Sunday, 18 June 2017

Henning MANKELL - "Grząskie piaski"

Henning MANKELL - "Grząskie piaski"

Henning Mankell (1948 -2015) - szwedzki pisarz, dziennikarz, reżyser i dramaturg. W Polsce, podobnie jak w większości krajów poza rodzinną Szwecją, popularność przyniosła mu seria powieści kryminalnych, których bohaterem jest komisarz policji Kurt Wallander. W roku 2014 Henning Mankell ujawnił, że zdiagnozowano u niego raka płuc. Zainspirowało to jego do napisania tej właśnie powieści autobiograficznej.
Nie czytałem ani jednej jego książki, co ułatwia mnie obiektywne podejście do tej autobiografii, a z Wikipedii dowiedziałem się, że to zięć Ingmara Bergmana.
I tutaj muszę skorygować swoje dwukrotne określenie tej książki autobiografią, bo jeśli nawet dowiadujemy się coś niecoś o życiu autora to niejako „przy okazji”. Jest to natomiast zbiór refleksji autora na najprzeróżniejsze tematy. To jest remanent szuflad mózgowych w obliczu śmierci, podyktowany troską i chęcią przekazania swoich przemyśleń przed odejściem. I nie ma znaczenia merytoryczna wartość tych zwierzeń, bo należy uszanować, wysłuchać i docenić szczerą chęć umierającego człowieka do podzielenia się z nami, tym co go nurtuje, zastanawia czy bawi. Obok tematów mniej lub bardziej związanych z chorobą, powtarza się troska o odpady jądrowe tzn niechlubne dziedzictwo, które przekazujemy następnym pokoleniom, a przekaz różnorodnej, szerokiej tematyki ułatwia forma anegdot, dykteryjek i facecji.
No i Mankell zafascynował mnie od pierwszej strony, bo jak nie pokochać faceta cierpiącego wskutek raka z przerzutami, który tak wspomina portret rodzinny z lat 70. XVIII wieku (s.16 e-book):
„...Kompozycja obrazu jest typowa dla tamtego czasu. Chłopcy, żywi i umarli, zebrani są wokół ojca po lewej stronie, dziewczynki otaczają matkę po prawej. Żywe dzieci spoglądają w oczy oglądającemu portret, martwe mają twarze odwrócone w bok lub skrywają je do połowy za plecami rodzeństwa. Jednemu z umarłych chłopców widać tylko kawałek czupryny i jedno oko. Zupełnie jakby bezsilnie próbował dostać się na bliższy plan. W kołysce obok matki leży do połowy zakryte niemowlę. W tle widać kilka dziewczynek. Można doliczyć się w sumie sześciorga umarłych dzieci. Na tym obrazie czas się zatrzymał, podobnie jak na fotografii...”
Autor ironicznie zauważa, że ten obraz „przedstawia tragizm naszego życia. Jest na nim wszystko”. Dla mnie - bomba! Szczególnie, że akurat u mnie stojącego (raczej siedzącego) nad grobem podejrzewają 127 chorobę - niejakiego lupusa („homo homini lupus”) tj po polsku „nefropatię toczniową”, ha, ha!!
Tytuł nawiązuje do artykułu niegdyś przeczytanego przez autora, w którym...(s.30):
„... pewien mężczyzna, ubrany w mundur w kolorze khaki, ze strzelbą przewieszoną przez ramię i ekwipunkiem, wszedł prosto w zdradliwy piasek i utknął w nim, bez cienia szansy na uwolnienie. Powoli zapadał się coraz głębiej i głębiej. W końcu piasek zasypał mu usta i nos. Mężczyzna był skazany na śmierć. Dusząc się, znikał pod piaskiem, aż przestał być widoczny nawet czubek jego głowy...”
Autor doznał tego uczucia, dowiedziawszy się o swojej chorobie:
„...Kiedy dowiedziałem się, że mam raka, odżył we mnie ten dawny lęk. Myśląc teraz o tej chwili, dochodzę do wniosku, że lęk nie tylko we mnie odżył, ale też zaatakował z całą siłą. Ogarnęło mnie absurdalne przerażenie na myśl właśnie o grząskim piasku. Wyobrażałem sobie, że mnie pochłania, a ja rozpaczliwie próbuję się z niego wydostać. Paraliżował mnie strach przed śmiertelną chorobą. Zmaganie się z paniką, która odbierała mi siłę do życia, trwało dziesięć dni i dziesięć ledwie przespanych nocy.....”
No i szczęśliwie dla siebie i czytelników autor wygrzebał się z tych piasków i niezwykle ciekawie przekazał co w nim siedzi.
Bogactwo tematyki nie pozwala na podjęcie dyskusji, nie jest ona zresztą potrzebna, bo najważniejsze jest podejście autora do życia, przemijania i śmierci. Niewątpliwie jest to lektura wzbogacająca i wzmacniająca psychikę czytelnika. Polecam!!