Friday, 13 May 2016

Adam MICHNIK - "Wśród mądrych ludzi" dzieła tom VII

Adam MICHNIK - "Wśród mądrych ludzi" Dzieła tom VII

NAJATRAKCYJNIEJSZY TOM ZE WZGLĘDU NA KALEJDOSKOP NAZWISK.
Przeważają rozmowy, lecz są również recenzje, artykuły, eseje. Ponad 400 stron ułożone jest alfabetycznie, co jest wygodne w wyszukiwaniu, a przeszkadza w systematycznej lekturze ze względu na zmiany tematyki, nastroju i formy.
Dla mnie, to przede wszystkim kopalnia „złotych myśli” rozmówców, ciekawostek z ich życia i anegdot, z której wydobywałem cenne skarby i umieszczałem je w swoich wypracowaniach. Nie lubię się powtarzać i dlatego ograniczę się do cytatów przeze mnie jeszcze niewykorzystanych; jeszcze - bo ich atrakcyjność na pewno skłoni mnie do ich użycia. Jako, że to moja finałowa recenzja, to dla Państwa, których znużyłem poprzednimi, niniejsza będzie tryskać humorem.

Na początek przypominam sławną rozmowę syna z ojcem, „człowiekiem naszych czasów”, partyjnym dyrektorem, który łapie nowy wiatr, w czasach „Solidarności”, ze świetnej powieści Janusza Andermana pt „Cały czas” (s. 13):
„ - Przecież nie ruszą, te skurwysyny dziesięciu milionów, nie mają szans
- Jakie skurwysyny? - pytał A.Z.
- Jak to, jakie? Partia! Zjednoczona! Robotnicza! I tak dalej.
- Przecież ojciec też należy do partii.
- Należę, należę... Od razu należę. Przecież jak bym się nie zapisał, to bym nie był dyrektorem. Partia! A gdzie byśmy dzisiaj byli, gdyby nie partia? My, w sensie rodzina. Ja bym do dziś krowy pewnie pasał. Taktycznie się zapisałem, jak wszyscy. Ale „Solidarność” u siebie założyłem natychmiast. I sto procent załogi mam!”

Teraz – propagatorka pojęcia totalitaryzmu Hannah ARENDT, za którą nie przepadam (gdyż uważam totalitaryzm za propagandowy slogan mccarthysmu), lecz cenię za trafne wypowiedzi. Wg niej:
„Rewolucja - rozpoczynana przez prawych i rozumnych – pożera własne dzieci, wynosząc do władzy fanatyków lub ludzi nędznych i skorumpowanych, a miast wolności przynosi terror i zniewolenie”.

Muszę teraz przytoczyć anegdotę, którą Michnik kończy rozdział o Arendt (s. 36):
„10 sierpnia 1945 r. amerykańska pisarka Mary McCarthy, rozważając problem Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary”, pytała w liście do Hannah Arendt: „Dlaczego nie miałabym zamordować swojej babki, skoro tego chcę? Daj mi jeden dobry powód”.
Arendt odpowiedziała: „Filozoficzna odpowiedź byłaby odpowiedzią Sokratesa: skoro muszę żyć z samym sobą, skoro jestem jedyną osobą, od której nigdy nie będę w stanie się uwolnić, której towarzystwo muszę znosić do końca życia, nie chcę stać się mordercą. Nie chcę spędzić życia w towarzystwie mordercy”.

O wielkim naszym poecie i tłumaczu, Stanisławie BARAŃCZAKU, podaje autor ciekawostkę (s. 37)::
„Jego wiersze stały się inspiracją dla słynnego spektaklu poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Słowa poznańskiego poety stały się głosem pokolenia”.
Natomiast z rozmowy Michnika z sir Isaiahem Berlinem wybrałem trafne stwierdzenie...(s. 46):
".....że człowiek to jedyne zwierzę, które zabija osobników swego gatunku.."
…..oraz uwagę o przyczynach rozruchów studenckich 1968 roku (s. 53):
„Cały liberalny świat, który powstał po wojnie, nie dał ludziom niczego, w co można mocno wierzyć. Oni potrzebują jakiegoś płomienia, a że rozum tego płomienia nie daje – garnęła ich nuda i poczucie bezsensu. Moim zdaniem nuda to najważniejszy powód, dla którego ludzie idą na wojnę albo robią rewolucję. Główna przyczyna wydarzeń roku 1968: studentom było nudno...”

Josif BRODSKI, który niósł trumnę ACHMATOWEJ, wspomina jej słowa (s. 71):
„DOSTOJEWSKI nie znal całej prawdy. Uważał, że jeżeli zarąbałeś staruchę lichwiarkę, to potem do końca życia będą cię gryzły wyrzuty sumienia, potem przyznasz się i pójdziesz na Sybir. A my wiemy, że można rano rozstrzelać 10-15 ludzi, a wieczorem wrócić do domu i zwymyślać żonę za jej brzydką fryzurę”.
Obiecałem, że w tej recenzji będzie więcej humoru, to przechodzę do Kołakowskiego znanego z ironii (s. 195):
„....Okazuje się, że wszyscy dzielnie walczyli z komunizmem przez pół wieku, nieprawdaż? Innych nie było, wszyscy krew przelewali przez te wszystkie dziesięciolecia, oprócz garstki sprzedawczyków. To jest potrzebne dla dobrego samopoczucia. A przecież wiemy, jak było naprawdę”
Aby utrzymać nastrój szyderczy przechodzę do pobicia Antoniego Słonimskiego (s. 337):
„ Autor pięknych wierszy patriotycznych pobity został - po wierszu „Dwie ojczyzny” - przez związanego z obozem nacjonalizmu trzeciorzędnego literata Ipohorskiego. Miał to być odwet za”szkalowanie narodu polskiego przez Żyda”... ...podczas okupacji Ipohorski został zastrzelony z wyroku sądu podziemnego za współpracę z hitlerowcami...”

Na koniec zostawiłem Konwickiego, który nie jest zabawny, bo wali prawdę, której wielu Polaków nie chce słuchać. Ostatnio nabrał oficjalnej formy kult wyjątkowo okrutnego bandziora Łupaszki. Ma szczęście Konwicki, że tego nie dożył. Przytaczam jedną z wielu jego opowieści (s. 233):
„...Czytam wspomnienia pewnej pani z Polskiego Radia – Żydówki. Opowiada, jak z rodziną uratowała się pod Białymstokiem dzięki polskim chłopom, którzy nie wzięli nawet żadnych pieniędzy. W 1945 r. przyszedł oddział partyzancki, ona krępuje się napisać jaki - skatował i obrabował tych ludzi za ukrywanie Żydów. Jakiż to mógł być oddział polski w tym czasie na Białostocczyźnie? Mógł to być oddział Łupaszki.. Jednocześnie w tym samym języku, w tej samej gramatyce, składni i metaforyce czytam apologie – mało, hymny na temat bohaterstwa tych oddziałów..”
I wciska się społeczeństwu kit i bajer o „żołnierzach wyklętych”. A jak niektórym to się nie podoba, to dokładam z trochę innej beczki (s. 208):
„... jak się czyta pamiętniki, wspomnienia, opracowania historyczne XVIII wieku, widać jak na dłoni, że Polska była wrzodem na ciele Europy i ten wrzód musiał być wycięty”
Jeszcze Konwicki, człowiek stamtąd podkreśla (s. 213):
„....myśmy tam byli jednak kolonizatorami....”
Ilu by nie było Konwickich, Miłoszów, Giedroyciów czy Hennelowych, i tak nie przekonają krzykaczy o polskości Wilna czy Lwowa. (Może „uczonych” z IPN dokształcę?)
Kończąc opinię ostatniego tomu „Dzieł Wybranych” chcę podkreślić zawarty w nich potencjał intelektualny, nieporównywalny z niczym, i dlatego zaniechanie tej lektury przynosi stratę tylko nieczytającemu.