Friday, 30 September 2016

Norman DAVIES - "Szlak nadziei"

Norman DAVIES - "Szlak nadziei"

Norman Davies (ur. 1939 ), brytyjski historyk walijskiego pochodzenia, który doktoryzował się w 1973 roku na UJ, tworzy dzieła podobające się polskim czytelnikom. Ja recenzowałem tylko "Boże Igrzysko' i dałem wyraz swojemu oburzeniu z powodu eksponowania opinii nieprzyjaznych Polsce, jak i faktów nie przynoszącej jej, czyli nam, splendoru.
Tym razem wziął się za armię Andersa. Niestety od pierwszych stron książka przybiera charakter gawędy o wszystkim do tego stopnia, że czytelnik zatraca poczucie spójności przeróżnych wspomnień z głównym tematem. Z potoku słów usiłuję wypisać stwierdzenia wiążące się jakoś z tytułowym szlakiem. Pierwszą jaskółką jest uwaga o nastawieniu Churchilla (s. 78 e-booka):
„..Churchill nie był miłośnikiem komunizmu. Wręcz przeciwnie, był zagorzałym antykomunistą. Podczas rewolucji październikowej nazwał bolszewików „przeklętymi prymitywnymi pawianami”... ..Od dawna zdawał sobie sprawę, że potęga wojskowa Niemiec może zostać powstrzymana jedynie wspólnym wysiłkiem Wschodu i Zachodu... ...W 1941 roku, po wyeliminowaniu Francji, jedyną nadzieją Wielkiej Brytanii było uzyskanie wsparcia Ameryki i Związku Sowieckiego oraz pomniejszych graczy, takich jak Polacy czy Wolna Francja. Nie było innej realnej alternatywy...”

W 1941 roku Churchill wie... A w 1939 - co wiedział? Szkoda, że Davies zamiast napisać o nastawieniu zachodnich mocarstw do Polski, w tym Churchilla, robi sobie jaja z polskiego czytelnika pisząc bez żadnych wyjaśnień (s. 25,8):
„... Dwa zachodnie państwa, Wielka Brytania i Francja, wypowiedziały Niemcom wojnę 3 września 1939 roku, żądając wycofania Wehrmachtu z Polski....”

W takiej sytuacji zmuszony jestem zmuszony sięgnąć do swojej recenzji „World War II. Chronicle by John S.D. Eisenhower” dostępnej na LC i moim blogu http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=World++War+II :
„..No i mamy ów 1939 rok. Łączą nas pakty o nieagresji, oba z 1934 r., z Rosją i Niemcami. W dniu 3 kwietnia Niemcy mają przygotowany plan ataku na Polskę, który wcielą w życie pierwszego września, a 28 kwietnia Hitler zrywa pakt z Polską, żądając jednocześnie Gdańska i „korytarza”. Drugiego czerwca Sowieci przystępują do stworzenia paktu o wzajemnej pomocy z Francją i Wielką Brytanią. Na przeszkodzie staje POLSKA, gdyż do sensownej realizacji porozumienia NIEZBĘDNE jest umieszczenie sowieckich oddziałów na naszym terytorium. Należy podkreślić, że to nie jest inicjatywa sowiecka, lecz OSOBISTE uwarunkowanie ze strony CHURCHILLA, który skrajnie negatywnie ocenia przygotowanie Polski do starcia z Niemcami (trafność jego oceny, niestety, szybko się potwierdziła). Marszałek Rydz-Śmigły oświadcza, że pozwolenie na przemarsz i pobyt Sowietów w Polsce byłoby błędem, gdyż Czerwona Armia raz wpuszczona, nigdy Polski nie opuści... ...W każdym razie POLSKA UNIEMOŻLIWIŁA ZAWARCIE PAKTU ANTYHITLEROWSKIEGO i.. ..pozostała sama, bo trudno poważnie traktować pakt z Wlk. Brytanią podpisany 25 sierpnia tj 2 dni po ratyfikacji paktu Mołotow-Ribbentrop. Czytamy bowiem (s. 56): „Ich (tj Francji i Wlk. Brytanii - mój przyp.) wojskowe dowództwa opracowały WAR PLAN w lecie 1939 r., w którym NIEUNIKNIONA zagłada Polski zostanie przez nich zaakceptowana”. Zreasumujmy:
WIELKA BRYTANIA I FRANCJA, PO UNIEMOŻLIWIENIU PRZEZ POLSKĘ ZAWARCIA SOJUSZU Z ZSRR, NIE ZAMIERZAŁY W NAJMNIEJSZYM STOPNIU INGEROWAĆ W SPRAWY POLSKI ...”

A więc wspomniane wyżej informacje Daviesa o przystąpieniu tych mocarstw do wojny w 1939 roku odbieram jako jakąś prowokację ze strony autora.

Davies bardzo zdawkowo opisuje okoliczności zawarcia paktu Sikorski – Majski, jak i objęcie dowództwa przez Andersa (s. 81):
„..NEGOCJACJE DOTYCZĄCE ZBLIŻENIA między Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim toczyły się równolegle do podobnych rozmów między ZSRS a Polską, pierwszym sojusznikiem Wielkiej Brytanii. Rozmowy między Sikorskim a sowieckim ambasadorem w Londynie, Iwanem Majskim, rozpoczęły się na początku lipca w Londynie... .. Kluczowym elementem tej ugody miało być wypuszczenie przez Sowietów więźniów, a w zamian za to polskie władze miały utworzyć z nich „polskie wojsko”. Armię zorganizowaliby i poprowadzili polscy wojskowi, ale walczyłaby ona na froncie wschodnim pod sowieckim dowództwem operacyjnym. 30 lipca Sikorski i Majski podpisali dokumenty...”

Ogłoszono amnestię dla Polaków uwięzionych w najprzeróżniejszych obozach, gułagach czy łagrach, a dowódcą Wojska Polskiego in statu nascendi został Anders, o którym Davies pisze (s. 85,3):
„....Dowódcą Armii Polskiej w ZSRS został generał Władysław Anders (1892–1970), oficer o wielkim harcie ducha i determinacji, który szczęśliwie uniknął losu towarzyszy broni zamordowanych w Katyniu. Mianowano go 4 sierpnia, jeszcze przed ogłoszeniem amnestii, a wybór padł na niego jako na człowieka nieposzlakowanej odwagi, ośmiokrotnie rannego w boju, nieskalanego bliskimi związkami z sanacją w przedwojennej Polsce, a przede wszystkim doskonale obeznanego z Rosją. Ćwierć wieku wcześniej służył jako kawalerzysta w jednym z elitarnych regimentów carskiej gwardii. Od października 1939 roku, kiedy dostał się do sowieckiej niewoli, siedział w kolejnych więzieniach, najpierw u Brygidek we Lwowie, a potem w Moskwie na Łubiance, która stanowiła siedzibę NKWD. Anders miał szczęście. W czerwcu 1941 roku, w celi na Łubiance, codziennie spodziewał się, że zostanie rozstrzelany. Ocaliła go Operacja Barbarossa. Gdy tylko Rosjanie zdali sobie sprawę z konieczności porozumienia z polskim rządem, dostrzegli w nim cenny atut. Zabrali go z celi, doprowadzili do porządku, dali dobrze zjeść i zakomunikowali, że będzie dowodził armią...”

Po pierwsze „Anders miał szczęście” brzmiałoby humorystycznie, gdyby nie było obrazoburcze. Po drugie - absolutnie mnie nie satysfakcjonuje taka wersja, gdyż nie wyjaśnia dlaczego Anders nie został rozstrzelany z innymi oficerami? W mojej recenzji „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego znalazłem zdanie:
„...W koszmarnych warunkach tworzono armię polską pod dowództwem gen. Andersa, zgodnie z koncepcją sowiecką powstałą JUŻ w 1939 roku. (zgodnie z nią podjęto trud wyleczenia dobrze wyszkolonego oficera carskiej Rosji, zamiast zlikwidowania go wraz z innymi oficerami w Katyniu, Miednoje czy Charkowie)..."

Spodziewałem się znaleźć rozwinięcie tego tematu u Daviesa, lecz on woli się bawić w dość przypadkowe wspomnienia nieznanych ludzi. A ja, na podstawie Wikipedii zestawiam daty wiążące się z wyborem Andersa na dowódcę tworzonej armii:
"..Uczestnik I wojny światowej - jako porucznik dragonów dowodził szwadronem i został 3-krotnie ranny. W 1917 ukończył skrócony kurs Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu. Rewolucja lutowa 1917 i obalenie caratu zastały go w Rumunii, gdzie pełnił służbę jako szef sztabu 7. dywizji strzelców...
29 września (1939) w okolicach Sambora generał Anders został dwukrotnie postrzelony przez Ukraińców, po czym dostał się do niewoli sowieckiej.. ..Podczas 22 – miesięcznego pobytu w więzieniu był wielokrotnie przesłuchiwany i bezskutecznie namawiany.. do wstąpienia do Armii Czerwonej.."
W tym samym czasie, od połowy 1940 roku, mordowano tysiące polskich oficerów w Katyniu i innych obozach.

Nie znalazłem też opisu/analizy trójstronnych stosunków Anders – Sikorski - Sosnkowski niezwykle istotnych dla obiektywnego przedstawienia atmosfery, w której powstawała Armia.

I znowu się rozpisałem, lecz tym razem znalazłem świetne wyjście z sytuacji. Otóż „Jonasz” na LC wyraża stricte moją opinię, a różni nas jedynie drobny fakt, że on lubi Daviesa, a ja nie. „Jonasz” pisze:
„....Mój ulubiony historyk zawiódł mnie po raz pierwszy. A szkoda bo wziął się za fascynujący temat. Miał szanse stworzenia historii niemal sensacyjnej, ale niestety “góra urodziła mysz”. Książka wydaje się być napisana na kolanie. Historia jest traktowana powierzchownie. Brakuje głębszej analizy i szerokiego spojrzenia na kontrowersyjne wydarzenia. Autor uznał, ze relacje naocznych świadków i uczestników samej historii wzbogacą narrację. Niestety nie zachował proporcji. Tych relacji jest zbyt wiele, a większość z nich nie wnosi niczego.... ..Zresztą w podsumowaniu sam Autor przyznaje, ze zamiarem jego nie była naukowa monografia, lecz zaledwie szkic...”

Ujmę to lapidarnie: Davies odwalił chałturę!