Sunday, 4 September 2016

Jo WALTON - "Wśród obcych"

Jo WALTON - "Wśród obcych"

I znowu mam w ręku książkę z gatunku "fantasy", którego poza bardzo nielicznymi wyjątkami (Philip K. Dick) nie toleruję, bo moje sympatie skończyły się na Lemie i Bradburym.
Jo Walton (ur. 1964 w Walii) mieszka od 2002 roku w Kanadzie co mnie dodatkowo mobilizuje do wydania przemyślanej opinii o książce krajanki.
Na początku niemiły zgrzyt (s. 14 - e-book):
„Et haec, olim, meminisse iuvabit!”
- cytat z Eneidy Wirgiliusza podany bez tłumaczenia. Zastępuję więc redaktorów:
„..(może) kiedyś i pamięć tego miła będzie”
Przecież ten cytat bezpośrednio nawiązuje do utraty pracy przez tysiące robotników, a bez niego skutki działania dziewczynek są niedopowiedziane.
Ważną rolę pełnią w książce wróżki. Podajmy opis jednej z nich:
„....W koronie drzewka siedziała wróżka.... ... Była długa, patykowata, jej skóra przypominała szorstką korę. Gdyby nie oczy, które miała częściowo zakryte, można by ją wziąć za rodzaj pnącza oplątanego pajęczyną. Tak jak dęby mają żołędzie i dłoniaste liście, a leszczyny orzechy laskowe i małe, owalne listki – tak wróżki bywają sękate, szare, zielone lub brązowe i tu i ówdzie trochę włochate. Ta akurat była szara, bardzo sękata i paskudna....”
No i problem rozwiązany, bo skoro „paskudna”, to na pewno ją poznamy! Trudno mnie zrozumieć o czym autorka pisze, bo przywołuje postacie z nieznanych mnie książek. W tej sytuacji przywiązuję większą wagę do zawartości tekstu. A tu zdarzają się rewelacje (s. 78):
„… Shulamith miała najpierw dziecko, które zmarło, a potem moją babcię Rebekę. Później umarła....”

Really? A to miała pecha, mogła przecież umrzeć wcześniej.. Koligacje rodzinne bohaterki przekraczają moje zdolności przyswajania, a poza tym nie mogę pojąć w jakim celu jestem nimi faszerowany. Pamiętam ino, że dziadkiem bohaterki jest (s. 33) Polak Samuel Markov, który jest Żydem. Nazwisko dziadka nie jest do końca wyjaśnione, bo bohaterka nazywa się Markova, a zdanie: „poznała Samuela Markova..” sugeruje mianownik Markov. Ta sytuacja prowadzi bohaterkę do rozterek (s.34):
„.... Polski Żyd! Jestem więc częściowo Polką. Częściowo Żydówką? Niewiele wiedziałam o judaizmie, tyle co z Kantyczki dla Leibowitza i Umierając żyjemy Silverberga. No i chyba jeszcze z Biblii....”

Sprawę pogarsza pradziadek Francuz, co zwał się Alexandrem (s. 80):
„Ponieważ Alexander był Francuzem, w domu mówiono po angielsku.....”
Logiczne, nie? Pod warunkiem, że inni domownicy angielski znali. Co jeszcze mnie czeka? O mam obraza uczuć religijnych Polaków (s. 83):
„... ciocia Maudie, zhańbiła się, ponieważ poślubiła katolika... ...Nie rozumiała, co jest skandalicznego w byciu katolikiem, szczególnie w zestawieniu z bigamią, którą wszyscy wybaczyli zmarłemu Alexandrowi, czy lesbijskim związkiem cioci Olwen, o którym się nie mówiło, ale który powszechnie akceptowano....”

O tempora! O mores! Co za porównania!!! Brnę dalej, następny kamień milowy o strona 200 z 674 całości. I pierwszy fantastyczny wniosek: zacząłem czytać beletrystykę, która okazała się prospektem anglojęzycznej literatury sci – fi dla młodzieży, którego zawiłości nie rozjaśniają nawet przypisy. Np. do zdania (s. 200) :
„...Sylvia Engdahl[24] napisała wspaniałą powieść pod tytułem Heritage of the Star, wydaną przez Puffina, który jest imprintem Penguina....”
- załączony jest przypis 24:
„[24] Sylvia Engdahl (ur. 1933) to ceniona i nagradzana amerykańska pisarka SF dla starszych dzieci i młodzieży. Na trylogię Children of the Star (wyd. łączne 2000) składają się powieści: This Star Shall Abide (1972, wyd. brytyjskie pt. Heritage of the Star), Beyond the Tomorrow Mountains (1973) i The Doors of the Universe (1981). Jej najsłynniejsza powieść to Enchantress from the Stars (1970; została wyróżniona jako Newbery Honor Book – Newbery to najstarsza na świecie i najbardziej prestiżowa nagroda dla najlepszej powieści roku dla dzieci obok Caldecott Award; po raz pierwszy przyznano ją w 1921 roku). W 1990 autorka otrzymała za nią Phoenix Award, przyznawaną dorocznie przez Children’s Literature Association dla najlepszej powieści dla dzieci, wydanej 20 lat wcześniej, która nie była nagrodzona). Jest to tom 1 dylogii Elana. Drugi nosi tytuł The Far Side of Evil (1971). Ostatnio Sylvia Engdahl pisze SF dla dorosłych...."

Nieznana w Polsce Engdahl nic mnie nie obchodzi, natomiast nieustanne wymienianie i wychwalanie "Penguina" wzbudza uzasadnione podejrzenie co do powiązań finansowych autorki ze sławnym wydawnictwem. A w ogóle, to książka nie z mojej bajki, więc ją porzucam nie doczekawszy się akcji wskutek panoszącego się wodolejstwa, ale żeby nie podpaść fanom takiej literatury daję na odczepnego gwiazdek aż 5.