Friday, 2 September 2016

Jacek HUGO - BADER - "Biała gorączka"

Jacek HUGO – BADER - "Biała gorączka"

Parę słów "Zamiast wstępu" napisał mój ulubiony Szczygieł, a jego rekomendacja wymusza na mnie przychylne nastawienie do spostrzeżeń Hugo – Badera na temat Rosji. W informacji wydawcy znalazłem zdanie Mariusza Wilka:
"Biała gorączka (obłęd opilczy) jest efektem długiego ciągu alkoholowego, nazywanego po rosyjsku zapojem. Jej objawy to bezprzedmiotowy strach, halucynacje i agresja ..."

Przekładając na "nasze" to stan genialnie opisany w "Lękach porannych" profesjonalisty, Stanisława Grochowiaka.
Jacek Hugo – Bader (ur. 1959), z wykształcenia pedagog, uprawia reportaż od lat, lecz w wydaniu książkowym ten omawiany jest pierwszym (2009), Chociaż słyszałem o autorze, to tak się złożyło, że ta recenzja jest moim debiutem.
Zmęczyłem pierwszą część: 353 strony z 666 całości. Zdążyłem już zawiadomić o potwornym zawodzie spowodowanym tą lekturą mojego wspaniałego znajomego Pawła, który dba o to, bym miał co czytać. W jego recenzji na LC wyczytałem:
„...najlepszy w całej książce jest wstęp autorstwa Mariusza Szczygla...."

No to podsumujmy o czym w tej pierwszej części zmuszony byłem czytać. Przede wszystkim o szerzącym się HIV i nieprzestrzeganiu elementarnych zasad prewencji ani przez narkomanów, ani przez uprawiających seks. Potem nudna opowieść o sekcie wissarionowców, szczególnie nudna dla mnie, mieszkającego w Kanadzie, gdzie ilość sekt i religii znacznie przekracza moje zdolności poznawcze. Muszę nadmienić, że dyskutowałem i z mormonami, i z Świadkami Jehowy, byłem miło podejmowany w meczecie i systematycznie bywałem u baptystów. Prywatnie dyskutowałem z wyznawcami hinduizmu i lamaizmu, przeto Hugo – Bader niczym mnie nie zaskoczył. Dalej mamy dyrdymały o szamanach i inszych uzdrowicielach, których też mam w Kanadzie super obfitość i to legalnie bogacących się na głupocie ludzkiej. Jeszcze trochę o pijakach - samobójcach, Ewenkach, no i tytułowa „biała gorączka”, która okazuje się prozaiczną zwykłą delirką. Nie musiał autor tak się męczyć, i to nieefektywnie, bo dużo ciekawsze opisy mógł usłyszeć na pierwszym z brzegu spotkaniu AA. Te deliryczne ucieczki przedstawione przez niego są żałośnie nudne. Do tego trochę reperacji samochodu i niezrozumiałe rzucenie „Czarnym kwadratem” Malewicza z 1913 r, przedstawionym w Petersburgu w 1915, w nawiązaniu do „brzydkiego” komunizmu. Kończę próbką barwnego języka autora (s. 332):
„... bardzo pospolity, słodkawo-kwaśny, duszący odór biedy. Smród niemytych pach, zasikanych gaci, żołądkowego soku, wstrętnego żarcia i rąk wycieranych w kapotę....”

Lektury nie zamierzam kontynuować bo mimo wysokich ocen na LC, wolę reportaże z Rosji innych autorów np. ostatnio poznanego dzięki wspomnianemu wyżej Pawłowi - Radziwinowicza
PS Już po publikqcji recenzji, wyżej wspomniany Paweł zwrócił mnie uwagę, że powinienem zaproponować Hugo - Baderowi podróż do Ameryki, by zgłębił i opisał alkoholizm Indian i praktyki ich czarowników i szamanów, w celu stworzenia odrażającego wizerunku USA i Kanady na tej podstawie.