Sunday, 17 April 2016

Mirosław TRYCZYK - "Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów w latach 1941 - 1942"

Mirosław TRYCZYK - "Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów w latach 1941 - 1942"

Aby nie było nieporozumień, proszę potulne ofiary indoktrynacji IPN-u, zwolenników nowej polityki historycznej i przeciwników, opluwaczy prof. Jana T. Grossa, jak i Anny Bikont, o odłożenie mojej recenzji, bo nie jest dla nich przeznaczona, podobnie jak recenzowana książka.
Wolność jest i kto chce się kisić w swoim polskim antysemickim smrodku, niech się kisi, a cały świat będzie słuchał Grossa, a teraz i Tryczyka, tym bardziej, ze udziela mu wsparcia sam Zygmunt Bauman..
Wyselekcjonowanym zainteresowanym polecam wywiad z autorem na:
http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ksiazki/artykuly/502071,miroslaw-tryczyk-miasta-smierci-sasiedzkie-pogromy-zydow-w-latach-1941-1942.html

Najistotniejszą sprawą jest wiarygodność dokumentów, a w tej materii odgrywa główną rolę niejaki Waldemar MONKIEWICZ, który w latach 70. kierował grupą fałszującą akta i ZMUSZAŁ BEZPOŚREDNICH ŚWIADKÓW DO ZMIANY ZEZNAŃ złożonych w latach 40. Prokurator Monkiewicz zrobił „karierę” i podobno pracuje w IPN. Pisze o nim autor (s.24 e-book):

„Idąc tropem słów towarzysza „Wiesława”, dwadzieścia lat później Waldemar Monkiewicz, młody podprokurator Prokuratury Powiatowej w Białymstoku, delegowany przez prokuratora generalnego do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Białymstoku, z determinacją zaangażował się w proceder zacierania pamięci o polskim udziale w Holokauście w czasie II wojny światowej i pisania historii od nowa. Oczywiście nie był w tym działaniu osamotniony, w procederze brała udział cała grupa prokuratorów, m.in. Janusz Morat i Eugeniusz Kukiełka. Jednak to właśnie Monkiewicz należał do najbardziej aktywnych, z czasem w nagrodę za osiągane wyniki awansował na najwyższe stanowiska w Komisji.
Na czym polegał ów proceder? Najogólniej mówiąc, na ponownym wzywaniu do prokuratury lub Komisji w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku świadków polskich zbrodni na ludności żydowskiej z lata 1941 r. i skłanianiu ich do złożenia zeznań bezpośrednią odpowiedzialnością za nie obarczających jedynie Niemców. Pozwalało to zamknąć polską historię w kliszy „wyłącznego sprawstwa hitlerowców” i ukryć polski udział w zagładzie Żydów, co pozostawało w pełnej zgodzie z ówczesną polityką historyczną obozu komunistycznego w ogólności, a PRL w szczególności, czyli narracją prowadzącą do obciążenia winą Niemców z kapitalistycznego RFN – a nie „swoich”, przedstawicieli proletariatu – zbrodniami o podłożu antysemickim na terenie państwa polskiego. O tym, jak wyglądały te przesłuchania i jakich metod „przekonywania” używali w ich trakcie komunistyczni podprokuratorzy, m.in. Waldemar Monkiewicz, wspomniał np. dziennikarz „Rzeczpospolitej”, który po latach rozmawiał z uczestnikiem takiego przesłuchania:
Po wojnie wzywano z Radziłowa na przesłuchania ludzi do Białegostoku. Kto i kiedy ich przesłuchiwał, mój informator nie potrafił powiedzieć. Sam też był wezwany. Zeznał, że zagłady dokonali Polacy. Przesłuchujący gwałtownie zaoponował. – To po co pan mnie wzywał, jeśli wie pan lepiej? – zapytał mój rozmówca. Wtedy przesłuchujący pozwolił mu opowiedzieć swoją wersję, po czym poradził, żeby zachował ją dla siebie. Proces odbył się w Ełku. – Przed sądem nie zeznałem prawdy – wyznał....”
Opinię zgodną z moim odczuciem znajduję we wstępie do lsiążki:
"Praca Miasta śmierci Mirosława Tryczyka wpisuje się w nurt polskich rozliczeń z antysemityzmem. Podkreślić należy jednak, że autor, podejmując tak trudny i bolesny problem, wykazał się szczególną starannością w doborze i krytyce źródeł oraz znajomością warsztatu naukowego historyka. Analizie poddane zostały akta ponad siedmiuset procesów karnych, tzw. sierpniówek, które toczyły się już po zakończeniu II wojny światowej wobec Polaków dopuszczających się zbrodni na osobach pochodzenia żydowskiego. Badania autora dotyczyły polskich przedwojennych organizacji głoszących hasła antysemickie, zwłaszcza w publikacjach książkowych i prasowych. Nie pominięto także materiałów zebranych przez Armię Krajową w okresie wojny i ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej z ostatnich lat. Dzięki wręcz tytanicznej pracy Mirosława Tryczyka powstało obszerne dzieło opisujące tragiczne wydarzenia związane z zagładą Żydów na Białostocczyźnie w 1941 roku. Obok znanego już opinii publicznej Jedwabnego pojawiają się nazwy kolejnych miejscowości, w których doszło do krwawych pogromów Żydów.
Autor dokonuje ciekawej analizy, wiążąc te tragiczne wydarzenia z „pracą” propagandową antysemickich ugrupowań i ich działaczy w okresie międzywojennym. Nie pominięto tu jednak realiów historycznych, takich jak nazistowska propaganda, a także prosowieckie nastawienie niektórych środowisk żydowskich, przechodzące w różne formy kolaboracji w latach 1939–1941. Istotną częścią pracy są fotografie wpisujące się w narrację historyka i uzupełniające jego wywody. Zastosowanie tak wielu źródeł, które krzyżowo potwierdzają prawdziwość opisywanych wydarzeń, dało w efekcie pracę o wysokich walorach naukowych. Opisywany w niej fragment dziejów niesie ze sobą wstrząsające przesłanie o naturze człowieka, uprzedzeniach, stereotypach i metodach manipulacji tłumem, których efektem są morderstwa.
Dr hab. Piotr Rozwadowski, profesor Społecznej Akademii Nauk"

Dodajmy do tego fragment wypowiedzi Zygmunta Baumana (też ze wstępu)
„...Odtworzenie (oby niepowtarzalnej) atmosfery spuszczonej ze smyczy, rozpasanej, a sprzymierzonej z żądzą łatwego dorobku i ośmielonej bezkarnością nienawiści w całej jej iście niewyobrażalnej dla naszych współczesnych, bo na nasze szczęście osobiście nieprzeżywanych, potworności – to się autorowi udało, zamierzony efekt został osiągnięty: ilość zaiste przechodzi tu w jakość, dławiący zaduch ludzkiego bestialstwa gęstnieje ze strony na stronę, a groza nieposkromionego zła z każdym kolejnym głosem z ciemności potężnieje. I rośnie świadomość nieubłagalności logiki zła: wieś za wsią, miasteczko za miasteczkiem, wyłania się z mroków zawsze ta sama, obezwładniająco jednostajna kolejność rzeczy. Tylko nazwiska w obsadzie złowieszczego dramatu zmieniają się od sceny do sceny, od czasu do czasu inne są słowa, do jakich dla wyrażenia swych emocji aktorzy dramatu się uciekają – ale emocje przez ich sprawozdania ujawniane i te u czytelników sprawozdań wzbudzane są te same; a scenariusz tragedii ani drgnie...”
Ja już nic nie dodam, natomiast ostrzegam to robi jeszcze wieksze wrażenie niz Gross czy Bikont, lecz cel jest wart tego, bo każdy UCZCIWY POLAK winien to znać i o tym pamiętać,