Prosper MERIMEE - „Carmen. Lokis”
Prosper Merimee (1803 -1870) Sławę jednak przyniosły mu nowele i opowiadania. Początkowo były publikowane na łamach czasopism literackich, następnie zebrane m.in. w tomach "Mozaika"(1833) i "Kolomba"(1840). Do najgłośniejszych należą "Wenus z Ille"(1837), „Mateo Falcone” (1829), „Colomba” (1840), Lokis (1869) oraz "Carmen" (1845), na podstawie której Georges Bizet stworzył słynną operę o tym samym tytule. Powyższe tytuły publikowane były w różnych zestawieniach , lecz zaszczyt wprowadzenia tego przypadł akurat mnie.
Pierwsze opowiadanie przetłumaczył Tadeusz Boy – Żeleński, a drugie Leopold Staff. A więć nie tylko oryginał to k l a s y k a, lecz tłumaczenie też. O treści nie ma sensu mówić, bo o Carmen kazdy słyszał, a Lokisa spopularyzował Janusz Majewski kręcąc film pod tym tytułem. Moge tylko przypomnieć, że po tym filmie modne było powiedzenie:
„Lokis krąży, dziewczyny w ciąży”
Miłej lektury
Tuesday, 11 October 2016
Jose Maria ARGUEDAS - "Yawar fiesta"
Jose Maria ARGUEDAS - "Yawar Fiesta"
Jose Maria Arguedas (1911 - 1969) opublikował „Krwawe święto”, bo tak brzmi tłumaczenie z języka keczua,. w 1940 roku. Ta książka uważana jest za czołowe dzieło indygenizmu. No to wyjaśnijmy, co to za zwierzę: wg Wikipedii:
„...Indygenizm (hiszp indigena - tubylec) - prąd w kulturze i sztuce (głównie literaturze) południowoamerykańskiej.. ...Kierunek pojawił się w drugiej połowie XIX wieku i postulował przywrócenie indiańskich tradycji i wartości narodowej kulturze, zdeterminowanej dotychczas przez zagraniczne – głównie europejskie (hiszpańskie) – wpływy.... ...W literaturze przejawiał się m.in. wykorzystywaniem tradycyjnych indiańskich języków, mitów oraz opowieści. Najbardziej znani pisarze kojarzeni z indygenizmem to:Ciro Alegria, Jose Maria Arguedas, Miguel Angel Asturias...”
Tematem wiodącym jest walka byków, corrida w stylu andyjskim tzw turupukllay, która jest częścią corocznego święta niepodległości Peru, uzyskanej 28 lipca 1821 roku.. Wyszukałem sporo ciekawostek, lecz ich nie podaję, bo Państwo poznacie je z lektury i posłowia tłumacza, które obowiązkowo należy przeczytać przed lekturą. Załączony słowniczek języka keczua ułatwia żmudne czytanie do mniej więcej czterdziestej strony, bo tyle trzeba by powtarzane nazwy w keczua oswoić i przyswoić, a potem to już sama przyjemność. Podkreślam warto przemęczyć się przez te pierwsze strony, bo książka warta jest tego, a zboczeńcy zachwycający się oryginalną corridą wydadzą się niewiniątkami w porównaniu z entuzjastami krwawej turupukllay.
Szczególnie polecam czytelnikom zainteresowanym antropologią, socjologią i odległymi kulturami, bo Wikipedia mówi, że jest to opowieść o Indianach kultywujących swoją kulturę:
„It is the story of the triumph of these people in their decision to preserve their cultural identity and aspects of their social organization.....”
Posluchajmy jeszcze co mówi hiszpańskojęzyczny pisarz peruwiański Julio Ramón Ribeyro (1929 -2014):
"He has said of this novel that the author
"Traced in it the best possible social and economic sketch of a large village in the Sierra, that has no comparison in our literature for the accuracy of its information and the lucidity of its analysis"
Jose Maria Arguedas (1911 - 1969) opublikował „Krwawe święto”, bo tak brzmi tłumaczenie z języka keczua,. w 1940 roku. Ta książka uważana jest za czołowe dzieło indygenizmu. No to wyjaśnijmy, co to za zwierzę: wg Wikipedii:
„...Indygenizm (hiszp indigena - tubylec) - prąd w kulturze i sztuce (głównie literaturze) południowoamerykańskiej.. ...Kierunek pojawił się w drugiej połowie XIX wieku i postulował przywrócenie indiańskich tradycji i wartości narodowej kulturze, zdeterminowanej dotychczas przez zagraniczne – głównie europejskie (hiszpańskie) – wpływy.... ...W literaturze przejawiał się m.in. wykorzystywaniem tradycyjnych indiańskich języków, mitów oraz opowieści. Najbardziej znani pisarze kojarzeni z indygenizmem to:Ciro Alegria, Jose Maria Arguedas, Miguel Angel Asturias...”
Tematem wiodącym jest walka byków, corrida w stylu andyjskim tzw turupukllay, która jest częścią corocznego święta niepodległości Peru, uzyskanej 28 lipca 1821 roku.. Wyszukałem sporo ciekawostek, lecz ich nie podaję, bo Państwo poznacie je z lektury i posłowia tłumacza, które obowiązkowo należy przeczytać przed lekturą. Załączony słowniczek języka keczua ułatwia żmudne czytanie do mniej więcej czterdziestej strony, bo tyle trzeba by powtarzane nazwy w keczua oswoić i przyswoić, a potem to już sama przyjemność. Podkreślam warto przemęczyć się przez te pierwsze strony, bo książka warta jest tego, a zboczeńcy zachwycający się oryginalną corridą wydadzą się niewiniątkami w porównaniu z entuzjastami krwawej turupukllay.
Szczególnie polecam czytelnikom zainteresowanym antropologią, socjologią i odległymi kulturami, bo Wikipedia mówi, że jest to opowieść o Indianach kultywujących swoją kulturę:
„It is the story of the triumph of these people in their decision to preserve their cultural identity and aspects of their social organization.....”
Posluchajmy jeszcze co mówi hiszpańskojęzyczny pisarz peruwiański Julio Ramón Ribeyro (1929 -2014):
"He has said of this novel that the author
"Traced in it the best possible social and economic sketch of a large village in the Sierra, that has no comparison in our literature for the accuracy of its information and the lucidity of its analysis"
Sunday, 9 October 2016
Pietro ARETINO - "Żywoty kurtyzan"
Pietro ARETINO - "Żywoty kurtyzan”
Pietro Aretino (1492 -1556) - renesansowy twórca literackiej pornografii; ale jakiej pornografii!!! Pornografii subtelnej, finezyjnej, wysublimowanej, artystycznej, delikatnej i profesjonalnej, w przeciwieństwie do prymitywnej, wulgarnej i prostackiej uprawianej przez współczesnych tuzów literatury z Rothem, Marquezem i Coelho na czele. Przykłady tej pierwszej to poznane przeze mnie 60 lat temu Aretino „Jak Nanna swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła” .oraz np Mika Waltari „Egipcjanin Sinuhe”. Przykłady drugiej, ktore znalazłem wśród swoich recenzji na LC to, niestety, trylogia mojego ulubionego Murakami „1Q84”, Coelho „Jedenaście minut”, Marqueza „Zła godzina” oraz „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, Littella „Łaskawe”, Rotha „Nauczyciel pożądania” i „Konające zwierzę”, Oatesa „Nadobna dziewica”, Mailera „Twardziele nie tańczą” , Vicenta „Chorzy na miłość”. Stone'a „Zatoka dusz”, Fowlesa „Mantissa”, Atwood „Oryks i Derkacz”, czy Jellinek „Amatorki” i wiele, wiele innych. Oczywiście, wymienione pozycje różnią się poziomem literackim i intelektualnym, ale łączy je schlebianie modzie na „brudny” seks.
I dlatego namawiam Państwa na wspomnienia Nanny, w formie rozmowy z przyjaciółką, bo są niezmiernie ciekawe, a spora doza ironii rozbawi każdego. I chociaż temat wydaje się drażliwy, to możemy pozazdrościć umiejętności kulturalnego rozmawiania o najbardziej wyrafinowanych sztuczkach łóżkowych. Zapraszam też do dalszej części pt „Jak Nanna....”, bo do niej mam szczególny sentyment ze względu na mój młodzieńczy wiek, gdy ją poznawałem.
Gwarantuję świetną zabawę, dużo śmiechu, no i trochę zaczerwienionych policzków z wrażenia.. Dodam jeszcze, że lektura 30 stron posłowia do 95 stron tekstu nie jest konieczna, a nawet wrecz zbędna, bo ta krotochwila ma bawić i nic poza tym.
Pietro Aretino (1492 -1556) - renesansowy twórca literackiej pornografii; ale jakiej pornografii!!! Pornografii subtelnej, finezyjnej, wysublimowanej, artystycznej, delikatnej i profesjonalnej, w przeciwieństwie do prymitywnej, wulgarnej i prostackiej uprawianej przez współczesnych tuzów literatury z Rothem, Marquezem i Coelho na czele. Przykłady tej pierwszej to poznane przeze mnie 60 lat temu Aretino „Jak Nanna swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła” .oraz np Mika Waltari „Egipcjanin Sinuhe”. Przykłady drugiej, ktore znalazłem wśród swoich recenzji na LC to, niestety, trylogia mojego ulubionego Murakami „1Q84”, Coelho „Jedenaście minut”, Marqueza „Zła godzina” oraz „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, Littella „Łaskawe”, Rotha „Nauczyciel pożądania” i „Konające zwierzę”, Oatesa „Nadobna dziewica”, Mailera „Twardziele nie tańczą” , Vicenta „Chorzy na miłość”. Stone'a „Zatoka dusz”, Fowlesa „Mantissa”, Atwood „Oryks i Derkacz”, czy Jellinek „Amatorki” i wiele, wiele innych. Oczywiście, wymienione pozycje różnią się poziomem literackim i intelektualnym, ale łączy je schlebianie modzie na „brudny” seks.
I dlatego namawiam Państwa na wspomnienia Nanny, w formie rozmowy z przyjaciółką, bo są niezmiernie ciekawe, a spora doza ironii rozbawi każdego. I chociaż temat wydaje się drażliwy, to możemy pozazdrościć umiejętności kulturalnego rozmawiania o najbardziej wyrafinowanych sztuczkach łóżkowych. Zapraszam też do dalszej części pt „Jak Nanna....”, bo do niej mam szczególny sentyment ze względu na mój młodzieńczy wiek, gdy ją poznawałem.
Gwarantuję świetną zabawę, dużo śmiechu, no i trochę zaczerwienionych policzków z wrażenia.. Dodam jeszcze, że lektura 30 stron posłowia do 95 stron tekstu nie jest konieczna, a nawet wrecz zbędna, bo ta krotochwila ma bawić i nic poza tym.
Wednesday, 5 October 2016
Alice MUNRO - "Taniec szczęśliwych cieni"
Alice MUNRO - "Taniec szczęśliwych cieni”
To debiutancki zbiorek Munro z 1968 roku.
Alice Ann Munro (ur. 1931) została nazwana przez Cynthię Ozick (ur. 1928) „naszym Czechowem”, a inni podchwycili ten wymysł amerykańskiej pisarki, notabene córki żydowskich emigrantów z Rosji, i zgodnie za nią gęgają: to amerykanski Czechow !! Po pierwsze – nie amerykański, a kanadyjski. A po drugie - Munro dostała Nobla, a Czechow nie; to może i Munro lepsza (kwestia gustu), ale na pewno nic ją z Czechowem nie łączy (poza długością utworów) Wikipedia o niej pisze:
„..Uważana za jedną z najznamienitszych żyjących autorek krótkich form prozatorskich. Thomas Tausky w biograficznym eseju "Alice Munro. Biocritical Essay" napisał: „Uznawana za najlepszą kanadyjską autorkę noweli i opowiadań, Alice Munro systematycznie tworzy dzieła, w których dokładny opis relacji społecznych i głęboki rys psychologiczny łączą się z bezbłędnym instynktem używania właściwej formy ekspresji”. Jej opowiadania skupiają się na relacjach międzyludzkich w codziennym życiu. Akcja większości jej prozy osadzona jest w południowo-zachodniej części prowincji Ontario i często obraca się wobec z pozoru trywialnych i codziennych faktów i obserwacji otaczającej rzeczywistości. Bohaterowie tych opowiadań (na ogół kobiety) to antyteza literackiego heroizmu...."
W 2009 przyznano jej prestiżową Międzynarodową Nagrodę Bookera za całokształt twórczości literackiej, a w 2013 Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Piętnaście opowiadań z ontaryjskiej prowincji. Pierwsze – dyrdymały o upadłym przedsiębiorcy, który stał się komiwojażerem eliksiru „z ogona mamuta i półdupków białego kreta na porost włosów i wąsów , przeciwko parchom i łysinie” zachwalanego pieśnią (s. 10):
„Na wszystkie bolączki sposob mamy/ Maści na wrzody, na łupież balsamy”
W drugim - miejscowa społeczność kombinuje, jak pozbyć się sąsiedztwa ruiny z której dodatkowo dolatuje smród kur. Jedna - odmawia podpisu petycji. Dyrdymały.
W trzecim ciotka podśpiewuje (s. 53): „Nito, Juanito, piękny księżyc zajdzie wnet”, a bohaterka – dziewczynka z ojcem, komiwojażerem z pierwszego opowiadania, wyjmuje z pułapek zdechłe piżmoszczury, a potem patrzy jak kot pije whisky. Banialuki.
W czwartym banialuki i dyrdymały; małomasteczkowy, banalny podryw. I tak do ostatniego opowiadania. Można to szumnie nazwać realizmem prowincjonalnym, ale po co, skoro specjalisci od Nobla czy Bookera juz ściśle określili, jakie wielkie wartości niesie twórczość tej drugorzędnej pisarki przesiąknietej prowincjonalnością i pozbawionej szerszych horyzontów czy też wznioslejszych przemysleń. Ewenementem jest że z całej książki nie wynotowałem choćby jednego ciekawego zdania. A nagrody niech Państwa nie zmylą, bo są uznaniem dla wieku: Booker dla 78 - letniej pisarki, a Nobel dla 82 – letniej. A Oz, Kundera i Murakami grzecznie w kolejce po Nobla stoją
To debiutancki zbiorek Munro z 1968 roku.
Alice Ann Munro (ur. 1931) została nazwana przez Cynthię Ozick (ur. 1928) „naszym Czechowem”, a inni podchwycili ten wymysł amerykańskiej pisarki, notabene córki żydowskich emigrantów z Rosji, i zgodnie za nią gęgają: to amerykanski Czechow !! Po pierwsze – nie amerykański, a kanadyjski. A po drugie - Munro dostała Nobla, a Czechow nie; to może i Munro lepsza (kwestia gustu), ale na pewno nic ją z Czechowem nie łączy (poza długością utworów) Wikipedia o niej pisze:
„..Uważana za jedną z najznamienitszych żyjących autorek krótkich form prozatorskich. Thomas Tausky w biograficznym eseju "Alice Munro. Biocritical Essay" napisał: „Uznawana za najlepszą kanadyjską autorkę noweli i opowiadań, Alice Munro systematycznie tworzy dzieła, w których dokładny opis relacji społecznych i głęboki rys psychologiczny łączą się z bezbłędnym instynktem używania właściwej formy ekspresji”. Jej opowiadania skupiają się na relacjach międzyludzkich w codziennym życiu. Akcja większości jej prozy osadzona jest w południowo-zachodniej części prowincji Ontario i często obraca się wobec z pozoru trywialnych i codziennych faktów i obserwacji otaczającej rzeczywistości. Bohaterowie tych opowiadań (na ogół kobiety) to antyteza literackiego heroizmu...."
W 2009 przyznano jej prestiżową Międzynarodową Nagrodę Bookera za całokształt twórczości literackiej, a w 2013 Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.
Piętnaście opowiadań z ontaryjskiej prowincji. Pierwsze – dyrdymały o upadłym przedsiębiorcy, który stał się komiwojażerem eliksiru „z ogona mamuta i półdupków białego kreta na porost włosów i wąsów , przeciwko parchom i łysinie” zachwalanego pieśnią (s. 10):
„Na wszystkie bolączki sposob mamy/ Maści na wrzody, na łupież balsamy”
W drugim - miejscowa społeczność kombinuje, jak pozbyć się sąsiedztwa ruiny z której dodatkowo dolatuje smród kur. Jedna - odmawia podpisu petycji. Dyrdymały.
W trzecim ciotka podśpiewuje (s. 53): „Nito, Juanito, piękny księżyc zajdzie wnet”, a bohaterka – dziewczynka z ojcem, komiwojażerem z pierwszego opowiadania, wyjmuje z pułapek zdechłe piżmoszczury, a potem patrzy jak kot pije whisky. Banialuki.
W czwartym banialuki i dyrdymały; małomasteczkowy, banalny podryw. I tak do ostatniego opowiadania. Można to szumnie nazwać realizmem prowincjonalnym, ale po co, skoro specjalisci od Nobla czy Bookera juz ściśle określili, jakie wielkie wartości niesie twórczość tej drugorzędnej pisarki przesiąknietej prowincjonalnością i pozbawionej szerszych horyzontów czy też wznioslejszych przemysleń. Ewenementem jest że z całej książki nie wynotowałem choćby jednego ciekawego zdania. A nagrody niech Państwa nie zmylą, bo są uznaniem dla wieku: Booker dla 78 - letniej pisarki, a Nobel dla 82 – letniej. A Oz, Kundera i Murakami grzecznie w kolejce po Nobla stoją
Tuesday, 4 October 2016
Barbara RYBAŁTOWSKA - "Co to za czasy"
Barbara RYBAŁTOWSKA - „Co to za czasy”
To juz siódma część cyklu, z którego recenzowałem tylko część II pt „Szkoła pod baobabem”, której dałem 10 gwiazdek oraz część III pt „Koło graniaste”, obdarzone przeze mnie 9 gwiazdkami. Barbara Rybałtowska (ur. 1936) snuje sagę rodzinną na kanwie własnych przeżyć.
Nie wiem, w którym tomie zaczął się zjazd po równi pochyłej, bo szczęśliwie nie czytałem części III – VI. I to dobrze, że nie czytałem, bo obserwacja tak drastycznego obniżenia lotów nie należy do przyjemności. Faktem jest, że część siódma to czytadło, żywe czytadło, lecz pozbawione nawet humoru, a 3 gwiazdki daję tylko ze względu na sentyment do wcześniejszych części. Srogi zawód!!
To juz siódma część cyklu, z którego recenzowałem tylko część II pt „Szkoła pod baobabem”, której dałem 10 gwiazdek oraz część III pt „Koło graniaste”, obdarzone przeze mnie 9 gwiazdkami. Barbara Rybałtowska (ur. 1936) snuje sagę rodzinną na kanwie własnych przeżyć.
Nie wiem, w którym tomie zaczął się zjazd po równi pochyłej, bo szczęśliwie nie czytałem części III – VI. I to dobrze, że nie czytałem, bo obserwacja tak drastycznego obniżenia lotów nie należy do przyjemności. Faktem jest, że część siódma to czytadło, żywe czytadło, lecz pozbawione nawet humoru, a 3 gwiazdki daję tylko ze względu na sentyment do wcześniejszych części. Srogi zawód!!
Sunday, 2 October 2016
Tadeusz KIJAŃSKI - "Gerta"
Tadeusz KIJAŃSKI - „Gerta”
Książka z płytą CD. Pięknie wydana (idealna na prezent), wzbogacona o obrazy Tadeusza Kijańskiego i zdjęcia aktorów: - bohaterów opowiadania: Marty Kurzak, Mariusza Bonaszewskiego, Henryka Talara, autora i Mirosława Zbrojewicza..
Tadeusz Kijański (ur. 1947) reżyser, scenarzysta, scenograf, aktor, malarz i pisarz. Autor filmów kinowych, telewizyjnych, spektakli teatralnych, sztuk teatralnych, słuchowisk radiowych oraz kilku książek. Twórca wszechstronny.
„Gerta” to jednocześnie opowiadanie i słuchowisko, nawiazujące do „Królowej Śniegu”, zachwyca i wzrusza. Słowa więcej nie powiem, by Państwu nie popsuć przyjemności. Śmiem jedynie zaproponować przeczytanie przed wysłuchaniem; notabene lektura zrobiła na mnie większe wrażenie, jako, że jestem wzrokowcem i mam bujną wyobrażnię. Piękna rzecz!!
Książka z płytą CD. Pięknie wydana (idealna na prezent), wzbogacona o obrazy Tadeusza Kijańskiego i zdjęcia aktorów: - bohaterów opowiadania: Marty Kurzak, Mariusza Bonaszewskiego, Henryka Talara, autora i Mirosława Zbrojewicza..
Tadeusz Kijański (ur. 1947) reżyser, scenarzysta, scenograf, aktor, malarz i pisarz. Autor filmów kinowych, telewizyjnych, spektakli teatralnych, sztuk teatralnych, słuchowisk radiowych oraz kilku książek. Twórca wszechstronny.
„Gerta” to jednocześnie opowiadanie i słuchowisko, nawiazujące do „Królowej Śniegu”, zachwyca i wzrusza. Słowa więcej nie powiem, by Państwu nie popsuć przyjemności. Śmiem jedynie zaproponować przeczytanie przed wysłuchaniem; notabene lektura zrobiła na mnie większe wrażenie, jako, że jestem wzrokowcem i mam bujną wyobrażnię. Piękna rzecz!!
Saturday, 1 October 2016
Weronika MUREK - "Uprawa roślin południowych metoda Miczurina"
Weronika MUREK - "Uprawa roślin poludniowych metodą Miczurina”
Debiut dwudziestosześcioletniej Weroniki Murek (ur. 1989) nominowany do trzech różnych nagród. Wiem ponadto, że jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji oraz że pisze książki i sztuki, jako rzecze Wikipedia nie podając ani jednego tytułu poza omawianym.
Siedem opowiadań, łącznie 139 stron, lecz pierwsze ciągnie się do 70., więc wymaga szczególnego omówienia, które daje Dariusz Nowacki na:
http://wyborcza.pl/1,75410,17579234,Debiut_bez_slabych_punktow___Uprawa_roslin_poludniowych.html
a ja powtarzam tylko jego końcowe, jak się wydaje, trafne przypuszczenie:
:„..Być może bohaterka wcale nie umarła, być może była traktowana przez otoczenie jako nieobecna i niegodna wysłuchania, a zatem jej śmierć nie wprowadza żadnej zmiany, tylko sankcjonuje pewien porządek...".
Oczywiście polecam całą (krótką) recenzję Nowackiego, a sam ostrzegam przed pohopnymi próbami zaszufladkowania pisaniny Murek do realizmu magicznego, surrealizmu czy innej cholery. To jest d e b i u t, w którym autorka przedstawia swoje przerózne zwariowane propozycje nieupoważniające do jakiejkolwiek klasyfikacji. Z tej różnorodności wykrystalizuje się styl, lecz dopiero w przyszłosci, jesli prawniczka zdecyduje się w tym kierunku rozwijać.
Pozostaję zadowolony z lektury, czekam na więcej, a dla zachęty daję 7 gwiazdek.
Debiut dwudziestosześcioletniej Weroniki Murek (ur. 1989) nominowany do trzech różnych nagród. Wiem ponadto, że jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji oraz że pisze książki i sztuki, jako rzecze Wikipedia nie podając ani jednego tytułu poza omawianym.
Siedem opowiadań, łącznie 139 stron, lecz pierwsze ciągnie się do 70., więc wymaga szczególnego omówienia, które daje Dariusz Nowacki na:
http://wyborcza.pl/1,75410,17579234,Debiut_bez_slabych_punktow___Uprawa_roslin_poludniowych.html
a ja powtarzam tylko jego końcowe, jak się wydaje, trafne przypuszczenie:
:„..Być może bohaterka wcale nie umarła, być może była traktowana przez otoczenie jako nieobecna i niegodna wysłuchania, a zatem jej śmierć nie wprowadza żadnej zmiany, tylko sankcjonuje pewien porządek...".
Oczywiście polecam całą (krótką) recenzję Nowackiego, a sam ostrzegam przed pohopnymi próbami zaszufladkowania pisaniny Murek do realizmu magicznego, surrealizmu czy innej cholery. To jest d e b i u t, w którym autorka przedstawia swoje przerózne zwariowane propozycje nieupoważniające do jakiejkolwiek klasyfikacji. Z tej różnorodności wykrystalizuje się styl, lecz dopiero w przyszłosci, jesli prawniczka zdecyduje się w tym kierunku rozwijać.
Pozostaję zadowolony z lektury, czekam na więcej, a dla zachęty daję 7 gwiazdek.
Subscribe to:
Posts (Atom)