Thursday, 19 May 2016

Sławomir MROŻEK - "Krótkie, ale całe historie"

Sławomir MROŻEK - "Krótkie, ale całe historie"
Opowiadania wybrane

UWAGA! NISKA OCENA (JAK NA MROŻKA) ZA OBNIŻENIE POZIOMU WSKUTEK BRAKU SELEKCJI
Dzięki Mrożkowi Polska była "najweselszym barakiem w socjalistycznym obozie". W PRL-u systematycznie chodziłem do teatru, gdzie Teatr Absurdu reprezentował Beckett, Genet, Ionesco i Pinter. I do nich dołączył w 1958 roku Mrożek, którego idolem był Gombrowicz. Przypomnijmy, że w Polsce ten kierunek uprawiał Witkacy, a w PRL-u Różewicz.
Proszę Państwa Mrożek to wielka postać naszej literatury, lecz zwięźle o nim pisać - trudno. Popełniłem trzy notatki na temat trzech jego książek ("Baltazar. Autobiografia", "Tango" i "Miłość na Krymie"), które w tej chwili ponownie przeczytałem i zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o ich przeczytanie, bo wyrywkowe ich cytowanie nie odda ich sensu. Posłużę się fragmentem mojej pisaniny o "Baltazarze. Autobiografii", by przedstawić problem.
Pisałem:
"Był idolem mojej młodości, i jako rysownik, i jako pisarz, a na starość dalej go lubię, cenię i z wielką przyjemnością czytam po raz n-ty jego utwory...."
Fajnie, lecz nastrój zmieniam już w następnym zdaniu:
"..... Wyprzedzając narzucające się pytanie oświadczam, że nie mam żadnych zastrzeżeń ani nie propaguję negatywnej oceny jego postępowania w 1953 roku, bo znam te czasy z autopsji, mam natomiast pretensje o to, że struga z siebie, ale i ze mnie wariata i to straszne zdarzenie pomija. Mało tego, wyczuwam z lektury, że go to uwiera. Nieprzyjemne wrażenie potęguje takim sformułowaniem (s.18)
„...wnet nauczyłem się mieć podwójną moralność: uległą wobec państwa, skądinąd znienawidzonego, oraz prywatną...”
To straszne zdanie. Czy to znaczy, że swojego guru, przywódcę grupy - Włodka, (s. 143) „komunistę - entuzjastę”, aktywnego współpracownika UB i jego żonę - Szymborską, oszukiwał ? A jak z Janem Błońskim, czy się zmówili czy jeden drugiego oszukiwał, skoro obaj podpisali haniebny list ? Czy nie prościej przyznać się do chwilowej fascynacji komunizmem ?...."
Winni jesteśmy mu uczciwą ocenę, a nie wykorzystywanie jego życiorysu, jego osoby do tworzenia nowej, zakłamanej historii Polski, w której wszyscy walczyli w opozycji, a kolaborowała z reżimem garstka szmat. W recenzjach, do których dalej Państwa zapraszam, przypominam, że i nasz "dyżurny" filozof, Kołakowski był ze "stajni" głównego polskiego marksisty Schaffa, a obok zaangażowanych entuzjastów "nowego ładu społecznego" panował powszechny konformizm. I dlatego wypada coś niecoś wiedzieć o socrealizmie przed wygłaszaniem radykalnych sądów i ocen.
Już przechodzę do naszego zbioru opowiadań, lecz muszę przypomnieć o cyklu satyrycznych rysunków Mrożka, drukowanych w "Przekroju" juz od 1953 roku, pod tytułem "Przez okulary Sławomira Mrożka", które nas oswoiły z absurdalnym myśleniem autora. No to jeszcze opinia twórcy "Przekroju" Eilego według Bratkowskiego, która znalazłem na:.....
http://studioopinii.pl/stefan-bratkowski-mrozek-apostol-cywilizacji-przekroju/
"..... Odkrył go Eile, twórca i naczelny "Przekroju", jedynego takiego pisma, jak mawiał sam Eile, w Polsce od Odry do Oceanu Spokojnego. Z jego poczuciem humoru, nie do zniesienia w socjalistycznym realizmie... Mówił o Mrożku - to syn Gałczyńskiego i Witkacego, z niepokalanego poczęcia...."
Zaczyna się od „Pancerzy praktycznych”, śmiesznych, aktualnych i dzisiaj, a może szczególnie dzisiaj, gdy reklama święci triumfy, bo za PRL-u reklamowało się tylko towary niechodliwe, buble.
Potem dwa słabsze i żenujący „Słoń”, o powłoce kształtu słonia, która napełniona przez spryciarzy gazem z miejskiej sieci, uleciała w przestworza. Ale śmieszne, co?
Poprawia mnie humor satyryczny "Proces" i piękny "Łabędź". No i wreszcie talent Mrożka w pełnej krasie w opowiadaniu "Lew", które kończy sekwencja:
"salus rei publicae suprema lex tibi esto"
co pozwolę sobie przetłumaczyć: "Dobro Rzeczypospolitej powinno być dla ciebie najwyższym prawem".
Parę stron dalej mamy jedno z najpopularniejszych opowiadań Mrożka o charakterystycznej dla komuny, przemianie chłopa w działacza, satyrycznie obdarzone tytułem dramatu Ibsena „Peer Gynt” itd itp
De gustibus non est disputandum - wobec różnorodności poziomu dalszych opowiadań, nie będę ich selekcjonował i wybierał lepszych i gorszych. Wydawnictwo decydując się na tak szeroką antologię narazili czytelników na nudę i zniechęcenie. Sądzę, że Państwo podziela moją opinię, bo ja wprawdzie stary jestem, lecz nie do tego stopnia, by przy Mrożku zapadać w drzemkę. A tak się stało trzy razy. Mrożek się sam obroni, a do panów redaktorów mam żal.