Thursday, 18 August 2016

John FOWLES - "Kochanica Francuza"

John FOWLES - "Kochanica Francuza"

John Fowles (1926 – 2005) napisał "Kochanicę..." w 1969, a sfilmowano ją w 1981 r. Na podstawie scenariusza Harolda Pintera. Profesjonaliści którzy ubóstwiają każdego włożyć do odpowiedniej szufladki, umieszczają Fowlesa pomiędzy modernizmem a postmodernizmem. Moja dotychczasowa znajomość z twórczością Fowlesa ogranicza się do recenzji „Mantissy” z 1982 i obdarzeniu jej pałą.

Purytańska, wiktoriańska Anglia, a tu bohater, którego „fajnie” charakteryzuje Wikipedia:
„..Smithson zafascynowany jest odkryciami Darwina, dostrzega zakłamanie i pruderię epoki - dlatego "nowoczesność" Sary zaczyna go coraz bardziej pociągać...."
A ja myślałem, że to zwykłe chucie!
„Klasyczne” romansidło leci, a Fowles na łbie staje, by się przypodobać czytelnikowi, a jeszcze bardziej czytelniczce Na końcu szczytuje trzema opcjami zakończenia, by usatysfakcjonować każdego. Jak ktoś nie ma cierpliwości, niech zajrzy do Wikipedii, która te trzy opcje dokładnie opisuje.
Z całym przekonaniem dałem kochanicy ordynata („Trędowata”) 10 gwiazdek, to dlaczego kochanicy Francuza miałbym nie dać 6??
Ludzie to lubią, ludzie to kupią.....
A Państwu przedstawię jeszcze próbkę tego, co ewentualnie Was czeka (s. 68 -69):
„...Karol ugasił pragnienie, ochłodził rozpalone czoło zwilżoną chustka, po czym zaczął z powagą rozglądać się dokoła. A raczej usiłował rozglądać się z powagą, jednakże zielony stok, na którym się znalazł, rozpościerający się przed nim widok, odgłosy, wonie, bujna, niczym nie skrępowana roślinność, wszystko to wprawiło go w nastrój antynaukowy. Ziemia wokół niego usiana była złotymi i bladożółtymi cętkami chelidonii i pierwiosnków, obramowana zaś panieńską bielą tarniny w pełnym rozkwicie. Tam, gdzie krzewy czarnego bzu o lśniąco zielonych czubkach ocieniały brzegi strumyczka, z którego zaczerpnął wody, rosły kępy piżmaczka i szczawika, najdelikatniejszych spośród angielskich kwiatów wiosennych. Wyżej na zboczu dostrzegł białe główki anemonów, a za nimi ciemnozielone pasy liści dzwonków. W oddali dzięcioł opukiwał pień jakiegoś wysokiego drzewa, zięby pogwizdywały cicho nad głową Karola, a nowo przybyłe pliszki i strzyżyki świergotały w każdym krzaku i na każdym drzewie.....”
Proszę Państwa to nie są już jakieś dyrdymały czy banialuki, to są zwykłe pierdoły!!
Przyjemnej lektury!