Monday, 2 January 2017

Dariusz MICHALSKI - "Czesław Niemen. Czy go jeszcze pamiętasz?"

Dariusz MICHALSKI - "Czesław Niemen. Czy go jeszcze pamiętasz?"

Książka mnie raduje z dwóch przyczyn: Niemena, którego z a w s z e byłem fanem oraz autora, który w 1961 roku, kiedy to razem studiowaliśmy na Wydziale Chemii PW, zrobił "z głowy", perfekcyjnie katalog 10 moich taśm do magnetofonu "Melodia", nagranych, jak najbardziej przypadkowo, modną wówczas muzyką rozrywkową. Taki to był spec już w wieku 18 lat.

Co do mojego kultu Niemena, to pierwszy raz go słuchałem w 1961 na estradzie przy wejściu na sopockie molo, gdy śpiewał m.in. „Mamo, nasza mamo” Walickiego, a wielbić zacząłem, gdy w Sali Kongresowej padł na kolana i zaśpiewał „Klęcząc przed tobą”. Potem byłem zniesmaczony wybrykiem Marka Piwowskiego w postaci ohydnego filmu pt „Sukces”, z którego gawiedź się cieszyła. I w przypadku Niemena sprawdziła się smutna opinia Norwida, że....
„My pochodzimy ze społeczeństwa jedynego na globie, w którym nie ma ani jednego czymkolwiek bądź wyższego obywatela, który by zelżonym od rodaków albo upoliczkowanym i nawet obitym nie był”

Oczywiście, największym podziwem darzę „Dziwny jest ten świat”, który w interpretacji nowego, wielkiego talentu – Szpaka, obecnie mnie zachwyca . I czy się komuś podoba czy nie, wolę ten protest - song od „Imagine” Lennona. Innym też radzę się wsłuchać, by choć tym razem przeciwstawić się porzekadłu „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

Co do książki, to nie może być lepszej rekomendacji niż słowa niedawno zmarłego ojca polskiego bigbitu Franciszka Walickiego (1921 - 2015), a on w liście do autora pisał:
"Drogi Darku,
Twoja książka zrobiła na mnie duże wrażenie: ciekawa, mądra, potrzebna. Doskonale napisana. Rozdziały krótkie („Nudzić – to powiedzieć wszystko”), sporo interesujących wypowiedzi samego Czesława, osób, które go znały i, oczywiście, Twoich.
Czy to wszystko składa się na całą prawdę o Cześku? Wątpię. Wydawało mi się, że Go znam – przecież, jak sam piszesz, „odkryłem” Go (ale już nie wylansowałem, bo zrobił to On sam, artysta wybitnie utalentowany). Owszem, zwróciłem na Niego uwagę, zaoferowałem pomoc i współpracę, zaopiekowałem się Nim, ale długo to nie trwało, bo trwać nie mogło: Czesiek nie mieścił się w żadnych ramach. Nawet tych, które sam dla siebie określał i konstruował przez całe swoje życie.
Nieraz przypominał mi samotnego samuraja: wolny, odważny, lojalny, bezgranicznie uczciwy, wierny zasadom, którymi kierował się w życiu. Stawał po stronie słabszych, walczył z silniejszymi, bo miał przy sobie miecz talentu, którego zazdrościli Mu i bali się Jego wrogowie. Przerastał ich stylem walki, prześcigał wyobraźnią. Był moim najbliższym przyjacielem, powiernikiem i doradcą. Jego śmierć uderzyła we mnie gromu. Nie wiedziałem, że miecz talentu i odwaga nie wystarczą, aby żyć.
O tym wszystkim piszesz w swojej mądrej i potrzebnej książce. Jestem pewien, że nie ostatniej. Czesiek wart jest jeszcze dokładniejszej biografii, wnikliwego studium, szczegółowego przewodnika po swojej muzyce. Jeżeli ktoś o tym zechce napisać (a powinien, to pewne), tym autorem możesz być chyba tylko Ty i zrobisz to tak dokładnie, profesjonalnie, szczerze i przyjaźnie, jak to Ty potrafisz. Ale na taką książkę jest jeszcze za wcześnie. Ta, którą napisałeś, spełnia dziś oczekiwania każdego czytelnika: i tego, który Niemena poznał niedawno, i moje, który Cześka znałem jak chyba nikt inny.
Napisałem to ostatnie zdanie i… zawahałem się: Ty Go znałeś równie dobrze jak ja i w swojej książce opisałeś: przyjaźnie, mądrze, szczerze, przede wszystkim uczciwie. Dziękuję Ci za to..."

Co ja mogę do tego dodać? Chyba to, że pasjonowałem się próbą wypromowania Niemena w Stanach przez Michała Urbaniaka. Niestety, nie udało się.
Michalski odwalił kawał dobrej roboty, a mnie pozostał żal, że tak wielki artysta nie doczekał się uznania na jakie zasługiwał.