Friday, 29 April 2016

Marci SHORE - "Smak popiołów"

Marci SHORE - "Smak popiołów"
O dziedzictwie totalitaryzmu w Europie Wschodniej

UWAGA! NIESTRAWNY GROCH Z KAPUSTĄ
Marci Shore (ur. 1972), wykłada na Yale, lecz istotnym faktem jest, że jej małżonek to ulubieniec polskich politycznych elit, sławny Timothy Snyder (ur.1969), pierwszy po Normanie Daviesie. Obu ich bezkrytycznie się wychwala, bo mało kto ich czyta, a po za tym political correctness obowiązuje. By nie być gołosłownym podaję, że "Skrwawione ziemie" doczekały się na LC aż!! 28 opinii, a "Boże Igrzysko" - 68. ("Europa" – 36).
Aby poznać punkt patrzenia Snydera, jaki i jego żony, należy przeczytać wspomniane "Bloodlands" (najlepiej w oryginale), a jeżeli to nieosiągalne, to koniecznie moją recenzję na LC, a jeszcze lepiej esej (o wiele ostrzejszy) pt "Timothy D. SNYDER - "Skrwawione ziemie" wersja poprawiona 4.07.2015" na moim blogu wgwg1943,blogspot.com.
Szczęśliwie autorka w "Podziękowaniach" zastrzega (s. 11):
"To książka głęboko subiektywna; impresyjna, nie autorytatywna,,,,"
Wyjaśnia również:
"...Piotr Wróbel zachęcił mnie, bym pisała w pierwszej osobie, z perspektywy młodej Amerykanki i Żydówki, która wkracza w zupełnie inny świat i próbuje rozwikłać tajemnice relacji polsko-żydowskich..."
Wśród osób, którym autorka składa podziękowania znajdujemy, obok jej męża, Jana Tomasza Grossa, Irenę Grudzińską-Gross, jak i Aleksandra Smolara. Znamienne!!
Po przeczytaniu pierwszej strony, doszedłem do wniosku, że muszę Państwu przypomnieć mój punkt widzenia, by być właściwie zrozumiany w swojej krytyce. Otóż nie jestem praktykującym katolikiem, szanuję jednak wszelkie wyznania i religie, staram się nie być antysemitą, a książki Grossa wysoko cenię.
Piszę o tym bo już na pierwszej stronie czytam (s. 14):
"...W kościółku... ...przyjęłam po raz pierwszy komunię, mimo że nie jestem katoliczką, ani nawet chrześcijanką, mimo że nie wierzę w Boga.."
Pani Shore! Prowokacja się udała; udzielam Pani pierwszego ostrzeżenia!!
Parę stron dalej (s. 25) autorka podaje "swoją" wersję powstania KOR-u:
"..Był rok 1976; w tym samym roku intelektualiści w komunistycznej Polsce, między innymi Adam Michnik, połączyli siły z robotnikami i utworzyli KOR.."
Do bełkotu o "komunistycznej Polsce", która zaledwie chciała być socjalistyczną się przyzwyczaiłem, ale do przekłamań o KOR-ze przyzwyczajać się nie wolno. KOR był dzieckiem Macierewicza i kontynuacją jego wcześniejszych działań; jako inicjatora należy wymienić też Naimskiego, a pełna lista 14 z września 1976 wg Wikipedii to:
"Pierwszymi 14 sygnatariuszami Apelu – członkami-założycielami KOR byli: Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski, ks. Jan Zieja i Wojciech Ziembiński "
Dojście, wiosną 1977, Michnika spowodowało walkę o przewodnictwo i zniszczyło przegranego Macierewicza. A o tym winniśmy pamiętać, szczególnie ze względu na obecny jego wizerunek.
A dla Pani Shore drugie poważne ostrzeżenie.
Więcej ostrzeżeń nie będzie bo dojechałem do końca i wytwór pani Shore nie zasługuje na moją poważną analizę. Na 320 stronach autorka przedstawia historię i upadek Związku Radzieckiego i jego satelitów. Nie dość, że głosi półprawdy, że skacze po epokach i krajach, to ona biedna, mimo, że coś tam wykłada w Yale, mimo, że jest żoną Snydera, to ona nic z tego nie rozumie. To samo powiedziała jej Lucyna. Córka Jakuba Bermana (s. 264):
"....Jej stosunek do mnie nie zmienił się: była zdania, że nic nie rozumiem. Nie pojmowała, jak uczono mnie historii..."
Czyli amerykańscy nauczyciele winni, że dwie Żydówki nie mogą się zrozumieć. Ale niewątpliwie jej winą jest groch z kapustą w tej książce, którego nawet ja bezpośredni świadek i uczestnik tych wydarzeń nie jestem w stanie strawić. Nawet, ulubioną moją książkę z dzieciństwa tj "Inwazję jaszczurów" musiała ruszyć. Tupet ma niesamowity, urodzona w 1972 roku weteranów 1968 traktuje jak kolesiów, a styl w jakim to podaje nadaje się do magla. Młodym czytelnikom wyjaśniam, że magiel, to było najpopularniejsze miejsce spotkań i dyskusji kobiet w PRL-u, gdzie czekając na wolne wałki kobiety omawiały wszelkie problemy dnia powszedniego.
Przypomniało mnie się jeszcze, że konflikt pomiędzy Miłoszem i Słonimskim, opisany na stronie 217, miał inny przebieg, pan Antoni bardzo się go wstydził, a zakończył się listem otwartym do Miłosza, napisanym w 1976 roku, tuż przed tragiczną śmiercią.
Reasumując, odradzam lekturę tej książki, szczególnie młodym, po groźbą kociokwiku, bo nikt, nawet dobrze znający opisywane wydarzenia, nie jest w stanie nadążyć za skokami myślowymi autorki. Srogi zawód, bo Snyder jest kontrowersyjny, lecz warto go czytać, a jego żona - bałaganiara