Mario Vargas Llosa - "Wojna końca świata"
Ustawiam chronologicznie książki dotychczas przeze mnie oceniane:
1969 Rozmowa w "Katedrze" - gwiazdek 6
1984 Historia Alejandra Mayty 5
1987 Gawędziarz 5
1997 Listy do mlodego pisarza 2
2006 Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki 1
2010 Marzenie Celta 7
Wnioski z powyższego - żadne, chyba, że "pańska łaska na pstrym koniu jeździ". Uzupełniam: w 2010 dostał na starość Nobla, a na LC ma 30 książek z ocenami od 5,75 do 7,95.
Jak widać: u mnie "tak sobie" notowany, a na LC żadną książką nie przekroczył bariery ośmiu gwiazdek.
Ta omawiana jest z 1981 roku, a średnia na LC ma wysoką, bo 7,26. Istotne dane o kanwie tej książki podaje jej tłumaczka Dorota Walasek – Elbanowska (s. 701):
„...Osnuta na tle autentycznych postaci i wydarzeń (powstanie, działalność i upadek jednej z chiliastycznych sekt XIX wiecznej Brazylii), przedstawia apokaliptyczną... ..wizję świata i człowieka.
Pod koniec XIX wieku na półpustynnych wyżynach północno - wschodniej Brazylii.. ..pojawia się prorok, apostoł, kaznodzieja Antonio Mendes Maciel, przez lud zwany O Conselheiro (dosłownie: doradca, szerzej - pocieszyciel nauczyciel). Wędruje od osady do osady, głosząc konieczność ascezy i bliski koniec świata, naucza, interpretując na swój sposób prawdy chrześcijańskiej wiary, udziela rad, służy pomocą w rozstrzyganiu sąsiedzkich sporów. Legenda przypisze mu nadprzyrodzoną moc i wiele cudownych uzdrowień Wokół charyzmatycznego pielgrzyma gromadzą się wierni…..”
Czyli solidną sekściarską bazę mamy. Ale to nie wszystko Na następnej stronie tłumaczka pisze:
„...Dzieje tej „wojny końca świata” znane są dokładnie dzięki korespondentowi wojennemu jednego z paulistańskich dzienników Euclidesowi da Cunha, który tło i przebieg konfliktu utrwalił na kartach monumentalnego dzieła „Os sertoes” (Sertony), uznanego później za klasyczną pozycję brazylijskiej literatury… ...Temu to człowiekowi zadedykował Vargas Llosa swą książkę , a jedna z głównych jej postaci - dziennikarz okularnik korespondent wojenny „Jornal de Noticias” i świadek zagłady Canudos - jest daleką literacką reminiscencją brazylijskiego pisarza….”
Wydawałoby się, że w opisanej sytuacji, nie sposób spieprzyć tematu i że epopeja raz, dwa będzie gotowa. A jednak Vargas jest zdolny, bowiem pierwszą częścią tak udręczył, tak zanudził czytelnika, że pozostałe części nie uratowały dzieła w oczach wytrwałego. (niewytrwali do II i dalszych części, nie dobrnęli). Ponadto, bez znajomości wspomnianego dzieła brazylijskiego korespondenta, niemożliwe jest rozdzielenie ewentualnych zasług pomiędzy Vargasem a da Cunha. Jednej z czytelniczek objawiło się powinowactwo do naszego Sienkiewicza. OK, lecz ujmę to tak : jeśli rację ma Gombrowicz pisząc o Sienkiewiczu:
„...nigdy nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To HOMER drugiej kategorii..”.-
- to Vargas Llosa różni się tym, że drzemania nie utrudnia. Jestem ugodowo nastawiony więc daję gwiazdek aż 5
Friday, 21 October 2016
Thursday, 20 October 2016
Kira GAŁCZYŃSKA - "Jak się te lata mylą..."
Kira GAŁCZYŃSKA - "Jak się te lata mylą...."
Kira Gałczyńska (ur. 1936), córka poety snuje wspomnienia od 1952 roku, podkreślając różnice wywołane śmiercią Stalina w 1953 roku. I od pierwszych stron jestem mile zaskoczony trafnością opisu ludzi, zdarzeń i atmosfery. W dniu śmierci Stalina chodziła do klasy maturalnej u Żmichowskiej w Warszawie, a ja dopiero do czwartej klasy podstawówki, więc może mniej rozumiałem, lecz równie dokładnie nastrój tamtych dni pamiętam. Na pewno ma ona rację pisząc (s. 29): „..o ogólnym nastroju rozpaczy...” Wprawdzie nie dlatego, że……:
„…..W piątek 6 III przestało bić serce wodza ludzkości”
lecz z obawy o przyszłość, ze strachu przed niewiadomym, a w tej niepewności przyszło nam żyć prawie 3 lata, aż do referatu Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR.
Polityka pozostaje na marginesie, bo ważniejsze co się działo i gdzie się bywało. A więc; oczywiście, basen Legii i dawna YMCA; wydanie przez Tyrmanda kultowej książki „U brzegów jazzu”, no i kiełkujący jazz. Wydanie „Złego” czyli warszawskich „Tajemnic Paryża”, jak ładnie to Gałczyńska nazywa (s. 44) i dancingi w „Kameralnej”. Wreszcie matura czule wspominana, a dalej dziesiątki nazwisk wspólnych znajomych i wiele ciekawostek na ich temat.
Mniej więcej od 55 strony wspomnienia osobiste przeplatane są wydarzeniami politycznymi, a jednym z pierwszych upadek Berii (w prasie wiadomość już 11 lipca). Autorka wspomina Karola Makuszyńskiego, który zmarł również w 1953, jak i zmarłego w uprzednim roku Borejszę. Lecz 1953 rok to dla autorki, przede wszystkim śmierć ojca, a i trzy tygodnie później Tuwima, który dopiero co deklarował pomoc „ojcowską”.
Gałczyńska wspomina plejadę sławnych postaci zamieszkujących Aleję Róż, jak i podejmowanych w leśniczówce Pranie. (Wśród tych ostatnich „krwawą” Lunę Bristigerową). Ciekawostkę wyczytałem o Dziadzi ze „Wspólnego Pokoju” Uniłowskiego. Gałczyńska pisze (s. 96):
"...z największą czułością zawsze wspominać będę Stanisława Marię Salińskiego, popularnie nie tylko przez nas zwanego Dziadzią. "Zapisany" pod tym imieniem we "Wspólnym Pokoju" Uniłowskiego, pozostał na zawsze "Dziadzią" właściwie dla wszystkich..."
Wspomnienia ciągną się do zamknięcia „Po Prostu” i odwilży po Polskim Październiku. Imponujący materiał, boleśnie zgodny z prawdą, którą potwierdzam, bo nastawiony bojowo (każdy co innego pamięta) nie złapałem autorki na niczym. Duża rzecz!!!
Kira Gałczyńska (ur. 1936), córka poety snuje wspomnienia od 1952 roku, podkreślając różnice wywołane śmiercią Stalina w 1953 roku. I od pierwszych stron jestem mile zaskoczony trafnością opisu ludzi, zdarzeń i atmosfery. W dniu śmierci Stalina chodziła do klasy maturalnej u Żmichowskiej w Warszawie, a ja dopiero do czwartej klasy podstawówki, więc może mniej rozumiałem, lecz równie dokładnie nastrój tamtych dni pamiętam. Na pewno ma ona rację pisząc (s. 29): „..o ogólnym nastroju rozpaczy...” Wprawdzie nie dlatego, że……:
„…..W piątek 6 III przestało bić serce wodza ludzkości”
lecz z obawy o przyszłość, ze strachu przed niewiadomym, a w tej niepewności przyszło nam żyć prawie 3 lata, aż do referatu Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR.
Polityka pozostaje na marginesie, bo ważniejsze co się działo i gdzie się bywało. A więc; oczywiście, basen Legii i dawna YMCA; wydanie przez Tyrmanda kultowej książki „U brzegów jazzu”, no i kiełkujący jazz. Wydanie „Złego” czyli warszawskich „Tajemnic Paryża”, jak ładnie to Gałczyńska nazywa (s. 44) i dancingi w „Kameralnej”. Wreszcie matura czule wspominana, a dalej dziesiątki nazwisk wspólnych znajomych i wiele ciekawostek na ich temat.
Mniej więcej od 55 strony wspomnienia osobiste przeplatane są wydarzeniami politycznymi, a jednym z pierwszych upadek Berii (w prasie wiadomość już 11 lipca). Autorka wspomina Karola Makuszyńskiego, który zmarł również w 1953, jak i zmarłego w uprzednim roku Borejszę. Lecz 1953 rok to dla autorki, przede wszystkim śmierć ojca, a i trzy tygodnie później Tuwima, który dopiero co deklarował pomoc „ojcowską”.
Gałczyńska wspomina plejadę sławnych postaci zamieszkujących Aleję Róż, jak i podejmowanych w leśniczówce Pranie. (Wśród tych ostatnich „krwawą” Lunę Bristigerową). Ciekawostkę wyczytałem o Dziadzi ze „Wspólnego Pokoju” Uniłowskiego. Gałczyńska pisze (s. 96):
"...z największą czułością zawsze wspominać będę Stanisława Marię Salińskiego, popularnie nie tylko przez nas zwanego Dziadzią. "Zapisany" pod tym imieniem we "Wspólnym Pokoju" Uniłowskiego, pozostał na zawsze "Dziadzią" właściwie dla wszystkich..."
Wspomnienia ciągną się do zamknięcia „Po Prostu” i odwilży po Polskim Październiku. Imponujący materiał, boleśnie zgodny z prawdą, którą potwierdzam, bo nastawiony bojowo (każdy co innego pamięta) nie złapałem autorki na niczym. Duża rzecz!!!
Wednesday, 19 October 2016
Bolesław LEŚMIAN - "Szczęście"
Bolesław LEŚMIAN - "Szczęście"
Bolesław Leśmian (1879 – 1937), pierwotnie LESMAN (pochodzenie żydowskie), czołowy poeta międzywojnia. Jego dziadek Bernard Lesman miał pięcioro dzieci, a między nimi Józefa (1847 – 1912), ojca naszego Bolesława oraz Aleksandra Stanisława, ojca Jana, późniejszego Brzechwy. Według Wikipedii:
".....Uznany za najbardziej nowatorską, najoryginalniejszą i najbardziej skrajną indywidualność twórczą literatury polskiej XX wieku, u której pośmiertnie dopatrywano się poetyckiego geniuszu; za życia zaś określano epigonem Młodej Polski... .. Autor baśni pisanych prozą oraz erotyków.. ..silnie nacechowanych egzystencjalizmem oraz filozofia Henriego Bergsona.. ..Jako pasjonat Nietzschego, Leśmian czuł niechęć do ludzi biernych przeciętnych. Ideałem dlań był wolny i niezależny człowiek renesansu. Często odwoływał się także do symbolizmu..."
Jak pisze w "Posłowiu" Piotr Kuncewicz:
"..Nasz wybór prezentuje tę właśnie stronę poezji Leśmiana, o której mawiano zawsze z pewnym zdziwieniem i zakłopotaniem. I chyba nie było dotąd zbioru koncentrującego się specjalnie na tym właśnie erotycznym wątku. Odczytana pod tym kątem widzenia poezja Leśmiana objawia po raz kolejny swoje mistrzostwo i bogactwo….”
Oczarowany dopiero co skończoną lekturą, niewiele mam do dodania, lecz specjalnie dla Państwa wybrałem poniższy wiersz pt „We śnie”:
Śnisz mi się obco. Dal bez tła,
Wieczność się w chmurach błyska.
Lecimy razem. Mgła i mgła!
Bóg, ciemność i urwiska.
Do mgły i mroku naglisz mnie
I szepczesz, zgrzana lotem:
"Toć ja się tobie tylko śnię!
Nie zapominaj o tem..."
Nie zapominam. Mkniemy wzwyż
Do niewiadomej mety.
O, jak ty trudno mi się śnisz!
O, jawo moja, gdzie ty?
Bolesław Leśmian (1879 – 1937), pierwotnie LESMAN (pochodzenie żydowskie), czołowy poeta międzywojnia. Jego dziadek Bernard Lesman miał pięcioro dzieci, a między nimi Józefa (1847 – 1912), ojca naszego Bolesława oraz Aleksandra Stanisława, ojca Jana, późniejszego Brzechwy. Według Wikipedii:
".....Uznany za najbardziej nowatorską, najoryginalniejszą i najbardziej skrajną indywidualność twórczą literatury polskiej XX wieku, u której pośmiertnie dopatrywano się poetyckiego geniuszu; za życia zaś określano epigonem Młodej Polski... .. Autor baśni pisanych prozą oraz erotyków.. ..silnie nacechowanych egzystencjalizmem oraz filozofia Henriego Bergsona.. ..Jako pasjonat Nietzschego, Leśmian czuł niechęć do ludzi biernych przeciętnych. Ideałem dlań był wolny i niezależny człowiek renesansu. Często odwoływał się także do symbolizmu..."
Jak pisze w "Posłowiu" Piotr Kuncewicz:
"..Nasz wybór prezentuje tę właśnie stronę poezji Leśmiana, o której mawiano zawsze z pewnym zdziwieniem i zakłopotaniem. I chyba nie było dotąd zbioru koncentrującego się specjalnie na tym właśnie erotycznym wątku. Odczytana pod tym kątem widzenia poezja Leśmiana objawia po raz kolejny swoje mistrzostwo i bogactwo….”
Oczarowany dopiero co skończoną lekturą, niewiele mam do dodania, lecz specjalnie dla Państwa wybrałem poniższy wiersz pt „We śnie”:
Śnisz mi się obco. Dal bez tła,
Wieczność się w chmurach błyska.
Lecimy razem. Mgła i mgła!
Bóg, ciemność i urwiska.
Do mgły i mroku naglisz mnie
I szepczesz, zgrzana lotem:
"Toć ja się tobie tylko śnię!
Nie zapominaj o tem..."
Nie zapominam. Mkniemy wzwyż
Do niewiadomej mety.
O, jak ty trudno mi się śnisz!
O, jawo moja, gdzie ty?
Maria Krüger - "Karolcia"
Maria Krüger - "Karolcia"
Maria Krüger (1904 – 1999). Wg Wikipedii:
"..Ukończyła Wydział Humanistyczny UW oraz Akademię Nauk Politycznych w Warszawie. Debiutowała w 1928 w "Płomyczku".. ..Wymyśliła znaną telewizyjną audycję "Miś z okienka", do której długo pis60ała teksty. Jej najbardziej znana książka dla dzieci to "Karolcia" (1959).... ..Jej najbardziej znana książka dla młodzieży to powieść pt "Godzina pąsowej róży" (1960)…"
JA KAROLCI NIE ZNAŁEM, bo gdy wyszła, to miałem 16 lat i co innego miałem w głowie. A teraz poznałem i świetnie się bawiłem, choć, tak całkowicie, to jeszcze nie zdziecinniałem. Nic więcej nie mam do powiedzenia, bo Karolcię wszyscy znają i kochają
Maria Krüger (1904 – 1999). Wg Wikipedii:
"..Ukończyła Wydział Humanistyczny UW oraz Akademię Nauk Politycznych w Warszawie. Debiutowała w 1928 w "Płomyczku".. ..Wymyśliła znaną telewizyjną audycję "Miś z okienka", do której długo pis60ała teksty. Jej najbardziej znana książka dla dzieci to "Karolcia" (1959).... ..Jej najbardziej znana książka dla młodzieży to powieść pt "Godzina pąsowej róży" (1960)…"
JA KAROLCI NIE ZNAŁEM, bo gdy wyszła, to miałem 16 lat i co innego miałem w głowie. A teraz poznałem i świetnie się bawiłem, choć, tak całkowicie, to jeszcze nie zdziecinniałem. Nic więcej nie mam do powiedzenia, bo Karolcię wszyscy znają i kochają
Tuesday, 18 October 2016
Jan TWARDOWSKI - "Nowy zeszyt w kratkę"
NIE ZGADZAM SIĘ!! Od tych słów zamierzam ponownie opublikować moje recenzje książek, których Państwo nie czytacie, a co do których wartości jestem głęboko przekonany. Ta idea powstała, gdy, dość przypadkowo, przejrzałem moje recenzje, które dostały najmniej plusów. Ale problem wnet okazał się o wiele poważniejszy, bo dotyczy książek za których recenzje dostałem od Państwa satysfakcjonującą ilość plusów, a mimo to poczytność tych naprawdę wartościowych pozycji jest znikoma. Wybieram tylko pozycje interesujące i zrozumiałe "dla każdego", a cykl zaczynam od utworów ks. Jana Twardowskiego.
Ks. Jan TWARDOWSKI - "Nowy zeszyt w kratkę"
Na LC 7,05 i jedna, jedyna, moja opinia za którą dostałem 41 plusów
Dotychczasowa recenzja:
Przecudowna ewangelizacja, katechizacja dzieci (i dorosłych) przez uosobienie dobroci i miłości tj ks. Jana Twardowskiego. Proszę Państwa, każdy kto ma małe dzieci winien mieć tę książeczkę na podorędziu, bo to wspaniale podany zestaw wszystkich prawd chrześcijańskich. A że Ksiądz jest poetą to tekst przetyka wieloma wierszykami.
Ks. Jan Twardowski (1915 - 2006), od 1959 aż do emerytury był rektorem kościoła sióstr Wizytek w Warszawie, gdzie głosił kazania dla dzieci, którym później zadedykował m.in. ten zbiór oraz "Patyki i patyczki". Był również wieloletnim wykładowcą i wychowawcą pokoleń kleryków w warszawskim seminarium.
Dla tych z Państwa, którzy nie czytali jego autobiografii przytaczam istotny fragment mojej recenzji książki pt „Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie. Tom I 1915 -1959”:
„….Mnie zainteresował fragment dotyczący Zieleńczyków i Baczyńskiego, w którym znajduję potwierdzenie faktów umieszczonych przeze mnie w recenzji „Wybór poezji” Baczyński. (str.177)
„Ojciec Dziuli (Zieleńczyk), Adam, był profesorem filozofii we Wszechnicy... ..Jego siostra była matką poety, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego... ..Rodzina Zieleńczyków była .. ..pochodzenia żydowskiego, ale gestapo o tym nie wiedziało...”
Potem było Powstanie, a po Powstaniu seminarium, długa droga kapłańska uwieńczona stanowiskiem rektora kościoła Sióstr Wizytek, na miejsce legendarnego księdza Jana Ziei, który akurat /str.282/ „podpadł u niego /tj prymasa Wyszyńskiego/ w niełaskę”…...”
Młody Jan Twardowski sympatyzował w Żydówce Dziuli, siostrze ciotecznej Kamila a więc proszę nie tworzyć bzdurnego, fałszywego mitu Polaka – Powstańca z Kamila, bo komu jak komu, ale księdzu Twardowskiemu wypada wierzyć. Piszę o tym, bo ostatnio spotkałem się z bezpardonowymi atakami za esej "Baczyński Krzysztof Kamil" dostępny na:
http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Kamil++Baczy%C5%84ski
Dziula z siostrą i ojcem zostali rozstrzelani po donosie Polaka. Drugim powodem przytoczenia tego fragmentu jest postać ks. Jana Ziei (1897 – 1991), którą należy znać: (Wikipedia)
"........polski duchowny, działacz społeczny, tłumacz, publicysta i pisarz religijny, żołnierz wojny roku 1920, obrony z września 1939 r., kapelana "Szarych Szeregów" i AK (ps. Wojciech, Rybak), uczestnik powstania warszawskiego, działacz opozycji demokratycznej w PRL, podpułkownik WP, współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników i Komitetu Samoobrony Społecznej "KOR".....”
Przepraszam za dygresję, ale takie ciekawostki warto przypominać. Wracam do omawianego zbioru i jak to bywa u ks. Twardowskiego, znajduję dużo sformułowań wartych wynotowania, jak np. (s. 24):
„….męczennik jest świętym męczennikiem, kiedy zupełnie nie myśli o samym sobie, ale o tym, żeby innym pomagać...”
Podoba mnie się definicja duszy (s. 47):
„...Duszą jest to, co niewidzialne w nas - to, co kocha, modli się, myśli, czuje, to, co ocenia nasze postępowanie…. ...Duszę.. ..można obmyć z grzechu. Obmywamy ją przez żal serdeczny….”
Ksiądz naucza dając dobre rady (s. 51 i n):
„..Jak upadniesz – spróbuj się podnieść od razu. Wtedy będzie mniej bolało...”
„….musisz sam umieć cierpieć. Spotkać się z tym co boli, sam na sam….”
„..Każdy dobry musi być jednocześnie odważny, bo inaczej będzie dobrą ciapą...”
„..Czasami ktoś upadnie, bo się za bardzo boi i dlatego się przewraca. Nie boj się, a będziesz szedł dalej...”
„...Jeżeli pomyślisz, że kogoś bardziej boli, stanie się cud - to, co ciebie bolało, wyda ci się mniejsze i nie takie ważne...”
Aby nie wpaść w przesadną powagę przytaczam wierszyk Księdza o Mojżeszu (s. 133):
„..Córka władcy - Faraona/ woła smutno i wesoło/ że w koszyku krytym smołą/ płynie dzieciak z pupką gołą..”
I kończę ostrzeżeniem na grobie (s. 153):
„...Szanuj zdrowie, bo jak nie/ - to cię spotka to co mnie..”
Ks. Jan TWARDOWSKI - "Nowy zeszyt w kratkę"
Na LC 7,05 i jedna, jedyna, moja opinia za którą dostałem 41 plusów
Dotychczasowa recenzja:
Przecudowna ewangelizacja, katechizacja dzieci (i dorosłych) przez uosobienie dobroci i miłości tj ks. Jana Twardowskiego. Proszę Państwa, każdy kto ma małe dzieci winien mieć tę książeczkę na podorędziu, bo to wspaniale podany zestaw wszystkich prawd chrześcijańskich. A że Ksiądz jest poetą to tekst przetyka wieloma wierszykami.
Ks. Jan Twardowski (1915 - 2006), od 1959 aż do emerytury był rektorem kościoła sióstr Wizytek w Warszawie, gdzie głosił kazania dla dzieci, którym później zadedykował m.in. ten zbiór oraz "Patyki i patyczki". Był również wieloletnim wykładowcą i wychowawcą pokoleń kleryków w warszawskim seminarium.
Dla tych z Państwa, którzy nie czytali jego autobiografii przytaczam istotny fragment mojej recenzji książki pt „Autobiografia. Myśli nie tylko o sobie. Tom I 1915 -1959”:
„….Mnie zainteresował fragment dotyczący Zieleńczyków i Baczyńskiego, w którym znajduję potwierdzenie faktów umieszczonych przeze mnie w recenzji „Wybór poezji” Baczyński. (str.177)
„Ojciec Dziuli (Zieleńczyk), Adam, był profesorem filozofii we Wszechnicy... ..Jego siostra była matką poety, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego... ..Rodzina Zieleńczyków była .. ..pochodzenia żydowskiego, ale gestapo o tym nie wiedziało...”
Potem było Powstanie, a po Powstaniu seminarium, długa droga kapłańska uwieńczona stanowiskiem rektora kościoła Sióstr Wizytek, na miejsce legendarnego księdza Jana Ziei, który akurat /str.282/ „podpadł u niego /tj prymasa Wyszyńskiego/ w niełaskę”…...”
Młody Jan Twardowski sympatyzował w Żydówce Dziuli, siostrze ciotecznej Kamila a więc proszę nie tworzyć bzdurnego, fałszywego mitu Polaka – Powstańca z Kamila, bo komu jak komu, ale księdzu Twardowskiemu wypada wierzyć. Piszę o tym, bo ostatnio spotkałem się z bezpardonowymi atakami za esej "Baczyński Krzysztof Kamil" dostępny na:
http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=Kamil++Baczy%C5%84ski
Dziula z siostrą i ojcem zostali rozstrzelani po donosie Polaka. Drugim powodem przytoczenia tego fragmentu jest postać ks. Jana Ziei (1897 – 1991), którą należy znać: (Wikipedia)
"........polski duchowny, działacz społeczny, tłumacz, publicysta i pisarz religijny, żołnierz wojny roku 1920, obrony z września 1939 r., kapelana "Szarych Szeregów" i AK (ps. Wojciech, Rybak), uczestnik powstania warszawskiego, działacz opozycji demokratycznej w PRL, podpułkownik WP, współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników i Komitetu Samoobrony Społecznej "KOR".....”
Przepraszam za dygresję, ale takie ciekawostki warto przypominać. Wracam do omawianego zbioru i jak to bywa u ks. Twardowskiego, znajduję dużo sformułowań wartych wynotowania, jak np. (s. 24):
„….męczennik jest świętym męczennikiem, kiedy zupełnie nie myśli o samym sobie, ale o tym, żeby innym pomagać...”
Podoba mnie się definicja duszy (s. 47):
„...Duszą jest to, co niewidzialne w nas - to, co kocha, modli się, myśli, czuje, to, co ocenia nasze postępowanie…. ...Duszę.. ..można obmyć z grzechu. Obmywamy ją przez żal serdeczny….”
Ksiądz naucza dając dobre rady (s. 51 i n):
„..Jak upadniesz – spróbuj się podnieść od razu. Wtedy będzie mniej bolało...”
„….musisz sam umieć cierpieć. Spotkać się z tym co boli, sam na sam….”
„..Każdy dobry musi być jednocześnie odważny, bo inaczej będzie dobrą ciapą...”
„..Czasami ktoś upadnie, bo się za bardzo boi i dlatego się przewraca. Nie boj się, a będziesz szedł dalej...”
„...Jeżeli pomyślisz, że kogoś bardziej boli, stanie się cud - to, co ciebie bolało, wyda ci się mniejsze i nie takie ważne...”
Aby nie wpaść w przesadną powagę przytaczam wierszyk Księdza o Mojżeszu (s. 133):
„..Córka władcy - Faraona/ woła smutno i wesoło/ że w koszyku krytym smołą/ płynie dzieciak z pupką gołą..”
I kończę ostrzeżeniem na grobie (s. 153):
„...Szanuj zdrowie, bo jak nie/ - to cię spotka to co mnie..”
Włodzimerz WYSOCKI - "Nie ma mnie"
Włodzimierz WYSOCKI - "Nie ma mnie"
Legenda mojej młodości, bard Wysocki (1938 – 1980). Jako aktor zyskał sławę swoimi kreacjami w Teatrze na Tagance, lecz przede wszystkim był pieśniarzem. Do epoki Wysockiego najwiekszą popularnością cieszyli się Bułat Okudżawa (1924 -97), dzięki m.in. Osieckiej i Aleksander Wertyński (1889 -1957), odrestaurowany m.in. przez tłumaczenia Jonasza Kofty (1942 -1988). Specyficzny niski, ochrypły głos Wysockiego świetnie naśladował m.in. Tadeusz Gumplowicz (1943? - 1981) W 1967 roku Wysocki poznał aktorkę Marinę Vlady (ur.1938), swą późniejszą trzecią żonę, co wzmocnilo jego popularność w Polsce ze względu na sentyment do jej "końskiego ogona" z filmu "Przed potopem" (1953) granego w Polsce za "wczesnego Gomułki"
W tym zbiorze umieszczono 38 jego pieśni w oryginale i w tłumaczeniu Michała B. Jagiełły. Powiedzmy szczerze: ten zbiór ma wartość sentymentalną dla takich staruchów jak ja, ale mimo wszystko wolę po prostu wcisnąć jego wykonanie na You Tube. I to często robię. Adres? Np: https://www.youtube.com/watch?v=oXl5ixBtjpY
Legenda mojej młodości, bard Wysocki (1938 – 1980). Jako aktor zyskał sławę swoimi kreacjami w Teatrze na Tagance, lecz przede wszystkim był pieśniarzem. Do epoki Wysockiego najwiekszą popularnością cieszyli się Bułat Okudżawa (1924 -97), dzięki m.in. Osieckiej i Aleksander Wertyński (1889 -1957), odrestaurowany m.in. przez tłumaczenia Jonasza Kofty (1942 -1988). Specyficzny niski, ochrypły głos Wysockiego świetnie naśladował m.in. Tadeusz Gumplowicz (1943? - 1981) W 1967 roku Wysocki poznał aktorkę Marinę Vlady (ur.1938), swą późniejszą trzecią żonę, co wzmocnilo jego popularność w Polsce ze względu na sentyment do jej "końskiego ogona" z filmu "Przed potopem" (1953) granego w Polsce za "wczesnego Gomułki"
W tym zbiorze umieszczono 38 jego pieśni w oryginale i w tłumaczeniu Michała B. Jagiełły. Powiedzmy szczerze: ten zbiór ma wartość sentymentalną dla takich staruchów jak ja, ale mimo wszystko wolę po prostu wcisnąć jego wykonanie na You Tube. I to często robię. Adres? Np: https://www.youtube.com/watch?v=oXl5ixBtjpY
Monday, 17 October 2016
Konstanty Ildefons GAŁCZYŃSKI - "Listy z fiołkiem"
Konstanty Ildefons GAŁCZYŃSKI - "Listy z fiołkiem"
Gałczyński (1905 – 53) – moja miłość od wczesnego dzieciństwa, bo gdy miałem trzy latka, szalał Teatrzyk Zielona Gęś z Osiołkiem Porfirionem, a frazę kwitującą ułudę mknącego świata: „A piecyk stoi i dymi” wypowiadam często i dziś.
W tym zbiorze gatunkowych hybryd, Osiołka Porfiriona i Hermenegildę Kociubińską zastąpił Karakuliambro, a teksty pochodzą z okresu działania wspomnianego teatrzyku (1946 – 1950)
Gałczyńskiego czuję, i to tak silnie, że nie potrafię o nim pisać, bo powtarzam w kółko: „zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń”.
W związku z tym znalazłem dla Państwa dwie znakomite wypowiedzi na temat tego zbioru:
Stanisława Gębali
http://www.kigalczynski.pl/prace/konferencje/krakow2003/referaty/gebala.pdf
oraz Doroty Blednickiej
http://galczynski.klp.pl/a-9320.html
Gwarantuję świetną zabawę jak i zauroczenie.
Gałczyński (1905 – 53) – moja miłość od wczesnego dzieciństwa, bo gdy miałem trzy latka, szalał Teatrzyk Zielona Gęś z Osiołkiem Porfirionem, a frazę kwitującą ułudę mknącego świata: „A piecyk stoi i dymi” wypowiadam często i dziś.
W tym zbiorze gatunkowych hybryd, Osiołka Porfiriona i Hermenegildę Kociubińską zastąpił Karakuliambro, a teksty pochodzą z okresu działania wspomnianego teatrzyku (1946 – 1950)
Gałczyńskiego czuję, i to tak silnie, że nie potrafię o nim pisać, bo powtarzam w kółko: „zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń”.
W związku z tym znalazłem dla Państwa dwie znakomite wypowiedzi na temat tego zbioru:
Stanisława Gębali
http://www.kigalczynski.pl/prace/konferencje/krakow2003/referaty/gebala.pdf
oraz Doroty Blednickiej
http://galczynski.klp.pl/a-9320.html
Gwarantuję świetną zabawę jak i zauroczenie.
Subscribe to:
Posts (Atom)