Friday, 14 October 2016

Andrzej MLECZKO - "Pożegnanie z komuną"

Andrzej MLECZKO - "Pożegnanie z komuną"

Andrzej Mleczko (ur. 1949) - polski rysownik, satyryk i scenograf, znany przede wszystkim jako autor publikowanych w prasie rysunków satyrycznych. Artystycznie debiutował w 1971 w tygodniku „Student”. Debiut książkowy w 1978 - "Obrazki". Omawiana w 1990.
Zbiór rysunków satyrycznych, który kończy rysunek klęczącego Lenina, a w "obłoczku" jego modlitwa:
"PROLETARIUSZE WSZYSTKICH KRAJÓW WYBACZCIE MI"
Kupa śmiechu!!!

Iwan TURGIENIEW - "Poezje prozą"

Iwan TURGIENIEW - "Poezje prozą"

Iwan Siergiejewicz Turgieniew (1818 – 1883) - jeden z głównych przedstawicieli rosyjskiego realizmu krytycznego, mistrz analizy psychologicznej. Wielki klasyk literatury rosyjskiej, niestety w Polsce mniej znany niż Tołstoj i Dostojewski. A szkoda. Teraz jest okazja poznania jego najkrótszej formy. Szczegóły, w umieszczonych na końcu "Uwagach", podaje tłumacz Paweł Hertz:
„...Poezje prozą stanowią formalną zdobycz literatury europejskiej pierwszych dziesięcioleci XIX weku. Nazwę tej zdobyczy: poezje prozą, utrwalili najpewniej znacznie później Francuzi. Wiąże się to.. ..z podtytułem…. ..zbiory Baudelaire’a „Le Spleen de Paris”. Zbiór ten pojawił si w roku 1869, a podtytuł brzmiał: Les petits poemes e prose. Wyraz: poeme, oznacza zarówno wiersz, jak poemat, trzeba więc było dorzucić przymiotnik: les petits poemes, aby z góry niejako określić rozmiar tych „drobnych” utworów…. ...Turgieniew pierwszy, a z wybitniejszych pisarzy rosyjskich jedyny, posłużył się tą formą.. ..Przywłaszczając sobie obcą formę, nadając jej prawo istnienia w poetyce rosyjskiej, Turgieniew napełnił ją wszystkimi elementami, które stanowiły wówczas przedmiot zainteresowań literatury tego kraju: przepuścił je przez pryzmat własnej osobowości i zgodnie z cechami użytej przez siebie formy ów subiektywizm silnie zaznaczył…. ...Trzeba powiedzieć, że forma poezji prozą była jak gdyby stworzona do wyrażania refleksji „patrzącego na słońce”, który sam staje się słońcem przyciągającym piękno….”

Dostaliśmy 83 utwory (część I - 51, część II - 32), na 96 prawych stronach, bo lewe strony zajmują oryginały, dzięki czemu możemy czytać po rosyjsku rozkoszując się językiem Turgieniewa. Trzeba przyznać, że, w obliczu takiej konfrontacji, nasz znakomity Paweł Hertz (1918 – 2001) musiał szczególnie przyłożyć się do niniejszych tłumaczeń.

Te perełki, rzadko przekraczające objętość strony, można czytać w dowolnej kolejności zgodnie z uwagą Turgieniewa, zwracającego się do czytelnika:
„Do czytelnika
Mój drogi czytelniku, nie czytaj tych utworów po kolei: z pewnością ogarnie cię nuda i książka wypadnie ci z rąk. Ale czytaj je na wyrywki: dziś jeden, jutro drugi a któryś z nich może poruszy w twoim sercu”

Nie mam co do tego żadnej wątpliwości i to bez względu na kolejność czytania. By to udowodnić przepisuję jeden z piękniejszych utworów:

Droga do miłości
Wszystkie uczucia mogą prowadzić do miłości, do namiętności: nienawiść, współczucie, obojętność, szacunek, przyjaźń, strach - nawet pogarda.
Tak, wszystkie uczucia… Z wyjątkiem jednego: wdzięczności.
Wdzięczność to dług; każdy uczciwy człowiek płaci swoje długi… Ale miłość - to nie pieniądze

Thursday, 13 October 2016

Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"

Kurt VONNEGUT - "Sinobrody"

Jeszcze jedna pozycja Vonneguta. Popatrzmy na dotychczasowe zestawienie samoocen autora i gwiazdek ode mnie:
1961- „Matka noc” A+ (dziesięć gwiazdek)
1963 - „Kocia kołyska” A+ (dziesięć gwiazdek)
1965 - „Niech... ..Rosewater” A (dziewięć gwiazdek)
1969 - „Rzeźnia numer pięć” A+ (dziesięć gwiazdek)
1973 - „Śniadanie mistrzów” C (jedna gwiazdka
1981- „Niedziela Palmowa” C (jedna gwiazdka)
1991 - „Losy gorsze od śmierci” (brak samooceny), (jedna gwiazdka)

Omawiana książka została wydana w 1987 roku, a więc w okresie „nieciekawym”, co nastawia mnie ujemnie do tej lektury. Początek mnie się podoba, bo dużo ironii, a i uwagi warte wynotowania, jak ta…(s. 26 ):
„...życie człowieka da się streścić jednym słowem: ‘skrępowanie’...”
….bądź ta, odzwierciedlająca także moje odczucia….(s. 31):
„…- Jeśli ktoś odkrył o co chodzi w życiu, to za późno. Mnie to już nie interesuje...”

Vonnegut wyjaśnia tytuł (s. 62-3):
„…...Sinobrody to fikcyjny bohater bardzo starej baśni dla dzieci… ..W baśni żeni się wielokrotnie.. ..W końcu poślubia następne.. ..i przywozi do zamku. Oblubienicy wolno wchodzić do wszystkich komnat prócz jednej… ..nowa żona.. ..zagląda tam. Sinobrody przyłapuje ją na tym w chwili, kiedy, osłupiała, patrzy na trupy jego poprzednich żon, które - z wyjątkiem pierwszej - zabił za zaglądanie do komnaty. Pierwszą zabił bowiem za co innego...”

W książce zamiast komnaty mamy kartoflarnię, a w niej……. Nie mogę zdradzić; niech każdy doczyta do końca i wyrobi sobie niezależną opinię. Bo moja jest miażdżąca: to nie jest mój Vonnegut z lat 1961 -1969, który dostał ode mnie trzy razy po dziesięć gwiazdek i raz dziewięć. To jest Vonnegut, bardzo mierny pisarz z lat późniejszych, gdy jego twórczość wykazuje silną tendencję spadkową. I dlatego utwory te honoruję PAŁĄ, bo sprawiły mnie wielki zawód. Gdyby kto inny był ich autorem, dałbym każdemu z nich 5 gwiazdek, ale w jego przypadku to jest kompromitacja.

Oczywiste, że rutyna nie pozwala pisarzowi tej klasy co Vonnegut napisać książki nudnej, więc czyta się ją lekko i zauważa humor autora. Lecz, niestety, widzę w niej same dyrdymały i banialuki, a ujawniona tajemnica kartoflarni nie współgra, według mnie, z dotychczasowym nastrojem.
Może się mylę skoro większość recenzentów zachwyca się, lecz wiem na pewno, że nie ma to nic wspólnego z a r c y d z i e ł a m i wymienionymi wyżej

Tuesday, 11 October 2016

Prosper MERIMEE - "Carmen. Lokis"

Prosper MERIMEE - „Carmen. Lokis”

Prosper Merimee (1803 -1870) Sławę jednak przyniosły mu nowele i opowiadania. Początkowo były publikowane na łamach czasopism literackich, następnie zebrane m.in. w tomach "Mozaika"(1833) i "Kolomba"(1840). Do najgłośniejszych należą "Wenus z Ille"(1837), „Mateo Falcone” (1829), „Colomba” (1840), Lokis (1869) oraz "Carmen" (1845), na podstawie której Georges Bizet stworzył słynną operę o tym samym tytule. Powyższe tytuły publikowane były w różnych zestawieniach , lecz zaszczyt wprowadzenia tego przypadł akurat mnie.
Pierwsze opowiadanie przetłumaczył Tadeusz Boy – Żeleński, a drugie Leopold Staff. A więć nie tylko oryginał to k l a s y k a, lecz tłumaczenie też. O treści nie ma sensu mówić, bo o Carmen kazdy słyszał, a Lokisa spopularyzował Janusz Majewski kręcąc film pod tym tytułem. Moge tylko przypomnieć, że po tym filmie modne było powiedzenie:
„Lokis krąży, dziewczyny w ciąży”
Miłej lektury

Jose Maria ARGUEDAS - "Yawar fiesta"

Jose Maria ARGUEDAS - "Yawar Fiesta"

Jose Maria Arguedas (1911 - 1969) opublikował „Krwawe święto”, bo tak brzmi tłumaczenie z języka keczua,. w 1940 roku. Ta książka uważana jest za czołowe dzieło indygenizmu. No to wyjaśnijmy, co to za zwierzę: wg Wikipedii:
„...Indygenizm (hiszp indigena - tubylec) - prąd w kulturze i sztuce (głównie literaturze) południowoamerykańskiej.. ...Kierunek pojawił się w drugiej połowie XIX wieku i postulował przywrócenie indiańskich tradycji i wartości narodowej kulturze, zdeterminowanej dotychczas przez zagraniczne – głównie europejskie (hiszpańskie) – wpływy.... ...W literaturze przejawiał się m.in. wykorzystywaniem tradycyjnych indiańskich języków, mitów oraz opowieści. Najbardziej znani pisarze kojarzeni z indygenizmem to:Ciro Alegria, Jose Maria Arguedas, Miguel Angel Asturias...”

Tematem wiodącym jest walka byków, corrida w stylu andyjskim tzw turupukllay, która jest częścią corocznego święta niepodległości Peru, uzyskanej 28 lipca 1821 roku.. Wyszukałem sporo ciekawostek, lecz ich nie podaję, bo Państwo poznacie je z lektury i posłowia tłumacza, które obowiązkowo należy przeczytać przed lekturą. Załączony słowniczek języka keczua ułatwia żmudne czytanie do mniej więcej czterdziestej strony, bo tyle trzeba by powtarzane nazwy w keczua oswoić i przyswoić, a potem to już sama przyjemność. Podkreślam warto przemęczyć się przez te pierwsze strony, bo książka warta jest tego, a zboczeńcy zachwycający się oryginalną corridą wydadzą się niewiniątkami w porównaniu z entuzjastami krwawej turupukllay.

Szczególnie polecam czytelnikom zainteresowanym antropologią, socjologią i odległymi kulturami, bo Wikipedia mówi, że jest to opowieść o Indianach kultywujących swoją kulturę:
„It is the story of the triumph of these people in their decision to preserve their cultural identity and aspects of their social organization.....”

Posluchajmy jeszcze co mówi hiszpańskojęzyczny pisarz peruwiański Julio Ramón Ribeyro (1929 -2014):
"He has said of this novel that the author
"Traced in it the best possible social and economic sketch of a large village in the Sierra, that has no comparison in our literature for the accuracy of its information and the lucidity of its analysis"

Sunday, 9 October 2016

Pietro ARETINO - "Żywoty kurtyzan"

Pietro ARETINO - "Żywoty kurtyzan”

Pietro Aretino (1492 -1556) - renesansowy twórca literackiej pornografii; ale jakiej pornografii!!! Pornografii subtelnej, finezyjnej, wysublimowanej, artystycznej, delikatnej i profesjonalnej, w przeciwieństwie do prymitywnej, wulgarnej i prostackiej uprawianej przez współczesnych tuzów literatury z Rothem, Marquezem i Coelho na czele. Przykłady tej pierwszej to poznane przeze mnie 60 lat temu Aretino „Jak Nanna swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła” .oraz np Mika Waltari „Egipcjanin Sinuhe”. Przykłady drugiej, ktore znalazłem wśród swoich recenzji na LC to, niestety, trylogia mojego ulubionego Murakami „1Q84”, Coelho „Jedenaście minut”, Marqueza „Zła godzina” oraz „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, Littella „Łaskawe”, Rotha „Nauczyciel pożądania” i „Konające zwierzę”, Oatesa „Nadobna dziewica”, Mailera „Twardziele nie tańczą” , Vicenta „Chorzy na miłość”. Stone'a „Zatoka dusz”, Fowlesa „Mantissa”, Atwood „Oryks i Derkacz”, czy Jellinek „Amatorki” i wiele, wiele innych. Oczywiście, wymienione pozycje różnią się poziomem literackim i intelektualnym, ale łączy je schlebianie modzie na „brudny” seks.

I dlatego namawiam Państwa na wspomnienia Nanny, w formie rozmowy z przyjaciółką, bo są niezmiernie ciekawe, a spora doza ironii rozbawi każdego. I chociaż temat wydaje się drażliwy, to możemy pozazdrościć umiejętności kulturalnego rozmawiania o najbardziej wyrafinowanych sztuczkach łóżkowych. Zapraszam też do dalszej części pt „Jak Nanna....”, bo do niej mam szczególny sentyment ze względu na mój młodzieńczy wiek, gdy ją poznawałem.

Gwarantuję świetną zabawę, dużo śmiechu, no i trochę zaczerwienionych policzków z wrażenia.. Dodam jeszcze, że lektura 30 stron posłowia do 95 stron tekstu nie jest konieczna, a nawet wrecz zbędna, bo ta krotochwila ma bawić i nic poza tym.

Wednesday, 5 October 2016

Alice MUNRO - "Taniec szczęśliwych cieni"

Alice MUNRO - "Taniec szczęśliwych cieni”

To debiutancki zbiorek Munro z 1968 roku.
Alice Ann Munro (ur. 1931) została nazwana przez Cynthię Ozick (ur. 1928) „naszym Czechowem”, a inni podchwycili ten wymysł amerykańskiej pisarki, notabene córki żydowskich emigrantów z Rosji, i zgodnie za nią gęgają: to amerykanski Czechow !! Po pierwsze – nie amerykański, a kanadyjski. A po drugie - Munro dostała Nobla, a Czechow nie; to może i Munro lepsza (kwestia gustu), ale na pewno nic ją z Czechowem nie łączy (poza długością utworów) Wikipedia o niej pisze:
„..Uważana za jedną z najznamienitszych żyjących autorek krótkich form prozatorskich. Thomas Tausky w biograficznym eseju "Alice Munro. Biocritical Essay" napisał: „Uznawana za najlepszą kanadyjską autorkę noweli i opowiadań, Alice Munro systematycznie tworzy dzieła, w których dokładny opis relacji społecznych i głęboki rys psychologiczny łączą się z bezbłędnym instynktem używania właściwej formy ekspresji”. Jej opowiadania skupiają się na relacjach międzyludzkich w codziennym życiu. Akcja większości jej prozy osadzona jest w południowo-zachodniej części prowincji Ontario i często obraca się wobec z pozoru trywialnych i codziennych faktów i obserwacji otaczającej rzeczywistości. Bohaterowie tych opowiadań (na ogół kobiety) to antyteza literackiego heroizmu...."
W 2009 przyznano jej prestiżową Międzynarodową Nagrodę Bookera za całokształt twórczości literackiej, a w 2013 Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Piętnaście opowiadań z ontaryjskiej prowincji. Pierwsze – dyrdymały o upadłym przedsiębiorcy, który stał się komiwojażerem eliksiru „z ogona mamuta i półdupków białego kreta na porost włosów i wąsów , przeciwko parchom i łysinie” zachwalanego pieśnią (s. 10):
„Na wszystkie bolączki sposob mamy/ Maści na wrzody, na łupież balsamy”
W drugim - miejscowa społeczność kombinuje, jak pozbyć się sąsiedztwa ruiny z której dodatkowo dolatuje smród kur. Jedna - odmawia podpisu petycji. Dyrdymały.
W trzecim ciotka podśpiewuje (s. 53): „Nito, Juanito, piękny księżyc zajdzie wnet”, a bohaterka – dziewczynka z ojcem, komiwojażerem z pierwszego opowiadania, wyjmuje z pułapek zdechłe piżmoszczury, a potem patrzy jak kot pije whisky. Banialuki.
W czwartym banialuki i dyrdymały; małomasteczkowy, banalny podryw. I tak do ostatniego opowiadania. Można to szumnie nazwać realizmem prowincjonalnym, ale po co, skoro specjalisci od Nobla czy Bookera juz ściśle określili, jakie wielkie wartości niesie twórczość tej drugorzędnej pisarki przesiąknietej prowincjonalnością i pozbawionej szerszych horyzontów czy też wznioslejszych przemysleń. Ewenementem jest że z całej książki nie wynotowałem choćby jednego ciekawego zdania. A nagrody niech Państwa nie zmylą, bo są uznaniem dla wieku: Booker dla 78 - letniej pisarki, a Nobel dla 82 – letniej. A Oz, Kundera i Murakami grzecznie w kolejce po Nobla stoją