Wednesday, 4 May 2016

Anna KRÓL - "Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia"

Anna KRÓL - "Spotkać Iwaszkiewicza. Nie – biografia"
JEDNA GWIAZDKA - NIE ZA WARTOŚĆ LITERACKĄ, LECZ ZA JEDNOSTRONNY, PRZESŁODZONY WIZERUNEK IWASZKIEWICZA
Nie bardzo wiem co mam oceniać. Więc po kolei: redakcja i opracowanie Anny Król sprawne; wywiady sympatyczne, komentarze też, tylko celu tej książki ni cholery pojąć nie potrafię. Po wielu biografiach, a przede wszystkim, po żenująco szczerych "Dziennikach" nie odczuwam potrzeby pogłębiania wiedzy o tym kontrowersyjnym człowieku.
Swoją notkę nt jego "Dzienników" zaczynałem słowami:
"..... Wychowany zostałem w atmosferze kultu dla twórczości Iwaszkiewicza i pogardy dla jego osoby. I to moje odczucie przez ponad pół wieku nie uległo zmianie....”
A ponieważ pisząc tam o jego zgniliźnie moralnej nie wspomniałem o wydymaniu Miłosza w zamian za sfinansowanie kajakowej wycieczki po Europie, to tu ten brak uzupełniam („Dzienniki 1911 -1955”, str. 450):
"Każda epoka ma swój styl, nawet w drobiazgach, i w innej epoce nie można pewnych rzeczy realizować. Mogłem w maju 1936 roku chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie. Była cudowna noc z księżycem i słowikami...."
Zresztą, bez względu na fakty, mówi się o prostytuowaniu przez niego plejady młodych ludzi, w tym Kamila Baczyńskiego, Hłaski czy Stachury. Nie miejsce tu na rozwodzenie się nad jego życiem prywatnym, skoro jeszcze gorzej przedstawia się jego osoba jako wiernego dyspozycyjnego sługi reżimu PRL-owskiego.
Szczęśliwie nauczyłem się od Jerzego Giedroycia oddzielania twórczości pisarza od jego moralności. Warto przypomnieć, że swój pogląd Giedroyc wyraził w „Autobiografii na cztery ręce”:
str.226 - o konieczności rozgraniczania życia od dzieła twórców: " ...gdyby przykładać do pisarzy bezwzględne miary polityczne i moralne, literatura polska przestałaby istnieć. Dlatego uważam, że należy odróżniać autora od jego dzieła i osądzać dzieło osobno. Inaczej będziemy mieli nieustającą sprawę Brzozowskiego..."
Jeszcze raz podkreślam, że IWASZKIEWICZ WIELKIM PISARZEM BYŁ, lecz z przyczyn powyższych mnożenie wspomnień o nim, dla szerokiego odbiorcy jest niepotrzebne, a nawet SZKODLIWE, gdyż niewtajemniczony w meandry życia Iwaszkiewicza, młody czytelnik dostaje niepełny, wypaczony obraz pisarza, a w przypadku tej książki wręcz przesłodzony do mdłości.
Rada jedna: kogo Iwaszkiewicz interesuje, niech czyta jego, aż szokująco szczere "Dzienniki" i na ich podstawie buduje swoją opinię.