Monday, 26 June 2017

Ed VULLIAMY - "Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy"

Ed VULLIAMY - "Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy"

Ed Vulliamy (ur. 1954) - brytyjski dziennikarz i reporter, znany jako korespondent z Bośni w latach 90., opublikował "Amexica: War Along the Borderline" w 2010.

Na pierwszych stronach autor zamieszcza swoją ocenę pogranicza amerykańsko - meksykańskiego (s. 30 – e-book):
"... Pogranicze to kraina, gdzie za dnia panuje nieznośny żar, nocą zaś zrywa się przenikliwy wiatr. Pracowałem jako korespondent wojenny w wielu miejscach, nigdzie jednak przemoc nie była tak dziwna, tak odrażająca i okrutna jak na pograniczu...."

Vulliamy pisze (s.43,8):
„• Raport dotyczący oceny zagrożenia USA narkotykami (US National Drug Assessment Threat) za rok 2009 stwierdza, że „Meksykańskie organizacje handlarzy narkotyków stanowią największe zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych ze strony przestępczości zorganizowanej”.

Nie trudno zauważyć związek, którego niestety autor nie komentuje, z innym fragmentem (s.41,4):
"• Po tym, jak tylko El Paso aresztowano pięciu mężczyzn pod zarzutem przemytu broni do Meksyku, amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice twierdzi uparcie, że zniesienie zakazu sprzedaży karabinów półautomatycznych nie ma nic wspólnego z przechwyceniem dużej ilości takiej broni w Meksyku"
Nasuwa się wniosek: NIE TYLKO kartele narkotykowe czerpią dochody z tego stanu rzeczy i dlatego walka jest POZORNA. Należy również pamiętać o prawie popytu i podaży, bo obciążanie winą jedynie karteli narkotykowych jest wygodnym uproszczeniem. Najlepiej by było, gdyby kartele narkotykowe tylko kupowały karabiny..... Skąd by na zakup brały pieniądze, to już inne zagadnienie. Czyli OBŁUDA.
No właśnie, parę stron dalej (s.65) czytam:
„.....Waszyngton zaczął po kryjomu udzielać wsparcia prawicowym oddziałom partyzanckim Contras, walczącym z sandinistowskim rządem w Nikaragui. Contras uzbrojone były w broń dostarczaną ze Stanów Zjednoczonych, przy czym świat przestępczy pełnił tu funkcję dostawcy i mediatora. Za broń trzeba było jednak płacić „walutą”, która nie przyciągałaby niepotrzebnej uwagi, i tak też się stało: pieniądze zastępowała kokaina z Kolumbii. Szczęśliwie dla wszystkich stron tej wymiany moda na narkotyki oraz gromadzenie ich zapasów do celów naukowych leżały wówczas w interesie Waszyngtonu, a także karteli narkotykowych z Kolumbii i Meksyku. Stany Zjednoczone potrzebowały naturalnej waluty Kolumbii, by płacić za broń dla Contras, a jednocześnie kokaina zdobywała coraz większą popularność w samej Ameryce: z czystej, sproszkowanej formy narkotyku korzystali ludzie show-biznesu oraz inne wąskie kręgi, a odmiana kokainy zwana crackiem trafiła na ulice i do gett. W fabularyzowanym opisie tych zdarzeń, który Don Winslow przedstawił w swojej książce The Power of the Dog, Meksykanie pełnią funkcję kurierów, przewożących broń w jedną stronę i kokainę w drugą – proceder ten zyskał nazwę „meksykańskiej trampoliny”. Meksykańskie kartele wykorzystały trzy sprzyjające elementy, dzięki którym mogły zalać rynek amerykański kokainą i crackiem: znajomość szlaków przemytniczych równie starych jak sama granica, nieoficjalne przyzwolenie administracji Reagana i dobre stosunki z meksykańską Partią Rewolucyjno-Instytucjonalną (PRI), która rządziła krajem od 1917 roku. Realizując ten plan, kartele uświadomiły sobie, jak to ujął Winslow: „że ich prawdziwym towarem nie są narkotyki, lecz długa na dwa tysiące mil granica ze Stanami Zjednoczonymi i możliwość przerzucania przez nią kontrabandy. Ziemię można spalić, zbiory wytruć, ludzi wygnać, ale granicy – granicy nie da się wymazać”
Jest to drobny przykład Nikaragui dowodzący, że zamiast o kurierach, winno się pisać o szefach mafii tj handlarzach bronią przyjmujących zapłatę w narkotykach.
I dlatego czytałem dalsze krwawe opisy z narastającym sceptycyzmem, bo temat okazuje się zastępczy, a ponadto o takim atrakcyjnym temacie można pisać ciekawiej. Czyli moich 6 gwiazdek to i tak dużo.
Jeszcze dodam: jestem stary i mieszkam na tym samym kontynencie, i może wskutek tego, książka mnie niczym nie zaskoczyła, a jak na reportaż jest często zbyt drobiazgowa i nużąca.