Tuesday, 20 September 2016

Magdalena WITKIEWICZ - "Ballada o ciotce Matyldzie"

Magdalena WITKIEWICZ - "Ballada o ciotce Matyldzie"

Magdalena Witkiewicz (ur. 1976) pisze dużo, a ja uległem jej urokowi i recenzuję już jej czwartą książkę. Dotychczasowy plon to 16 gwiazdek za trzy pozycje: drugą w jej dorobku – "Panny roztropne" z 2010 roku – 6 gwiazdek, trzecią – "Opowieść niewiernej" z 2012 - 7 gwiazdek oraz ósmą -- "Pensjonat marzeń" z 2014 – 3 gwiazdki. Ta jest szósta z 2013 roku. Na LC ma 135 opinii i średnią ocenę - 7,19. Wobec tak licznych opinii nie mam nic do powiedzenia. Żeby Państwa nie zawieść przytaczam opinię znalezioną na:
http://www.granice.pl/ksiazka,ballada-o-ciotce-matyldzie,278512

"Wszystko zaczęło się od tego, że ciotka Matylda postanowiła umrzeć. Joance trudno się pogodzić z tą stratą, do tego los postawił przed nią jednocześnie tyle wyzwań... Macierzyństwo, kłopoty małżeńskie i tajemniczą firmę w spadku - tego doprawdy zbyt wiele. Na szczęście Joanka nie jest sama, ma Olusia oraz Przemcia, dwóch osiłków o gołębich sercach, i ukochaną ciotkę, która z nieba śledzi poczynania siostrzenicy.
Ciepła i pełna humoru książka o sile kobiet, które potrafią walczyć o swoje szczęście. Historia o przyjaźni, która przychodzi niespodziewanie, i miłości, której trzeba się uczyć na nowo. Powieść o tym, że jedni odchodzą, żeby zrobić miejsce innym, i że dobrych ludzi na świecie nie brakuje."

Ze swojej strony przypomnę, że w recenzji "Panien roztropnych" pisałem:
".....to następczyni Chmielewskiej. Zabawne wydaje się, że obie Panie zadebiutowały w wieku 32 lat, Chmielewska udanym "Klinem", a Witkiewicz "Milaczkiem", którego nie znam. Szczyt popularności Chmielewska zdobyła "Lesiem" w 1973 roku, gdy miała 41 lat, przeto, przez analogię, Witkiewicz to czeka w 2017 roku. .."
Tym razem z Chmielewskiej niewiele, lecz podtrzymuję powyższą diagnozę, a Pani Magdalenie życzę dalszych sukcesów. Nie zapominam, że taka literatura nie predestynuje do Nobla, lecz jednak zaspokaja potrzeby przeciętnych czytelników i stanowi rozrywkę "lekką, łatwą i przyjemną". A to dzięki naiwności, że wszyscy ludzie są życzliwi i nawet w samolubnym maminsynku autorka podkreśliła pozytywne odruchy; nie mówiąc o wyidealizowanej teściowej. Tak więc mamy dyrdymały "ku pokrzepieniu serc". I za to chwała, bo sprzyja podtrzymaniu ducha i zapomnieniu na chwilę o rzeczywistości. Dodatkowy plusik za przypomnienie moich miejsc wakacyjnych z dzieciństwa takich jak Nowe Miasto Lubawskie, Kurzętnik czy jezioro w Partęczynach. Niestety, ta powieść nie dorównuje choćby "Opowieści niewiernej".