Saturday, 28 May 2016

Władimir BUKOWSKI - "I powraca wiatr"

Władimir BUKOWSKI - "I powraca wiatr"

Zacznijmy od jedynej rzeczy godnej uwagi w tej książce, to jest od tytułu. Nawiązuje on do Księgi Koheleta 1, 3-6:
"..Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu,
jaki zadaje sobie pod słońcem?
Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi,
a ziemia trwa po wszelkie czasy.
Słońce wschodzi i zachodzi,
i na miejsce swoje śpieszy z powrotem,
i znowu tam wschodzi.
Ku południowi ciągnąc
i ku północy zawracając,
kolistą drogą wieje wiatr
i znowu wraca na drogę swojego krążenia..."

No to skoro wyjaśniliśmy tytuł (jeśli?!), to możemy przypomnieć, że dysydent, tytuł którym najczęściej obdarza się Bukowskiego, to „opozycjonista w państwie rządzonym autokratycznie”. Nie miejsce tu na analizę jego curriculum vitae, choć wiele w nim rzeczy niejasnych. Ja skupiam się na książce, która jest wzruszająco nieprawdziwa i kłamliwa w sposób infantylny. Do tego poziom, czego przykładem, w zamierzeniu śmiesznym, miało być wyjaśnienie znajomości myśli Lenina w pewnej rodzinie (s. 101):
„....wszystko wyjaśniło się w sposób humorystyczny. Okazało się, że z braku papieru toaletowego wynieśli oni do ubikacji „Dzieła zebrane” Lenina. Każde z nich widziało różne strony tego kompletu, z różnymi artykułami, czasem wręcz z różnych okresów , rzecz jasna, nie mogli uzgodnić wspólnej opinii odnośnie głoszonych przez autora poglądów. Taki jest właśnie Lenin, taka jest jego dialektyka...”
Panie Bukowski, gdyby pan czytał dzieła Lenina, to wiedziałby pan, że nie ma i nie było takiej rodziny na świecie, by wszyscy jej członkowie byli w stanie samodzielnie czytać Lenina. Po drugie sądzę, że podobnie jak w Polsce, dzieła Lenina i Stalina były i w ZSRR wydawane na luksusowym papierze absolutnie nieprzydatnym jako erzac papieru toaletowego. A już końcowe zdanie to styl propagandy sowieckiej!. Ale wróćmy do młodych lat naszego bohatera (s 167):
„..Nie interesowały ich wcale moje zeznania, planowali zrobić ze mnie kapusia i po to mnie aresztowali.. ...Dosyć jednak było, zdaje się, jednego spojrzenia na mnie, by zrozumieli swój błąd. Emanowała ze mnie taka nienawiść, tak wyraźnie pragnąłem ich rozszarpać, że pytania stawiali bardziej dla formalności...”
Pytania stawiali dla formalności, a zeznania ich nie interesowały. Natomiast zademonstrowana nienawiść zrobiła na nich wrażenie. To dlaczego pana, panie Bukowski nie zamordowali? Bo u nas Grzesio Przemyk za podobną demonstrację został z zimną krwią zamordowany, i to na zwykłym komisariacie, a nie w kaźni KGB. A jeżeli coś od pana chcieli, to czemu panu jąder nie ścisnęli szufladą jak to zwykli robić szeregowi funkcjonariusze bratniej MO. Podobne idiotyzmy mamy co chwilę (s.168):
„....ja milczałem. Nie bili co prawda, ale myślę, że i to by nie pomogło. Za bardzo byłem na nich rozwścieczony...”
Wolność jest, myśleć wolno, dyrdymały pleść też. Nawet najbardziej naiwny, łatwowierny czytelnik domaga się krwi., toteż nasz dysydent przypomniał sobie jak go bili (s. 153):
„...Bili mnie długo, ze cztery godziny... ...Była czwarta nad ranem, gdy wypchnęli mnie na ulicę... ..Komunikacja jeszcze nie ruszyła i z trudem dowlokłem się do domu...”
Ale niedojdy! Cztery godziny! A nasi chłopcy z MO największego kozaka doprowadzali do zaniku zdolności poruszania w 5 minut. To już jasne, że ZSRR musiał upaść!! Szkoda czasu i atłasu, więc przechodzę do sprawy wymiany. Polska Wikipedia podaje:
„W 1967 został deportowany z ZSRR w ramach wymiany za sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chile Luisa Corvalana (18 grudnia 1976 roku na lotnisku w Zurychu)”
Ta informacja jest dezinformacją, bo po przeczytaniu jej czytelnik nic już nie rozumie. Co Bukowski ma do Chile, a co Chile ma do ZSRR? Szczęśliwie dostępna jest wersja anglojęzyczna informująca o rozmowach Forda z Breżniewem:
„After months of negotiation between the Soviet and US governments, he was enchanged in December 1976 for Luis Corvalian, the generał secretary of the Communist Party of Chile. Following a short stay in the Netherlands Bukovsky settled in the United Kingdom.....”
A więc Stany Zjednoczone oddały Sowietom wyjątkowo cennego agenta w zamian za..... No właśnie kogo? To już nie moje zadanie. A do Chile nie dojechał!!
Z końcowych stron dowiadujemy się, że Breżniew był wspaniałomyślny i pozwolił razem z Bukowskim wyjechać rodzinie (s. 415):
„...Razem z wami polecą wasza matka, siostra i siostrzeniec..”
Pamiętając 1968 rok w Polsce oraz przymusową emigrację postsolidarnościową, zaczynam lubić Breżniewa, czytając jak wspaniałomyślnie potraktował Bukowskiego (s. 419):
„...Otrzyma pan sowiecki paszport ważny na pięć lat. Nie zostaje pan pozbawiony obywatelstwa...”
Jak po czymś takim mówić o sowieckich zbrodniarzach czy choćby nawet jakimś tam totalitaryzmie. Żyć nie umierać.
Epilog: starszy ode mnie o rok Bukowski ma się dobrze (pewnie w KGB zabrakło radioaktywnego polonu), a dzięki Breżniewowi i zachodnim sponsorom skończył studia na Cambridge, które zresztą nie są mu przydatne w permanentnym protestowaniu,
Z dwóch mitomanów Suworow lepszy, bo wątki sensacyjne trzymają w napięciu