Monday, 22 August 2016

Isaac Basevis SINGER - "Korona z piór"

Isaac Bashevis SINGER - "Korona z piór"

Singera, albo się uwielbia i czyta, albo też czyta bez uwielbienia. Innej opcji nie ma. Żeby go uwielbiać pomocna jest znajomość podstaw filozofii, uwielbianego przez niego Spinozy. Omówieniu myśli filozoficznej Barucha Spinozy poświęciłem całą recenzję "Spuścizny", którą koniecznie proszę przeczytać (na LC lub moim blogu: http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=singer++spu%C5%9Bcizna.) Dodam, że dotąd postawiłem utworom Singera cztery razy po 9 gwiazdek. A, jeszcze, ta książka na LC nie ma ani jednej recenzji.
Zbiór 24 opowiadań, a początkowym jest tytułowe. Opowieść, która u Singera zajmuje 22 strony, innemu nie zmieściłaby się w grubym tomisku. Na końcu autor wymienia hebrajskie litery, które dają tetragram JHWH, który tłumaczy się na polski: "Jestem który Jestem, Będę który Będę" i który był tematem sporu co do imienia Boga: JaHWe czy JeHoWa. A w tekście dwie mądrości:
s. 14 - "Prawdą jest, że nie ma prawdy"
s. 20 - "Nie kara jest najważniejsza, ale skrucha"
W następnym opowiadaniu trudno nie odnotować "cymesu" żydowskiego wishful thinking (s. 30):
"...Dostała od niego duże alimenty: dwieście dolarów tygodniowo. Oby to wszystko wydała na lekarstwa."
No i tradycyjne odwołanie się do Spinozy (s. 36):
"...wedle Spinozy, wszystko jest zdeterminowane. We wszechświecie nie ma małych i dużych zdarzeń. Dla wieczności ziarenko piasku jest tak samo ważne jak galaktyka".
Mimo, że (Wikipedia):
„A Crown of Feathers and Other Stories is a 1973 book of short stories written by Polish-American author Isaac Bashevis Singer. It received the 1974 National Book Award for Fiction. The twenty-four (24) stories in this collection were translated from Yiddish (Singer's language of choice for writing) by Singer, Laurie Colwin, and others..”
...to muszę stwierdzić, że ten zbiór opowiadań 72- letniego Singera zawierający utwory z różnych okresów twórczości i o różnym poziomie artystycznym, sprawia wrażenie robionego „pod nagrodę”.
Jest to przegląd twórczości tak warszawskiej jak i amerykańskiej, zrobiony „pod czytelnika” nie znającego w ogóle ani autora, ani specyfiki jego utworów. Wskutek tego otrzymaliśmy...... co by nie gadać, część opowiadań zdecydowanie słabych. Przypomnijmy, że rok 1974 to czas walki o Nagrodę Nobla pomiędzy Singerem (Nobel 1978) a Saul Bellowem (Nobel 1976).

Jedne lepsze, drugie słabsze, w każdym razie ja znalazłem myśl godną wynotowania dopiero na s. 144, a i to truizm:
„- W miłości nie robisz łaski. Musisz być egotystą: inaczej zniszczy ciebie lub twoją kochankę...”

Jako wyznawca Spinozy, Singer musi przypomnieć o ułudzie ludzkiej wolnej woli (s. 181):
"- Więc wierzy pan w wolną wolę. Ja w to absolutnie nie wierzę. Jesteśmy tylko kukiełkami i niczym więcej. Ktoś pociąga za sznurek, a my tańczymy. Jestem skończonym deterministą.."
Ten cytat przypomniał mnie, że obok Spinozy, olbrzymi wpływ na Singera miał największy pesymista wśród filozofów - Schopenhauer.
Singer nie znał przypadku Clintona i Lewinsky, więc podaje ówczesny symbol „nowych czasów” (s. 182):
„..Kiedy król Anglii rezygnuje z tronu, by ożenić się z amerykańską rozwódką, to nie jest to tylko materiał na pierwsze strony gazet, ale symbol nowego czasu i nowego człowieka...”
I jeszcze truizm (s. 195);
„..Ze wszystkich grzechów zawiść jest najgorsza....”
A na zakończenie odwieczna prawda (s. 288):
„...aby zrozumieć wielkość Stwórcy, trzeba uznać własną nicość. Póki człowiek uważa się za kogoś ważnego, póty jego oczy są ślepe na niebiosa...”
Nie stawiam tym razem najwyższej oceny, bo strona redakcyjna, w tym skakanie z Europy do Ameryki i nazad, jak i nieustanne przenoszenie się w czasie, bardzo mnie nie odpowiada. Podobnie nie jestem zachwycony, o czym już wspominałem, wyborem opowiadań. Niemniej, piszący w jidysz Amerykanin Singer pozostaje w tak dużym stopniu polski, a więc nam bliski, że każdy jego utwór jest dla mnie cymesem.