Tuesday, 6 September 2016

Jacek DUKAJ - "Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe"

Jacek DUKAJ - "Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe"

Po raz drugi recenzuję utwór Dukaja, a tym pierwszym był "Wroniec', któremu dałem 8 gwiazdek. Teraz mamy zbiór opowiadań, a ściśle "Xavrasa Wyżryna" wzbogaconego trzema krótkimi utworami.
Pierwsze strony książki pochłaniam w tempie ruszającej ze stacji lokomotywy Tuwima, bo wizja Europy w 1996 roku, w 8 roku wojny, gdy w 1982, trzy dni po JEGO ??? śmierci skradziono na bocznicy "atomówkę", z Amerykaninem Smithem, który udaje Żyda Jachima Weltzmanna i beznarodowcem, Ślązakiem Witschko (40-50 lat), super przemytnikiem, wymaga wzmożonego ukrwienia mojego mózgu w celu percepcji oryginalnej alternatywnej rzeczywistości.
Nie obejmuję jeszcze całości koncepcji Dukaja, a czytając e-booka obawiam się problemów z odnalezieniem interesującego fragmentu, przeto pozwalam sobie już teraz wynotować sformułowanie, które bardzo mnie pasuje (s. 53):
„....ten zestaw imion* z Sienkiewicza, mieli tu przed wiekiem takiego pisarza, bezczelnego eksploatatora narodowych kompleksów...” * Jan, Michał, Andrzej

Trafne, a przecież w sprawie Sienkiewicza coś nowego sformułować to sztuka. Do tej pory w moich notatkach królował Gombrowicz i Brzozowski.
GOMBROWICZ o S.: „...nigdy nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To HOMER drugiej kategorii..”; BRZOZOWSKI o S: „klasyk warstwy znajdującej się w upadku; skończony przez swą ograniczoność; plastyk przez ślepotę; artysta przez bezwiedny egoizm; parodysta; klasyk polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa.. ..Popularność Sienkiewicza.. ..to zaraza szlacheckiego lenistwa duchowego..”
Niewątpliwie, takie towarzystwo Dukaja nobilituje. Wracając do książki, to poczytałem trochę recenzji, jak i bardzo uproszczony opis treści w Wikipedii, z którym trudno mnie się zgodzić, jak i (tak sądzę) autorowi:
„W 1920 r. bolszewicy podbili Polskę, lecz następnie zatrzymali się na wschodnich granicach Niemiec. Kilkadziesiąt lat później partyzanci z Armii Wyzwolenia Polski pod wodzą samozwańczego pułkownika Xavrasa Wyżryna usiłują wyzwolić kraj spod sowieckiej dominacji. Akcja powieści toczy się w EWZ – European War Zone (Europejskiej Strefie Wojennej), strefie obejmującej Europę Środkowo-Wschodnią i Bałkany, miejscu, gdzie okrucieństwa wojny są codziennością, a władza rosyjska sprowadza się do brutalnych nalotów. Oddział AWP pod dowództwem Xavrasa podąża z bombą atomową w kierunku Moskwy, a amerykańska stacja telewizyjna WCN wysyła swojego reportera Iana Smitha, aby towarzyszył Xavrasowi i jego oddziałowi w rajdzie w głąb Rosji oraz rejestrował na kamerze wszystkie jego posunięcia. Ian Smith szybko przekonuje się, że w rzeczywistości wojna nie jest taka jak przedstawia ją WCN, a Xavras jest zdolny do wysadzenia Moskwy za pomocą bomby atomowej, przez co Ian zmienia o nim zdanie i stara się ukazać go jako terrorystę, jednak Xavras zawsze potrafi usprawiedliwić swoje działania w imię walki o wolną Polskę..”
Co mam do zarzucenia temu opisowi? SPŁASZCZENIE, bo choć dopiero Dukaja poznaję (druga książka), to nie zawężam go do polskiego podwórka. Alternatywna historia następstw agresji bolszewickiej jest jedynie ułatwieniem, dla polskiego czytelnika, odbioru prawd ogólnoludzkich, a przede wszystkim skutków IDOLATRII. Poznajemy przecież „drugą” stronę Wyżryna. Mnie natychmiast przypomina się Grassa („Idąc rakiem”) Tulla Pokriefke, symbol ludzkiego cierpienia która raz w życiu płacze: po śmierci zbrodniarza Stalina.
Wracam do książki, a tu Dukaj znowu wali w narodowe cechy Polaków (s. 54):
„.... im w ogóle nie idzie o zwycięstwo, ale o samą walkę — w opowiadanych sobie nawzajem nad ogniskiem historiach przeważają te o chwalebnych śmierciach: większy bohater z faceta, który efektownie zdechł, aniżeli takiego, co samemu utrupił hordę Ruskich i przeżył. Ciężko to pojąć. Myślę jednak, że coś podobnego prawem doboru naturalnego w końcu musiało się wykształcić w narodzie, którego jedynym powodem do dumy są liczne a krwawe klęski. Gdybym cenił takie jaskrawe uproszczenia, powiedziałbym, że oni po prostu zapomnieli, jak zwyciężać......”
Coraz większą sympatię czuję do Dukaja, gdy tak obnaża prawdę nie zwracając uwagi na zalecane trendy w interpretacji historii czyli sławnej mocarstwowości i bohaterszczyzny.
Czas na tytułowego bohatera. Odnotowuję z c. v. Wyżryna (s. 58):
„....Pierworodny Michała Wyżryna, hydraulika z Zamościa, przyszedł na świat czwartego kwietnia 1944.. ..Odsłużywszy obowiązkowe pięć lat w Armii Czerwonej, kiedy to dotarł do stopnia młodszego sierżanta, trafił do szkoły oficerskiej.. ..Do momentu śmierci Stalina i intronizacji Syna Mahometa dociągnął do stopnia kapitana... ..Podobnie jak wielu zawodowych oficerów Armii Czerwonej polskiego pochodzenia zebrał swój własny partyzancki oddział i mianował się pułkownikiem. Imię jego stało się głośne po brawurowym rajdzie na Kraków, pierwszym oblężeniu stolicy republiki; wtedy też upowszechniła się jego ksywa — Xavras — wzięta z komiksowej historii greckiego bohatera wojen domowych, którego omijały kule, bomby i noże zamachowców. Odtąd o Nieuchwytnym Xavrasie Wyżrynie głośno było niemal bez przerwy; gdzie nie stąpnął, tam trupy i krew, zgliszcza i dym, wszystko to w telewizji bardzo malownicze, a on kamer nie unika…”
Zauważmy pierwsze sygnały kontrowersyjności bohatera: „..trupy i krew. Zgliszcza i dym”, bo parę stron dalej mamy Xavrasa w całej okazałości (s. 70):
„....— Chcesz prawdziwych historii? Prawdziwych? Dobra, prawdziwa jest taka. Trzymaliśmy tę ruską wioskę, pamiętasz, dziewięćdziesiąty czwarty, wtedy był z nami Varda, ale to, co on sfilmował, to, co żeście w tych swoich telewizorach widzieli — to nie była prawda; Xavras prowadził go bardzo krótko. Tam wcale nie wpadł ruski moździerz, to Xavras kazał wrzucić do przedszkola kilka granatów obronnych. Widzisz, on dobrze wie, że Rosjanom nikt nie da wiary, chociażby przedstawili zdjęcia, nie takie fałszerstwa oni robili, ludzie są przyzwyczajeni — poza tym, na logikę biorąc, Wyżryn nie miał żadnego interesu w mordowaniu dzieci....”
Majstersztyk, niestety odnotowywany w realu. Amerykanin zdaje sobie sprawę, że kreacja bezwzględnego mordercy na bohatera, była możliwa dzięki amerykańskim pieniądzom (s. 97,8 ):
„.Ale w jakimś stopniu było to prawdą, prawdą dosłowną: wszak ćwierć miliarda dolarów pozwoliło Xavrasowi na wyposażenie AWP we wszelkie dostępne w Istambule zabawki śmierci. W istocie nie od rzeczy było przypuszczenie, iż pieniądze sieci prędzej czy później przyczynią się także do owej atomowej masakry..”

Bowiem Smith poznał na wskroś Wyżryna (s. 97) :
"...Ian był o Wyżrynie bardzo złego mniemania. Nie oślepiała go już legenda Xavrasa, nie utrudniały widzenia powidoki malowniczych kadrów z reportaży jego poprzedników, nie miał trudności z dojrzeniem człowieka. Widział egotystę o skrzywionej psychice, właściwie kwalifikującego się do zakładu zamkniętego, przy czym ta potworna megalomania...."
Ujmując lapidarnie: zawsze istnieje druga strona medalu czy też spostrzegamy to, co chcemy. Jak widać obecnie (2016) w Polsce, w teoretycznie spokojnych czasach, bardzo łatwo z bandziora zrobić bohatera i vice versa.
Dukaj nie zostawia czytelnika z dylematem, lecz wprowadza mądrego księdza, który naprostowuje prymitywnego Amerykanina (s. 114,5):
„...Pan spyta, czy pochwalam wojnę. Niech pan nie pyta. Nie jestem żadnym autorytetem moralnym, nawet nie znam się za dobrze na teologii; taki ze mnie ksiądz, jak i żołnierz, zmieniam zdanie w zależności od nastroju. Niech mnie pan nie pyta o Wyżryna, nie mnie go osądzać.
— Każdy ma prawo. To nie jest dobry człowiek.
— Ach, pan już go poznał na wylot.
Smith zignorował ironię.
— A cóż w nim takiego potwornego?....”

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1-3).
A Państwa zostawiam z Wyżrynem i następnymi opowiadaniami, zapewniając, że długo nielubiany przeze mnie Dukaj, ponownie zdał dzisiaj egzamin i to celująco.