Sunday, 3 April 2016

Agata TUSZYŃSKA - "Rodzinna historia lęku"

Agata TUSZYŃSKA - "Rodzinna historia lęku"

Recenzowałem Tuszyńskiej tylko "Tyrmandów", niejako z biegu, nie bardzo interesując się autorką. Dałem wtedy tylko 5 gwiazdek, ale nie z winy Tuszyńskiej, a raczej poziomu listów Tyrmandów. Obecnie, zmuszony do zajrzenia do jej życiorysu, zdziwiłem się, że jest córką popularnego, szczególnie w okresie mojej młodości, reportera sportowego Bogdana Tuszyńskiego (ur. 1932). To jaka z niej Żydówka?
A w ogóle tematyka strachu ostatnio mnie prześladuje. Recenzowałem „Dzieje diabła” Muchembleda, czyli o strachu ludzi przed Złym na przestrzeni wieków, potem Małeckiego „Dygot” o dominacji strachu w ludzkim życiu, a teraz znowu strach, przede wszystkim, przed antysemityzmem. A może to wszystko nie o strachu tylko o cierpieniu płynącym z alienacji, z nieprzystawania do innych, z inności.
Luz autorki mnie wkurza, bo z tym jej „żydostwem” zaczynam chwytać dopiero koło 70 strony. Matka Żydówka, ojciec Polak antysemita (!!??). I miłość!! To wysuwam logiczny wniosek, że on nie wie, że ona... Tym bardziej, że już w obecności autorki czyli jego żydowskiej córki, objawia swój antysemityzm. Tymczasem, na stronie 64 padają słowa:
„..Wiedział o niej wszystko. Sama mu opowiedziała, To był ważny element ich związku. Zaraz poczuł się za nią odpowiedzialny. Chciał być jej opiekunem..”
I z racji swojej odpowiedzialności i opiekuńczości manifestuje na UW swój antysemityzm, do tego stopnia, że staje się on poważnym argumentem w postępowaniach karnych i administracyjnych przeciw niemu?? A linię obrony opiera na związku z Żydówką? To z Tuszyńskiego prawie Gomułka, który mając za żonę Żydówkę, Liwę Szoken, spowodował żydowski exodus 1968 roku! Po incydencie oblewa, w pierwszym podejściu, egzamin u Adama Schaffa (1913 - 2006), wg sugestii autorki z powodu tegoż jego antysemityzmu, co jest nonsensem wobec innych oskarżeń (Katyń, Wolna Europa). To jakiś naciągany schemat myślowy wykorzystujący pochodzenie uczonego. Schaff, najwybitniejszy polski marksista, nauczyciel Kołakowskiego i innych, był do 1956 roku zdeklarowanym stalinistą, więc miał wystarczające powody by Tuszyńskiego oblać. Nie mogę nie wspomnieć, że, później, 16-letni Adaś Michnik (Wikipedia):
„....w 1962 założył wraz z kolegami, za namową Jana Józefa Lipskiego i pod protekcją , dyskusyjny Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Rozczarowani rzeczywistością PRL młodzi ludzie dyskutowali w jego ramach nad sposobami jej naprawy, czytywali i analizowali klasyczne teksty lewicowych myślicieli."
Choćby z racji nazwisk jakie powyżej padły, pewne jest, że losy ludzkie są pogmatwane i należy zachowywać ostrożność w ferowaniu opinii i wyroków.

Przeczytałem, co napisałem i zdecydowałem się tutaj zrobić przerwę, resztę odsunąć bądź odrzucić, bo widzę konieczność podsumowania wizerunku najbliższych autorki, tj dziadka i rodziców. Dziadek ze strony matki - Żyd, inżynier odbudowujący Warszawę, Szymon (właśc. Samuel) Przedborski (1903 – 1989) wyrywa z kaźni bezpieki zięcia Bogdana Tuszyńskiego, oskarżonego o najpoważniejsze zbrodnie. Jak silną pozycję musi on zajmować w strukturach reżimowych, by tak poważnie podpadniętego zięcia uwolnić z rąk NKWD? Dodajmy, że zięcia nie znosi i vice versa, a drogi uratowany zięć odpłaca antysemityzmem, którego najdelikatniejszą formą okazywania jest opowiadanie upokarzających dowcipów o Żydach m. in. teściowi i jego żydowskiej rodzinie. No i przechodzimy do koszmaru książki, czyli wizerunku żyjącego wciąż tatusia, którego nazwisko autorka nosi, z własnej nieprzymuszonej woli do dzisiaj! Dziwne, bo to p o t w ó r!! Dziwne też, że tatuś nie pozwał autorki do sądu!
Zauważmy, że poprawkowy egzamin z materializmu dialektycznego u Schaffa zdaje bez problemu, uzyskując ocenę dobrą, a następnie, ten, jeszcze przed chwilą (s. 68) „wróg ludu”, którego „pozbawiono praw członka organizacji, której był tak oddany”, uzyskuje dyplom i intratną pracę zarezerwowaną dla „bardzo swoich” (s. 73):
„..Pracę dyplomową Bogdana 'Sport w służbie amerykańskiego imperializmu' nazwano pionierską i oceniono pozytywnie jako broszurkę propagandową. Egzamin zdał 23 czerwca 1953 roku z wynikiem bardzo dobrym....”
Pracę antysemickiemu karierowiczowi załatwia Żydówka, przyszła mamusia autorki poprzez niewykształconego, komunistę Żyda - Aleksandra Litwina (1909 – 1984), ówczesnego dziekana Wydziału Dziennikarstwa UW. (s. 73):
„..W lipcu 1953 roku Halina pisała mu w liście, że właśnie rozmawiała serdecznie z dziekanem Litwinem, który jej umożliwił dalsze studia na polonistyce, co stanowiło warunek uzyskania tytułu magistra, a jemu pomógł załatwić pracę w radiu...”
Antysemita - karierowicz nie zawiódł swoich żydowskich protektorów i w.....
„..opinii z maja 1954 roku określono go jako uczciwego politycznie, 'oddanego nam człowieka'...”.
Wszechwładny Żyd – teść załatwił młodym mieszkanie, a Halina podjęła bez problemu pracę w „Życiu Warszawy”. Żyć, nie umierać. Elita PRL-u. Na koniec tego akapitu zaznaczę, że Bogdan popisał się ponownie swoim antysemityzmem w 1968 r.
I w tym momencie zacząłem się zastanawiać: po jaką cholerę ja to czytam i stwarzam sobie niebezpieczeństwo apopleksji. Przecież to środowisko cwaniaków wykorzystujących koniunkturę i zawsze spadające na cztery łapy. A że trochę miejsca zostało, to przytaczam fragment mojej wcześniejszej pisaniny.
Niejasne są dla mnie powody unikania lekcji religii i Kościoła. Matka autorki, jak większość ukrywających się żydowskich dzieci, uczyła się katolickich modlitw ze strachu przed dekonspiracją, a teraz ostentacyjnie izoluje się (s. 60 – 61):
„..Niedzielne przedpołudnia, podczas których większość koleżanek chodziła do kościoła, Halina spędzała w domu. Uważała, że tak jest w porządku. Nie dziwiła się, że modliły się i katoliczki, i działaczki ZMP.. ..Nie brakowało jej obrzędów wiary... ..Poza pacierzem, wyuczonym jak rola z tamtego zagrożenia, niewiele umiała.. ..Nie czuła potrzeby..”
Nie rozumiem chęci takiej demonstracji bezpośrednio po makabrycznych doświadczeniach, gdy tylko świadectwo chrztu mogło uratować przed Zagładą. Tym bardziej nie rozumiem, wiele lat później, samoizolacji autorki. I nie znajduję w książce uzasadnienia. Argument „żydostwa” kompletnie odpada, bo autorka do momentu ukończenia 19 lat jest nieświadoma swojego pochodzenia. Przecież duża część dzieci chodziła na religię dla „świętego spokoju”, by nie wyłamywać się z grupy. Czemu wychowanie autorki zubożono o ten element? Zabrano jej możliwość wyboru, którą ma każdy dorosły Polak
Agata Tuszyńska urodziła się w 1957 tj w epoce wczesnego Gomułki, a kończy szkołę już za Gierka. Oczywiście nie należało zbytnio demonstrować swojej religijności, lecz dużo większym złem, dla samego siebie, było prowokowanie otoczenia swoją innością, i to innością z wyboru.
Nie będę dalej znęcał się nad Państwem i nad samym sobą: Tuszyńska napisała bardzo złą książkę, typowy groch z kapustą, w którym operuje półprawdami, subiektywnymi ocenami, a przede wszystkim krzywym zwierciadłem, które fałszuje rzeczywistość znaną mnie doskonale z autopsji.