Jacek DUKAJ - "W kraju niewiernych"
Jest to zbiór ośmiu opowiadań z lat 1992 – 1999, czyli epoki "wczesnego Dukaja". Przypominam, że ja się dopiero wczytuję w Dukaja, po długim okresie moich uprzedzeń do jego osoby (znajomość z Ziemkiewiczem). Oceniałem dotychczas Xawrasa i Wrońca; obie pozycje po 8 gwiazdek.
Zbiór zaczyna „Ruch Generała” z 1996 – 7. Wyczytałem gdzieś, że autor nazwał to opowiadanie „pastiszem fantasy”. I słusznie. Coś nietypowego przewidywałem, gdy przebijałem się przez pierwsze strony kompletnie dla mnie nieprzyswajalne, przez nader wymyślne słownictwo i udziwnienia akcji. Jednak wytrwałem i zostałem nagrodzony finałem, który jest aż nazbyt realistyczny (s. 75):
„..Generał machnął ręką i odciął głowę Birzinniego… Oślepieni, dopiero po chwili ujrzeli wzniesiony w prawej dłoni Żarnego czerep… ..Krew kapała. Lud znów ryczał’
- Śmierć wszystkim wrogom Imperium! - krzyknął Żarny
- Śmieeeeeeerć!!!…
- ...Zetrę nieprzyjaciół! Odzyskam ziemie! Przywrócę czasy dawnej chwały! Na mój honor przysięgam!!
Lud ryczał.”
A więc mimo odległej kosmicznej przyszłości wszystko mamy „po staremu”: kreacja mitu bohatera, krwawe obalenie starej władzy, „obiecanki - cacanki” nowego uzurpatora i ryczący, głupi lud. Trochę zakpił Dukaj z czytelnika, lecz cel uświęca środki. Gwiazdek 6
„IACTE” - powstałe w 1994 -95, to western w kosmosie. IACTE to (s 146) Intdessivy ste Accelerattorio Cheaoss dlio Trie – prhobbilyvy sa Entrophy w języku Trupów (ale dżadża!!) tzn Generator Chaosu, Moderator Entropii, Akcelerator probabilistyczny. Możliwość działania głównego bohatera, indiańskiego łowcy, Podążającego za Cieniem, jest ograniczona, gdyż on jest tylko zjawą senną konkretnego człowieka i unicestwiając swojego twórcę zniszczyłby siebie. Dukaj porusza tu wiele poważnych tematów np. ewolucji, lecz robi to z przymrużeniem oka. Najfajniejszy słowo-twór to”zbęzzębnieję”, a truizm (s. 127):
„..bogów sobie utoczymy na obraz i podobieństwo naszych lęków i marzeń”
Zabawa zabawą lecz nie bardzo wiem, co autor chciał nam przekazać. Gwiazdek 5.
„IRREHAARE” to (s. 164) firma software’owa, jedna ze spółek Itsui, która zmonopolizowała rynek oprogramowania relaksacyjnego dla Allaha. No i ten system „zwariował”. Firmą włada „Samuraj”, który (s. 165 – 6)…:
„...sformował dla siebie postać nie przewidzianą przez algorytmy Irrehaare… ..To kopnięty facet, jakiś niewyżyty dzielnicowy Stalin, co zamarzył sobie imperium w elektronicznym śnie, bo nie był na tyle inteligentny, by zbudować je na jawie...”
I w tym momencie z ciekawością przeczytałem recenzję na LC opatrzoną godłem „tivrusky”. Oto jej fragment:
„...Najlepsze opowiadanie całego zbioru. Pierwsze rozdziały to jedna wielka niezrozumiała mozaika - bohater budzi się co chwila w różnych światach. W jednym jest zabijany, w drugim torturowany, w trzecim tylko majaczy... W końcu zdajemy sobie sprawę, że akcja toczy się w pamięci komputera, który w skutek awarii odciął od świata podłączonych doń graczy. Każdy serwer stanowi inny świat - z inaczej płynącym czasem, innymi prawami fizyki itd... Każdy ze światów zamieszkały jest, poza graczami, przez Atrapy - sztucznie wygenerowane marionetki sztucznej inteligencji.
Dostajemy świat obdarty z moralności - przecież nikt tutaj nie ginie na prawdę. Atrapy przecież nie są prawdziwe - spotykamy więc bohatera, którego hobby jest mordowanie dzieci... spotykamy bohatera, który w Atrapie się zakochał i z nią żył... Spotykamy bohaterów mających dzieci - atrapy! Gdzie przebiega linia między tym co prawdziwe i nieprawdziwe, moralne i niemoralne, dobre i złe? Nie ma żadnych odpowiedzi. Są tylko pytania.
I nieziemska scena spotkania Allaha... coś niesamowitego….”
Proszę Państwa, zacytowana recenzja jest kompetentna i lepiej wyraża moje odczucia, niż sam bym to zrobił, bo ja, stary, to z epoki Lema i tam się lepiej czuję. W związku z tym polecam Państwu wspomnianą recenzję w całości i ocenę daję taką samą jak jej autor tj 8 gwiazdek
Monday, 17 October 2016
Saturday, 15 October 2016
Małgorzata MUSIEROWICZ - "Szósta klepka"
Małgorzata MUSIEROWICZ - "Szósta klepka"
Małgorzata Musierowicz (ur. 1945), z domu Barańczak, starsza siostra Stanisława Barańczaka (1946 – 2014), - absolwentka ASP, polska pisarka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, ilustratorka. Twórczyni cyklu powieściowego "Jeżycjada" ( nazwa od miejsca zamieszkania autorki - Jeżyce w Poznaniu). Omawiana pozycja jest drugą w cyklu i została wydana w 1977 roku. Na wniosek dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu w 1994 roku.
Nie czuję się na siłach oceniać, bo czasy za bardzo się zmieniły. Szesnastoletnia Cesia uczęszcza do I klasy i jest (według mnie) infantylna, bo za moich czasów w jej wieku robiło się maturę bądź zaczynało klasę maturalną. W wieku siedemnastu lat byłem na studiach, prowadziłem dorosłe życie, a znajomością literatury czy polityki reprezentowałem wyższy poziom od swojego obecnego. Toteż nie jestem w stanie zrozumieć dziecięcych problemów współczesnych nastolatków.
A książka? Bardzo sympatyczna, więc by nie psuć statystyki, jak i pamiętając, że nieznana mnie dotychczas autorka jest siostrą świetnie mnie znanego i cenionego poety i tłumacza, stawiam gwiazdek 7.
Małgorzata Musierowicz (ur. 1945), z domu Barańczak, starsza siostra Stanisława Barańczaka (1946 – 2014), - absolwentka ASP, polska pisarka, autorka książek dla dzieci i młodzieży, ilustratorka. Twórczyni cyklu powieściowego "Jeżycjada" ( nazwa od miejsca zamieszkania autorki - Jeżyce w Poznaniu). Omawiana pozycja jest drugą w cyklu i została wydana w 1977 roku. Na wniosek dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu w 1994 roku.
Nie czuję się na siłach oceniać, bo czasy za bardzo się zmieniły. Szesnastoletnia Cesia uczęszcza do I klasy i jest (według mnie) infantylna, bo za moich czasów w jej wieku robiło się maturę bądź zaczynało klasę maturalną. W wieku siedemnastu lat byłem na studiach, prowadziłem dorosłe życie, a znajomością literatury czy polityki reprezentowałem wyższy poziom od swojego obecnego. Toteż nie jestem w stanie zrozumieć dziecięcych problemów współczesnych nastolatków.
A książka? Bardzo sympatyczna, więc by nie psuć statystyki, jak i pamiętając, że nieznana mnie dotychczas autorka jest siostrą świetnie mnie znanego i cenionego poety i tłumacza, stawiam gwiazdek 7.
Morgan SPORTES - "Dryfujące kontynenty"
Morgan SPORTES - "Dryfujące kontynenty"
Sportes (ur. 1947) rożne rzeczy studiował potem różne rzeczy robił, lecz sukcesów raczej nie miał. Również usiłował pisać. Wolność jest, więc mu wolno. Nie rozumiem natomiast decyzji PIW-u dotyczącej wydania tego bełkotu. Szukając usprawiedliwienia dla Panów Redaktorów znajduję szczególną datę publikacji - datę transformacji ustrojowej tj 1989 rok.
To wszystko, bo przygody Sportesa po nażarciu się grzybów halucynogennych nie są warte niczyjej uwagi.
Jeszcze dopisek, lecz nie dla wrażliwych. Lekarze, farmaceuci zasłaniają się w Polsce „klauzulą sumienia”. Dlaczego nie mieliby z niej skorzystać redaktorzy i księgarze? Wydaje mnie się że propagowanie opisów (s. 51 -2) członka ubrudzonego krwią i ropą z cieknącego jajnika brudnej, chorej prostytutki jest o wiele bardziej kontrowersyjne niż sprzedaż kondomów.
Dojechałem do „grzecznościowej” strony setnej, lecz ostateczny wyrok wydałem już na s. 87, po opisie rzygowin spowodowanych grzybkami.
Ostrzeżenie: nie brudzić sobie rąk czymś takim!!!
Sportes (ur. 1947) rożne rzeczy studiował potem różne rzeczy robił, lecz sukcesów raczej nie miał. Również usiłował pisać. Wolność jest, więc mu wolno. Nie rozumiem natomiast decyzji PIW-u dotyczącej wydania tego bełkotu. Szukając usprawiedliwienia dla Panów Redaktorów znajduję szczególną datę publikacji - datę transformacji ustrojowej tj 1989 rok.
To wszystko, bo przygody Sportesa po nażarciu się grzybów halucynogennych nie są warte niczyjej uwagi.
Jeszcze dopisek, lecz nie dla wrażliwych. Lekarze, farmaceuci zasłaniają się w Polsce „klauzulą sumienia”. Dlaczego nie mieliby z niej skorzystać redaktorzy i księgarze? Wydaje mnie się że propagowanie opisów (s. 51 -2) członka ubrudzonego krwią i ropą z cieknącego jajnika brudnej, chorej prostytutki jest o wiele bardziej kontrowersyjne niż sprzedaż kondomów.
Dojechałem do „grzecznościowej” strony setnej, lecz ostateczny wyrok wydałem już na s. 87, po opisie rzygowin spowodowanych grzybkami.
Ostrzeżenie: nie brudzić sobie rąk czymś takim!!!
Friday, 14 October 2016
Andrzej MLECZKO - "Rysunki"
Andrzej MLECZKO - "Rysunki"
Dopiero co omawiałem Mleczki "Pożegnanie z komuną", a teraz przeglądam rok później (1991) przepięknie wydane "Rysunki": duży format (A4), piękny album, idealny na prezent.
Rysunki podzielone tematycznie w kolejności: DIABEŁ, SAVOIR VIVRE, KAMASUTRA, MLECZKOMIKSY, PORNO DLA UBOGICH, RYSUNKI TEATRALNE, ROZMÓWKI POLSKO-POLSKIE, BAJKI, POŻEGNANIE Z KOMUNĄ, WESOŁYCH ŚWIAT, KRAKÓW, ZNAKI, SUPLEMENT.
Sto dwadzieścia stron śmiechu!
Dopiero co omawiałem Mleczki "Pożegnanie z komuną", a teraz przeglądam rok później (1991) przepięknie wydane "Rysunki": duży format (A4), piękny album, idealny na prezent.
Rysunki podzielone tematycznie w kolejności: DIABEŁ, SAVOIR VIVRE, KAMASUTRA, MLECZKOMIKSY, PORNO DLA UBOGICH, RYSUNKI TEATRALNE, ROZMÓWKI POLSKO-POLSKIE, BAJKI, POŻEGNANIE Z KOMUNĄ, WESOŁYCH ŚWIAT, KRAKÓW, ZNAKI, SUPLEMENT.
Sto dwadzieścia stron śmiechu!
Andrzej MLECZKO - "Pożegnanie z komuną"
Andrzej MLECZKO - "Pożegnanie z komuną"
Andrzej Mleczko (ur. 1949) - polski rysownik, satyryk i scenograf, znany przede wszystkim jako autor publikowanych w prasie rysunków satyrycznych. Artystycznie debiutował w 1971 w tygodniku „Student”. Debiut książkowy w 1978 - "Obrazki". Omawiana w 1990.
Zbiór rysunków satyrycznych, który kończy rysunek klęczącego Lenina, a w "obłoczku" jego modlitwa:
"PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW WYBACZCIE MI"
Kupa śmiechu!!!
Andrzej Mleczko (ur. 1949) - polski rysownik, satyryk i scenograf, znany przede wszystkim jako autor publikowanych w prasie rysunków satyrycznych. Artystycznie debiutował w 1971 w tygodniku „Student”. Debiut książkowy w 1978 - "Obrazki". Omawiana w 1990.
Zbiór rysunków satyrycznych, który kończy rysunek klęczącego Lenina, a w "obłoczku" jego modlitwa:
"PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW WYBACZCIE MI"
Kupa śmiechu!!!
Iwan TURGIENIEW - "Poezje prozą"
Iwan TURGIENIEW - "Poezje prozą"
Iwan Siergiejewicz Turgieniew (1818 – 1883) - jeden z głównych przedstawicieli rosyjskiego realizmu krytycznego, mistrz analizy psychologicznej. Wielki klasyk literatury rosyjskiej, niestety w Polsce mniej znany niż Tołstoj i Dostojewski. A szkoda. Teraz jest okazja poznania jego najkrótszej formy. Szczegóły, w umieszczonych na końcu "Uwagach", podaje tłumacz Paweł Hertz:
„...Poezje prozą stanowią formalną zdobycz literatury europejskiej pierwszych dziesięcioleci XIX weku. Nazwę tej zdobyczy: poezje prozą, utrwalili najpewniej znacznie później Francuzi. Wiąże się to.. ..z podtytułem…. ..zbiory Baudelaire’a „Le Spleen de Paris”. Zbiór ten pojawił si w roku 1869, a podtytuł brzmiał: Les petits poemes e prose. Wyraz: poeme, oznacza zarówno wiersz, jak poemat, trzeba więc było dorzucić przymiotnik: les petits poemes, aby z góry niejako określić rozmiar tych „drobnych” utworów…. ...Turgieniew pierwszy, a z wybitniejszych pisarzy rosyjskich jedyny, posłużył się tą formą.. ..Przywłaszczając sobie obcą formę, nadając jej prawo istnienia w poetyce rosyjskiej, Turgieniew napełnił ją wszystkimi elementami, które stanowiły wówczas przedmiot zainteresowań literatury tego kraju: przepuścił je przez pryzmat własnej osobowości i zgodnie z cechami użytej przez siebie formy ów subiektywizm silnie zaznaczył…. ...Trzeba powiedzieć, że forma poezji prozą była jak gdyby stworzona do wyrażania refleksji „patrzącego na słońce”, który sam staje się słońcem przyciągającym piękno….”
Dostaliśmy 83 utwory (część I - 51, część II - 32), na 96 prawych stronach, bo lewe strony zajmują oryginały, dzięki czemu możemy czytać po rosyjsku rozkoszując się językiem Turgieniewa. Trzeba przyznać, że, w obliczu takiej konfrontacji, nasz znakomity Paweł Hertz (1918 – 2001) musiał szczególnie przyłożyć się do niniejszych tłumaczeń.
Te perełki, rzadko przekraczające objętość strony, można czytać w dowolnej kolejności zgodnie z uwagą Turgieniewa, zwracającego się do czytelnika:
„Do czytelnika
Mój drogi czytelniku, nie czytaj tych utworów po kolei: z pewnością ogarnie cię nuda i książka wypadnie ci z rąk. Ale czytaj je na wyrywki: dziś jeden, jutro drugi a któryś z nich może poruszy w twoim sercu”
Nie mam co do tego żadnej wątpliwości i to bez względu na kolejność czytania. By to udowodnić przepisuję jeden z piękniejszych utworów:
Droga do miłości
Wszystkie uczucia mogą prowadzić do miłości, do namiętności: nienawiść, współczucie, obojętność, szacunek, przyjaźń, strach - nawet pogarda.
Tak, wszystkie uczucia… Z wyjątkiem jednego: wdzięczności.
Wdzięczność to dług; każdy uczciwy człowiek płaci swoje długi… Ale miłość - to nie pieniądze
Iwan Siergiejewicz Turgieniew (1818 – 1883) - jeden z głównych przedstawicieli rosyjskiego realizmu krytycznego, mistrz analizy psychologicznej. Wielki klasyk literatury rosyjskiej, niestety w Polsce mniej znany niż Tołstoj i Dostojewski. A szkoda. Teraz jest okazja poznania jego najkrótszej formy. Szczegóły, w umieszczonych na końcu "Uwagach", podaje tłumacz Paweł Hertz:
„...Poezje prozą stanowią formalną zdobycz literatury europejskiej pierwszych dziesięcioleci XIX weku. Nazwę tej zdobyczy: poezje prozą, utrwalili najpewniej znacznie później Francuzi. Wiąże się to.. ..z podtytułem…. ..zbiory Baudelaire’a „Le Spleen de Paris”. Zbiór ten pojawił si w roku 1869, a podtytuł brzmiał: Les petits poemes e prose. Wyraz: poeme, oznacza zarówno wiersz, jak poemat, trzeba więc było dorzucić przymiotnik: les petits poemes, aby z góry niejako określić rozmiar tych „drobnych” utworów…. ...Turgieniew pierwszy, a z wybitniejszych pisarzy rosyjskich jedyny, posłużył się tą formą.. ..Przywłaszczając sobie obcą formę, nadając jej prawo istnienia w poetyce rosyjskiej, Turgieniew napełnił ją wszystkimi elementami, które stanowiły wówczas przedmiot zainteresowań literatury tego kraju: przepuścił je przez pryzmat własnej osobowości i zgodnie z cechami użytej przez siebie formy ów subiektywizm silnie zaznaczył…. ...Trzeba powiedzieć, że forma poezji prozą była jak gdyby stworzona do wyrażania refleksji „patrzącego na słońce”, który sam staje się słońcem przyciągającym piękno….”
Dostaliśmy 83 utwory (część I - 51, część II - 32), na 96 prawych stronach, bo lewe strony zajmują oryginały, dzięki czemu możemy czytać po rosyjsku rozkoszując się językiem Turgieniewa. Trzeba przyznać, że, w obliczu takiej konfrontacji, nasz znakomity Paweł Hertz (1918 – 2001) musiał szczególnie przyłożyć się do niniejszych tłumaczeń.
Te perełki, rzadko przekraczające objętość strony, można czytać w dowolnej kolejności zgodnie z uwagą Turgieniewa, zwracającego się do czytelnika:
„Do czytelnika
Mój drogi czytelniku, nie czytaj tych utworów po kolei: z pewnością ogarnie cię nuda i książka wypadnie ci z rąk. Ale czytaj je na wyrywki: dziś jeden, jutro drugi a któryś z nich może poruszy w twoim sercu”
Nie mam co do tego żadnej wątpliwości i to bez względu na kolejność czytania. By to udowodnić przepisuję jeden z piękniejszych utworów:
Droga do miłości
Wszystkie uczucia mogą prowadzić do miłości, do namiętności: nienawiść, współczucie, obojętność, szacunek, przyjaźń, strach - nawet pogarda.
Tak, wszystkie uczucia… Z wyjątkiem jednego: wdzięczności.
Wdzięczność to dług; każdy uczciwy człowiek płaci swoje długi… Ale miłość - to nie pieniądze
Thursday, 13 October 2016
Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"
Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"
Jeszcze jedna pozycja Vonneguta. Popatrzmy na dotychczasowe zestawienie samoocen autora i gwiazdek ode mnie:
1961- „Matka noc” A+ (dziesięć gwiazdek)
1963 - „Kocia kołyska” A+ (dziesięć gwiazdek)
1965 - „Niech... ..Rosewater” A (dziewięć gwiazdek)
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ (dziesięć gwiazdek)
1973 - „Śniadanie mistrzów” C (jedna gwiazdka
1981- „Niedziela Palmowa” C (jedna gwiazdka)
1991 - „Losy gorsze od śmierci” (brak samooceny), (jedna gwiazdka)
Omawiana książka została wydana w 1987 roku, a więc w okresie „nieciekawym”, co nastawia mnie ujemnie do tej lektury. Początek mnie się podoba, bo dużo ironii, a i uwagi warte wynotowania, jak ta…(s. 26 ):
„...życie człowieka da się streścić jednym słowem: ‘skrępowanie’...”
….bądź ta, odzwierciedlająca także moje odczucia….(s. 31):
„…- Jeśli ktoś odkrył o co chodzi w życiu, to za późno. Mnie to już nie interesuje...”
Vonnegut wyjaśnia tytuł (s. 62-3):
„…...Sinobrody to fikcyjny bohater bardzo starej baśni dla dzieci… ..W baśni żeni się wielokrotnie.. ..W końcu poślubia następne.. ..i przywozi do zamku. Oblubienicy wolno wchodzić do wszystkich komnat prócz jednej… ..nowa żona.. ..zagląda tam. Sinobrody przyłapuje ją na tym w chwili, kiedy, osłupiała, patrzy na trupy jego poprzednich żon, które - z wyjątkiem pierwszej - zabił za zaglądanie do komnaty. Pierwszą zabił bowiem za co innego...”
W książce zamiast komnaty mamy kartoflarnię, a w niej……. Nie mogę zdradzić; niech każdy doczyta do końca i wyrobi sobie niezależną opinię. Bo moja jest miażdżąca: to nie jest mój Vonnegut z lat 1961 -1969, który dostał ode mnie trzy razy po dziesięć gwiazdek i raz dziewięć. To jest Vonnegut, bardzo mierny pisarz z lat późniejszych, gdy jego twórczość wykazuje silną tendencję spadkową. I dlatego utwory te honoruję PAŁĄ, bo sprawiły mnie wielki zawód. Gdyby kto inny był ich autorem, dałbym każdemu z nich 5 gwiazdek, ale w jego przypadku to jest kompromitacja.
Oczywiste, że rutyna nie pozwala pisarzowi tej klasy co Vonnegut napisać książki nudnej, więc czyta się ją lekko i zauważa humor autora. Lecz, niestety, widzę w niej same dyrdymały i banialuki, a ujawniona tajemnica kartoflarni nie współgra, według mnie, z dotychczasowym nastrojem.
Może się mylę skoro większość recenzentów zachwyca się, lecz wiem na pewno, że nie ma to nic wspólnego z a r c y d z i e ł a m i wymienionymi wyżej
Jeszcze jedna pozycja Vonneguta. Popatrzmy na dotychczasowe zestawienie samoocen autora i gwiazdek ode mnie:
1961- „Matka noc” A+ (dziesięć gwiazdek)
1963 - „Kocia kołyska” A+ (dziesięć gwiazdek)
1965 - „Niech... ..Rosewater” A (dziewięć gwiazdek)
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ (dziesięć gwiazdek)
1973 - „Śniadanie mistrzów” C (jedna gwiazdka
1981- „Niedziela Palmowa” C (jedna gwiazdka)
1991 - „Losy gorsze od śmierci” (brak samooceny), (jedna gwiazdka)
Omawiana książka została wydana w 1987 roku, a więc w okresie „nieciekawym”, co nastawia mnie ujemnie do tej lektury. Początek mnie się podoba, bo dużo ironii, a i uwagi warte wynotowania, jak ta…(s. 26 ):
„...życie człowieka da się streścić jednym słowem: ‘skrępowanie’...”
….bądź ta, odzwierciedlająca także moje odczucia….(s. 31):
„…- Jeśli ktoś odkrył o co chodzi w życiu, to za późno. Mnie to już nie interesuje...”
Vonnegut wyjaśnia tytuł (s. 62-3):
„…...Sinobrody to fikcyjny bohater bardzo starej baśni dla dzieci… ..W baśni żeni się wielokrotnie.. ..W końcu poślubia następne.. ..i przywozi do zamku. Oblubienicy wolno wchodzić do wszystkich komnat prócz jednej… ..nowa żona.. ..zagląda tam. Sinobrody przyłapuje ją na tym w chwili, kiedy, osłupiała, patrzy na trupy jego poprzednich żon, które - z wyjątkiem pierwszej - zabił za zaglądanie do komnaty. Pierwszą zabił bowiem za co innego...”
W książce zamiast komnaty mamy kartoflarnię, a w niej……. Nie mogę zdradzić; niech każdy doczyta do końca i wyrobi sobie niezależną opinię. Bo moja jest miażdżąca: to nie jest mój Vonnegut z lat 1961 -1969, który dostał ode mnie trzy razy po dziesięć gwiazdek i raz dziewięć. To jest Vonnegut, bardzo mierny pisarz z lat późniejszych, gdy jego twórczość wykazuje silną tendencję spadkową. I dlatego utwory te honoruję PAŁĄ, bo sprawiły mnie wielki zawód. Gdyby kto inny był ich autorem, dałbym każdemu z nich 5 gwiazdek, ale w jego przypadku to jest kompromitacja.
Oczywiste, że rutyna nie pozwala pisarzowi tej klasy co Vonnegut napisać książki nudnej, więc czyta się ją lekko i zauważa humor autora. Lecz, niestety, widzę w niej same dyrdymały i banialuki, a ujawniona tajemnica kartoflarni nie współgra, według mnie, z dotychczasowym nastrojem.
Może się mylę skoro większość recenzentów zachwyca się, lecz wiem na pewno, że nie ma to nic wspólnego z a r c y d z i e ł a m i wymienionymi wyżej
Subscribe to:
Posts (Atom)