Sunday, 7 August 2016

Michał BUŁHAKOW - "Życie Pana Moliera"

Michał BUŁHAKOW - "Życie Pana Moliera"

Najtrafniejszą ocenę znalazłem na stronie wydawnictwa "Prószyński i ska":
"..W 'Życiu pana Moliera' Michał Bułhakow przedstawia pełna upokorzeń i rozczarowań egzystencję twórcy, którego współcześni nie doceniają, gdyż swym geniuszem przerasta otoczenie o całe epoki, a jego losy zależą od kaprysu tyrana. Losy autora 'Mistrza i Małgorzaty' również zależały od widzimisię Stalina...."
OK, choć ostatnie zdanie to political correctness, lecz do tego wrócimy, a obecnie ocenie książkę w oderwaniu od osoby autora.
Jest to bardzo sprawnie napisana półfikcyjna biografia Moliera, w której obok najważniejszej w niej protekcji Ludwika XIV nad artystą, przedstawiono wyjątkowo ciekawe wydarzenia we Francji XVII wieku, jak i burzliwe życie bohatera z dużym poczuciem humoru, finezji i taktu. Mimo, że przyjąłem "półfikcję", zabrakło mnie choćby wymienienia nazwy głównych wrogów Moliera tj jansenistów.
Dodam jeszcze, ze wartka, ciekawa akcja zmusiła mnie do czytania "jednym tchem" i wystawienia najwyższej z moich dotychczasowych not - 7 gwiazdek. (Powody niskiej oceny innych dzieł Bułhakowa znajdziecie Państwo w poszczególnych recenzjach na LC bądź na moim blogu).
W nawiązaniu do wspomnianych wyżej jansenistów przytaczam fragment ze "Wstępu" Tadeusza Boya - Żeleńskiego do "Świętoszka":
"Król nienawidził surowych jansenistów, w których wyczuwał ducha niedawno stłumionej Frondy. Król zgniecie niebawem Kongregację św. Sakramentu, która ważyła się przeciwstawić jego jowiszowym miłostkom. Gdy pani de Navailles, ochmistrzyni dworu, za poradą księdza Joly, zamknęła kratą wszystkie przejścia, którymi król mógł się udawać do apartamentów panien dworskich (wśród nich znajdowała się panna de la Valliere), król wypędził panią de Navailles i jej męża. Molier czuł tedy w królu sprzymierzeńca; inaczej komedia jego byłaby nie do pomyślenia...."

I dla wielbicieli Bułhakowa to tyle. Reszta mojej recenzji tylko dla sceptyków jego martyrologii i krytyków jego megalomanii bo dla mnie Bułhakow jest przede wszystkim wielce utalentowanym mitomanem swoich prześladowań i własnym apologetą. O megalomanii świadczy chociażby przytoczony na początku recenzji fragment z notki wydawnictwa "Prószyński i ska", bo jasne jest, że pisząc o geniuszu Bułhakow myśli o sobie. Z kolei fama o ograniczeniach w publikacji jego genialnej twórczości, przypomina mnie narzekania polskich twórców, którzy przed 1989 rokiem byli zmuszeni pisać "do szuflady". Tylko, że po 1989 szuflady okazały się puste. Podobnie jak Bułhakow, bo spuścizna skromna. Oczywiście, podlegał represjom autorytarnej władzy, jak wszyscy. Takie to były czasy, lecz nie każdemu Stalin załatwiał pracę i odpowiadał osobiście na listy. Nie każdy też miał taki uroczysty pogrzeb. Proszę poczytać Leszka Bugajskiego na stronie:
http://www.newsweek.pl/kultura/ksiazka/mistrz--malgorzata-i-stalin,100994,1,1.html
"...7 maja 1926 roku w jego mieszkaniu funkcjonariusze OGPU przeprowadzili przeszukanie i skonfiskowali maszynopis opowiadania „Psie serce” i właśnie trzy zeszyty dziennika. Bułhakow jakoś specjalnie władzy nie podpadł, ale – jak wiadomo – rewizje i niekiedy im towarzyszące aresztowania nie były w tamtych czasach czymś w ZSRR niezwykłym. Wystarczył byle pretekst, na przykład donos wysłany przez jakiegoś zawistnika.
...ich pozycja była w tamtej rzeczywistości raczej uprzywilejowana. Chadzali do restauracji, wiedli bogate życie towarzyskie, bywali na przyjęciach, wyjeżdżali na letnisko, stać ich było na zakup „cudownego futra z amerykańskiego niedźwiedzia grizzly”. Można nawet w zapiskach Jeleny Bułhakowej trafić na coś tak śmiesznego w niezamierzony sposób: „poszliśmy wszyscy (…) do Metropolu. W czasie kolacji licytowałyśmy się – trzy panie – która z nas ma cięższe życie”......"

Musiałem o tym napisać, bo mdli mnie od tych prześladowań Bułhakowa tym bardziej że parę dni temu skończyłem lekturę czterech tomów Rybakowa (piątego nie mam). Nie zmienia to faktu, że "Życie pana Moliera" oceniam pozytywnie i Państwu polecam.