to paskudny dziad, który swoim mądralstwem sprowadza nieszczęścia na porucznika Lukasza, sam spadając na cztery łapy. Nie patrzyliscie tak na Szwejka? Żadnej wspólczucia dla ofiary jego poczynań? Przypomnijmy przede wszystkim z kim mamy do czynienia. Szwejk ….. (s. 9):
„....przez lekarską komisję wojskową uznany został za idiotę, utrzymywał się z handlu psami, pokracznymi, nierasowymi kundlami, których rodowody fałszował...”

Czy idiota nie wiemy, lecz oszust - na pewno. Do tego złodziej, bo od kradzieży zaczyna się tragedia ofiary Szwejka - porucznika Lukasza. Kradziony pinczer, rozpoznał swojego poprzedniego właściciela, pułkownika Krausa, przełożonego Lukasza. Skutki przewidywalne, a dodajmy, że ordynans Szwejk przyprawił jeszcze rogi porucznikowi z jego kochanką Katy. Same nieszczęścia ze znajomości ze Szwejkiem. W trakcie karnego przesiedlenia Szwejk dodatkowo „przysłużył” się porucznikowi, doprowadzając do wściekłości łysego generała w cywilu , snując wywody na temat przyczyn łysienia. Wydawałoby się, że życie porucznika się zmieni w chwili pozostania Szwejka na peronie jednej ze stacji. Nic bardziej złudnego; Szwejk to fatum Lukasza.....

To tyle z próby innego spojrzenia na książkę, a tradycyjnej opinii nie piszę, bo nie mam nic ciekawego do dodania. Natomiast z wielu przejrzanych recenzji za najtrafniejszą uważam opatrzoną godłem „Northman” na LC, którą podzielam i przytaczam w całości:
„Posłusznie melduję, że niniejsza książka może być uznana tylko i wyłącznie za bezdyskusyjne arcydzieło:) Melduję również z przyjemnością, że jest to nieustający festiwal absurdu i bezlitosnego obnażania idiotyzmów monarchii austro-węgierskiej, który wywołuje ciągłe salwy śmiechu, trwa nieprzerwanie aż do ostatniej strony i pozostawia... fatalny niesmak, bo chciałoby się tego wszystkiego po prostu WIĘCEJ!

Nie znam lepszej satyry na wojnę, ludzką głupotę i wrodzone - bądź też nabyte - kretyństwo w czystej postaci:) Lepszej satyry tego typu po prostu nie ma. Nie ma też lepszego komediowego bohatera od Szwejka. Na myśl o jego pucułowatym, głupkowato uśmiechniętym obliczu poczciwego idioty do dzisiaj ryczę ze śmiechu:) Nie da się inaczej! Przez jego monologi, mądrości życiowe i kretyńskie pomysły nie raz i nie dwa tarzałem się niemal po ziemi ze śmiechu i przenigdy tego nie zapomnę:) Szwejk to niemalże bohater narodowy Czechów, ale także osobisty bohater każdego, kto pokochał tę książkę:)

Jak na komediowe arcydzieło absurdu przystało swoistą "kropkę nad i" stanowi osoba samego autora tej przecudnej pozycji. Jaroslav Hašek był hulaką, autodestrukcyjnym, niezaprzeczalnym alkoholikiem i... w dużej mierze sam był chodzącym absurdem. I chyba tylko taka postać mogła napisać coś takiego. Bo czy można stworzyć takie historie na trzeźwo? Wątpię:)... Nie jest to może najlepsza puenta odnośnie tej książki, gdyż autor - z uwagi na swój tryb życia - nie doczekał się sławy, pieniędzy i własnej literackiej nieśmiertelności, ale warto było o tym wspomnieć. Książka jest bowiem tak samo barwna jak jej autor. I choćby z tego powodu trzeba ją przeczytać.”