Barbara RYBAŁTOWSKA - „Co to za czasy”
To juz siódma część cyklu, z którego recenzowałem tylko część II pt „Szkoła pod baobabem”, której dałem 10 gwiazdek oraz część III pt „Koło graniaste”, obdarzone przeze mnie 9 gwiazdkami. Barbara Rybałtowska (ur. 1936) snuje sagę rodzinną na kanwie własnych przeżyć.
Nie wiem, w którym tomie zaczął się zjazd po równi pochyłej, bo szczęśliwie nie czytałem części III – VI. I to dobrze, że nie czytałem, bo obserwacja tak drastycznego obniżenia lotów nie należy do przyjemności. Faktem jest, że część siódma to czytadło, żywe czytadło, lecz pozbawione nawet humoru, a 3 gwiazdki daję tylko ze względu na sentyment do wcześniejszych części. Srogi zawód!!
Tuesday, 4 October 2016
Sunday, 2 October 2016
Tadeusz KIJAŃSKI - "Gerta"
Tadeusz KIJAŃSKI - „Gerta”
Książka z płytą CD. Pięknie wydana (idealna na prezent), wzbogacona o obrazy Tadeusza Kijańskiego i zdjęcia aktorów: - bohaterów opowiadania: Marty Kurzak, Mariusza Bonaszewskiego, Henryka Talara, autora i Mirosława Zbrojewicza..
Tadeusz Kijański (ur. 1947) reżyser, scenarzysta, scenograf, aktor, malarz i pisarz. Autor filmów kinowych, telewizyjnych, spektakli teatralnych, sztuk teatralnych, słuchowisk radiowych oraz kilku książek. Twórca wszechstronny.
„Gerta” to jednocześnie opowiadanie i słuchowisko, nawiazujące do „Królowej Śniegu”, zachwyca i wzrusza. Słowa więcej nie powiem, by Państwu nie popsuć przyjemności. Śmiem jedynie zaproponować przeczytanie przed wysłuchaniem; notabene lektura zrobiła na mnie większe wrażenie, jako, że jestem wzrokowcem i mam bujną wyobrażnię. Piękna rzecz!!
Książka z płytą CD. Pięknie wydana (idealna na prezent), wzbogacona o obrazy Tadeusza Kijańskiego i zdjęcia aktorów: - bohaterów opowiadania: Marty Kurzak, Mariusza Bonaszewskiego, Henryka Talara, autora i Mirosława Zbrojewicza..
Tadeusz Kijański (ur. 1947) reżyser, scenarzysta, scenograf, aktor, malarz i pisarz. Autor filmów kinowych, telewizyjnych, spektakli teatralnych, sztuk teatralnych, słuchowisk radiowych oraz kilku książek. Twórca wszechstronny.
„Gerta” to jednocześnie opowiadanie i słuchowisko, nawiazujące do „Królowej Śniegu”, zachwyca i wzrusza. Słowa więcej nie powiem, by Państwu nie popsuć przyjemności. Śmiem jedynie zaproponować przeczytanie przed wysłuchaniem; notabene lektura zrobiła na mnie większe wrażenie, jako, że jestem wzrokowcem i mam bujną wyobrażnię. Piękna rzecz!!
Saturday, 1 October 2016
Weronika MUREK - "Uprawa roślin południowych metoda Miczurina"
Weronika MUREK - "Uprawa roślin poludniowych metodą Miczurina”
Debiut dwudziestosześcioletniej Weroniki Murek (ur. 1989) nominowany do trzech różnych nagród. Wiem ponadto, że jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji oraz że pisze książki i sztuki, jako rzecze Wikipedia nie podając ani jednego tytułu poza omawianym.
Siedem opowiadań, łącznie 139 stron, lecz pierwsze ciągnie się do 70., więc wymaga szczególnego omówienia, które daje Dariusz Nowacki na:
http://wyborcza.pl/1,75410,17579234,Debiut_bez_slabych_punktow___Uprawa_roslin_poludniowych.html
a ja powtarzam tylko jego końcowe, jak się wydaje, trafne przypuszczenie:
:„..Być może bohaterka wcale nie umarła, być może była traktowana przez otoczenie jako nieobecna i niegodna wysłuchania, a zatem jej śmierć nie wprowadza żadnej zmiany, tylko sankcjonuje pewien porządek...".
Oczywiście polecam całą (krótką) recenzję Nowackiego, a sam ostrzegam przed pohopnymi próbami zaszufladkowania pisaniny Murek do realizmu magicznego, surrealizmu czy innej cholery. To jest d e b i u t, w którym autorka przedstawia swoje przerózne zwariowane propozycje nieupoważniające do jakiejkolwiek klasyfikacji. Z tej różnorodności wykrystalizuje się styl, lecz dopiero w przyszłosci, jesli prawniczka zdecyduje się w tym kierunku rozwijać.
Pozostaję zadowolony z lektury, czekam na więcej, a dla zachęty daję 7 gwiazdek.
Debiut dwudziestosześcioletniej Weroniki Murek (ur. 1989) nominowany do trzech różnych nagród. Wiem ponadto, że jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji oraz że pisze książki i sztuki, jako rzecze Wikipedia nie podając ani jednego tytułu poza omawianym.
Siedem opowiadań, łącznie 139 stron, lecz pierwsze ciągnie się do 70., więc wymaga szczególnego omówienia, które daje Dariusz Nowacki na:
http://wyborcza.pl/1,75410,17579234,Debiut_bez_slabych_punktow___Uprawa_roslin_poludniowych.html
a ja powtarzam tylko jego końcowe, jak się wydaje, trafne przypuszczenie:
:„..Być może bohaterka wcale nie umarła, być może była traktowana przez otoczenie jako nieobecna i niegodna wysłuchania, a zatem jej śmierć nie wprowadza żadnej zmiany, tylko sankcjonuje pewien porządek...".
Oczywiście polecam całą (krótką) recenzję Nowackiego, a sam ostrzegam przed pohopnymi próbami zaszufladkowania pisaniny Murek do realizmu magicznego, surrealizmu czy innej cholery. To jest d e b i u t, w którym autorka przedstawia swoje przerózne zwariowane propozycje nieupoważniające do jakiejkolwiek klasyfikacji. Z tej różnorodności wykrystalizuje się styl, lecz dopiero w przyszłosci, jesli prawniczka zdecyduje się w tym kierunku rozwijać.
Pozostaję zadowolony z lektury, czekam na więcej, a dla zachęty daję 7 gwiazdek.
Friday, 30 September 2016
Norman DAVIES - "Szlak nadziei"
Norman DAVIES - "Szlak nadziei"
Norman Davies (ur. 1939 ), brytyjski historyk walijskiego pochodzenia, który doktoryzował się w 1973 roku na UJ, tworzy dzieła podobające się polskim czytelnikom. Ja recenzowałem tylko "Boże Igrzysko' i dałem wyraz swojemu oburzeniu z powodu eksponowania opinii nieprzyjaznych Polsce, jak i faktów nie przynoszącej jej, czyli nam, splendoru.
Tym razem wziął się za armię Andersa. Niestety od pierwszych stron książka przybiera charakter gawędy o wszystkim do tego stopnia, że czytelnik zatraca poczucie spójności przeróżnych wspomnień z głównym tematem. Z potoku słów usiłuję wypisać stwierdzenia wiążące się jakoś z tytułowym szlakiem. Pierwszą jaskółką jest uwaga o nastawieniu Churchilla (s. 78 e-booka):
„..Churchill nie był miłośnikiem komunizmu. Wręcz przeciwnie, był zagorzałym antykomunistą. Podczas rewolucji październikowej nazwał bolszewików „przeklętymi prymitywnymi pawianami”... ..Od dawna zdawał sobie sprawę, że potęga wojskowa Niemiec może zostać powstrzymana jedynie wspólnym wysiłkiem Wschodu i Zachodu... ...W 1941 roku, po wyeliminowaniu Francji, jedyną nadzieją Wielkiej Brytanii było uzyskanie wsparcia Ameryki i Związku Sowieckiego oraz pomniejszych graczy, takich jak Polacy czy Wolna Francja. Nie było innej realnej alternatywy...”
W 1941 roku Churchill wie... A w 1939 - co wiedział? Szkoda, że Davies zamiast napisać o nastawieniu zachodnich mocarstw do Polski, w tym Churchilla, robi sobie jaja z polskiego czytelnika pisząc bez żadnych wyjaśnień (s. 25,8):
„... Dwa zachodnie państwa, Wielka Brytania i Francja, wypowiedziały Niemcom wojnę 3 września 1939 roku, żądając wycofania Wehrmachtu z Polski....”
W takiej sytuacji zmuszony jestem zmuszony sięgnąć do swojej recenzji „World War II. Chronicle by John S.D. Eisenhower” dostępnej na LC i moim blogu http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=World++War+II :
„..No i mamy ów 1939 rok. Łączą nas pakty o nieagresji, oba z 1934 r., z Rosją i Niemcami. W dniu 3 kwietnia Niemcy mają przygotowany plan ataku na Polskę, który wcielą w życie pierwszego września, a 28 kwietnia Hitler zrywa pakt z Polską, żądając jednocześnie Gdańska i „korytarza”. Drugiego czerwca Sowieci przystępują do stworzenia paktu o wzajemnej pomocy z Francją i Wielką Brytanią. Na przeszkodzie staje POLSKA, gdyż do sensownej realizacji porozumienia NIEZBĘDNE jest umieszczenie sowieckich oddziałów na naszym terytorium. Należy podkreślić, że to nie jest inicjatywa sowiecka, lecz OSOBISTE uwarunkowanie ze strony CHURCHILLA, który skrajnie negatywnie ocenia przygotowanie Polski do starcia z Niemcami (trafność jego oceny, niestety, szybko się potwierdziła). Marszałek Rydz-Śmigły oświadcza, że pozwolenie na przemarsz i pobyt Sowietów w Polsce byłoby błędem, gdyż Czerwona Armia raz wpuszczona, nigdy Polski nie opuści... ...W każdym razie POLSKA UNIEMOŻLIWIŁA ZAWARCIE PAKTU ANTYHITLEROWSKIEGO i.. ..pozostała sama, bo trudno poważnie traktować pakt z Wlk. Brytanią podpisany 25 sierpnia tj 2 dni po ratyfikacji paktu Mołotow-Ribbentrop. Czytamy bowiem (s. 56): „Ich (tj Francji i Wlk. Brytanii - mój przyp.) wojskowe dowództwa opracowały WAR PLAN w lecie 1939 r., w którym NIEUNIKNIONA zagłada Polski zostanie przez nich zaakceptowana”. Zreasumujmy:
WIELKA BRYTANIA I FRANCJA, PO UNIEMOŻLIWIENIU PRZEZ POLSKĘ ZAWARCIA SOJUSZU Z ZSRR, NIE ZAMIERZAŁY W NAJMNIEJSZYM STOPNIU INGEROWAĆ W SPRAWY POLSKI ...”
A więc wspomniane wyżej informacje Daviesa o przystąpieniu tych mocarstw do wojny w 1939 roku odbieram jako jakąś prowokację ze strony autora.
Davies bardzo zdawkowo opisuje okoliczności zawarcia paktu Sikorski – Majski, jak i objęcie dowództwa przez Andersa (s. 81):
„..NEGOCJACJE DOTYCZĄCE ZBLIŻENIA między Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim toczyły się równolegle do podobnych rozmów między ZSRS a Polską, pierwszym sojusznikiem Wielkiej Brytanii. Rozmowy między Sikorskim a sowieckim ambasadorem w Londynie, Iwanem Majskim, rozpoczęły się na początku lipca w Londynie... .. Kluczowym elementem tej ugody miało być wypuszczenie przez Sowietów więźniów, a w zamian za to polskie władze miały utworzyć z nich „polskie wojsko”. Armię zorganizowaliby i poprowadzili polscy wojskowi, ale walczyłaby ona na froncie wschodnim pod sowieckim dowództwem operacyjnym. 30 lipca Sikorski i Majski podpisali dokumenty...”
Ogłoszono amnestię dla Polaków uwięzionych w najprzeróżniejszych obozach, gułagach czy łagrach, a dowódcą Wojska Polskiego in statu nascendi został Anders, o którym Davies pisze (s. 85,3):
„....Dowódcą Armii Polskiej w ZSRS został generał Władysław Anders (1892–1970), oficer o wielkim harcie ducha i determinacji, który szczęśliwie uniknął losu towarzyszy broni zamordowanych w Katyniu. Mianowano go 4 sierpnia, jeszcze przed ogłoszeniem amnestii, a wybór padł na niego jako na człowieka nieposzlakowanej odwagi, ośmiokrotnie rannego w boju, nieskalanego bliskimi związkami z sanacją w przedwojennej Polsce, a przede wszystkim doskonale obeznanego z Rosją. Ćwierć wieku wcześniej służył jako kawalerzysta w jednym z elitarnych regimentów carskiej gwardii. Od października 1939 roku, kiedy dostał się do sowieckiej niewoli, siedział w kolejnych więzieniach, najpierw u Brygidek we Lwowie, a potem w Moskwie na Łubiance, która stanowiła siedzibę NKWD. Anders miał szczęście. W czerwcu 1941 roku, w celi na Łubiance, codziennie spodziewał się, że zostanie rozstrzelany. Ocaliła go Operacja Barbarossa. Gdy tylko Rosjanie zdali sobie sprawę z konieczności porozumienia z polskim rządem, dostrzegli w nim cenny atut. Zabrali go z celi, doprowadzili do porządku, dali dobrze zjeść i zakomunikowali, że będzie dowodził armią...”
Po pierwsze „Anders miał szczęście” brzmiałoby humorystycznie, gdyby nie było obrazoburcze. Po drugie - absolutnie mnie nie satysfakcjonuje taka wersja, gdyż nie wyjaśnia dlaczego Anders nie został rozstrzelany z innymi oficerami? W mojej recenzji „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego znalazłem zdanie:
„...W koszmarnych warunkach tworzono armię polską pod dowództwem gen. Andersa, zgodnie z koncepcją sowiecką powstałą JUŻ w 1939 roku. (zgodnie z nią podjęto trud wyleczenia dobrze wyszkolonego oficera carskiej Rosji, zamiast zlikwidowania go wraz z innymi oficerami w Katyniu, Miednoje czy Charkowie)..."
Spodziewałem się znaleźć rozwinięcie tego tematu u Daviesa, lecz on woli się bawić w dość przypadkowe wspomnienia nieznanych ludzi. A ja, na podstawie Wikipedii zestawiam daty wiążące się z wyborem Andersa na dowódcę tworzonej armii:
"..Uczestnik I wojny światowej - jako porucznik dragonów dowodził szwadronem i został 3-krotnie ranny. W 1917 ukończył skrócony kurs Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu. Rewolucja lutowa 1917 i obalenie caratu zastały go w Rumunii, gdzie pełnił służbę jako szef sztabu 7. dywizji strzelców...
29 września (1939) w okolicach Sambora generał Anders został dwukrotnie postrzelony przez Ukraińców, po czym dostał się do niewoli sowieckiej.. ..Podczas 22 – miesięcznego pobytu w więzieniu był wielokrotnie przesłuchiwany i bezskutecznie namawiany.. do wstąpienia do Armii Czerwonej.."
W tym samym czasie, od połowy 1940 roku, mordowano tysiące polskich oficerów w Katyniu i innych obozach.
Nie znalazłem też opisu/analizy trójstronnych stosunków Anders – Sikorski - Sosnkowski niezwykle istotnych dla obiektywnego przedstawienia atmosfery, w której powstawała Armia.
I znowu się rozpisałem, lecz tym razem znalazłem świetne wyjście z sytuacji. Otóż „Jonasz” na LC wyraża stricte moją opinię, a różni nas jedynie drobny fakt, że on lubi Daviesa, a ja nie. „Jonasz” pisze:
„....Mój ulubiony historyk zawiódł mnie po raz pierwszy. A szkoda bo wziął się za fascynujący temat. Miał szanse stworzenia historii niemal sensacyjnej, ale niestety “góra urodziła mysz”. Książka wydaje się być napisana na kolanie. Historia jest traktowana powierzchownie. Brakuje głębszej analizy i szerokiego spojrzenia na kontrowersyjne wydarzenia. Autor uznał, ze relacje naocznych świadków i uczestników samej historii wzbogacą narrację. Niestety nie zachował proporcji. Tych relacji jest zbyt wiele, a większość z nich nie wnosi niczego.... ..Zresztą w podsumowaniu sam Autor przyznaje, ze zamiarem jego nie była naukowa monografia, lecz zaledwie szkic...”
Ujmę to lapidarnie: Davies odwalił chałturę!
Norman Davies (ur. 1939 ), brytyjski historyk walijskiego pochodzenia, który doktoryzował się w 1973 roku na UJ, tworzy dzieła podobające się polskim czytelnikom. Ja recenzowałem tylko "Boże Igrzysko' i dałem wyraz swojemu oburzeniu z powodu eksponowania opinii nieprzyjaznych Polsce, jak i faktów nie przynoszącej jej, czyli nam, splendoru.
Tym razem wziął się za armię Andersa. Niestety od pierwszych stron książka przybiera charakter gawędy o wszystkim do tego stopnia, że czytelnik zatraca poczucie spójności przeróżnych wspomnień z głównym tematem. Z potoku słów usiłuję wypisać stwierdzenia wiążące się jakoś z tytułowym szlakiem. Pierwszą jaskółką jest uwaga o nastawieniu Churchilla (s. 78 e-booka):
„..Churchill nie był miłośnikiem komunizmu. Wręcz przeciwnie, był zagorzałym antykomunistą. Podczas rewolucji październikowej nazwał bolszewików „przeklętymi prymitywnymi pawianami”... ..Od dawna zdawał sobie sprawę, że potęga wojskowa Niemiec może zostać powstrzymana jedynie wspólnym wysiłkiem Wschodu i Zachodu... ...W 1941 roku, po wyeliminowaniu Francji, jedyną nadzieją Wielkiej Brytanii było uzyskanie wsparcia Ameryki i Związku Sowieckiego oraz pomniejszych graczy, takich jak Polacy czy Wolna Francja. Nie było innej realnej alternatywy...”
W 1941 roku Churchill wie... A w 1939 - co wiedział? Szkoda, że Davies zamiast napisać o nastawieniu zachodnich mocarstw do Polski, w tym Churchilla, robi sobie jaja z polskiego czytelnika pisząc bez żadnych wyjaśnień (s. 25,8):
„... Dwa zachodnie państwa, Wielka Brytania i Francja, wypowiedziały Niemcom wojnę 3 września 1939 roku, żądając wycofania Wehrmachtu z Polski....”
W takiej sytuacji zmuszony jestem zmuszony sięgnąć do swojej recenzji „World War II. Chronicle by John S.D. Eisenhower” dostępnej na LC i moim blogu http://wgwg1943.blogspot.ca/search?q=World++War+II :
„..No i mamy ów 1939 rok. Łączą nas pakty o nieagresji, oba z 1934 r., z Rosją i Niemcami. W dniu 3 kwietnia Niemcy mają przygotowany plan ataku na Polskę, który wcielą w życie pierwszego września, a 28 kwietnia Hitler zrywa pakt z Polską, żądając jednocześnie Gdańska i „korytarza”. Drugiego czerwca Sowieci przystępują do stworzenia paktu o wzajemnej pomocy z Francją i Wielką Brytanią. Na przeszkodzie staje POLSKA, gdyż do sensownej realizacji porozumienia NIEZBĘDNE jest umieszczenie sowieckich oddziałów na naszym terytorium. Należy podkreślić, że to nie jest inicjatywa sowiecka, lecz OSOBISTE uwarunkowanie ze strony CHURCHILLA, który skrajnie negatywnie ocenia przygotowanie Polski do starcia z Niemcami (trafność jego oceny, niestety, szybko się potwierdziła). Marszałek Rydz-Śmigły oświadcza, że pozwolenie na przemarsz i pobyt Sowietów w Polsce byłoby błędem, gdyż Czerwona Armia raz wpuszczona, nigdy Polski nie opuści... ...W każdym razie POLSKA UNIEMOŻLIWIŁA ZAWARCIE PAKTU ANTYHITLEROWSKIEGO i.. ..pozostała sama, bo trudno poważnie traktować pakt z Wlk. Brytanią podpisany 25 sierpnia tj 2 dni po ratyfikacji paktu Mołotow-Ribbentrop. Czytamy bowiem (s. 56): „Ich (tj Francji i Wlk. Brytanii - mój przyp.) wojskowe dowództwa opracowały WAR PLAN w lecie 1939 r., w którym NIEUNIKNIONA zagłada Polski zostanie przez nich zaakceptowana”. Zreasumujmy:
WIELKA BRYTANIA I FRANCJA, PO UNIEMOŻLIWIENIU PRZEZ POLSKĘ ZAWARCIA SOJUSZU Z ZSRR, NIE ZAMIERZAŁY W NAJMNIEJSZYM STOPNIU INGEROWAĆ W SPRAWY POLSKI ...”
A więc wspomniane wyżej informacje Daviesa o przystąpieniu tych mocarstw do wojny w 1939 roku odbieram jako jakąś prowokację ze strony autora.
Davies bardzo zdawkowo opisuje okoliczności zawarcia paktu Sikorski – Majski, jak i objęcie dowództwa przez Andersa (s. 81):
„..NEGOCJACJE DOTYCZĄCE ZBLIŻENIA między Wielką Brytanią a Związkiem Sowieckim toczyły się równolegle do podobnych rozmów między ZSRS a Polską, pierwszym sojusznikiem Wielkiej Brytanii. Rozmowy między Sikorskim a sowieckim ambasadorem w Londynie, Iwanem Majskim, rozpoczęły się na początku lipca w Londynie... .. Kluczowym elementem tej ugody miało być wypuszczenie przez Sowietów więźniów, a w zamian za to polskie władze miały utworzyć z nich „polskie wojsko”. Armię zorganizowaliby i poprowadzili polscy wojskowi, ale walczyłaby ona na froncie wschodnim pod sowieckim dowództwem operacyjnym. 30 lipca Sikorski i Majski podpisali dokumenty...”
Ogłoszono amnestię dla Polaków uwięzionych w najprzeróżniejszych obozach, gułagach czy łagrach, a dowódcą Wojska Polskiego in statu nascendi został Anders, o którym Davies pisze (s. 85,3):
„....Dowódcą Armii Polskiej w ZSRS został generał Władysław Anders (1892–1970), oficer o wielkim harcie ducha i determinacji, który szczęśliwie uniknął losu towarzyszy broni zamordowanych w Katyniu. Mianowano go 4 sierpnia, jeszcze przed ogłoszeniem amnestii, a wybór padł na niego jako na człowieka nieposzlakowanej odwagi, ośmiokrotnie rannego w boju, nieskalanego bliskimi związkami z sanacją w przedwojennej Polsce, a przede wszystkim doskonale obeznanego z Rosją. Ćwierć wieku wcześniej służył jako kawalerzysta w jednym z elitarnych regimentów carskiej gwardii. Od października 1939 roku, kiedy dostał się do sowieckiej niewoli, siedział w kolejnych więzieniach, najpierw u Brygidek we Lwowie, a potem w Moskwie na Łubiance, która stanowiła siedzibę NKWD. Anders miał szczęście. W czerwcu 1941 roku, w celi na Łubiance, codziennie spodziewał się, że zostanie rozstrzelany. Ocaliła go Operacja Barbarossa. Gdy tylko Rosjanie zdali sobie sprawę z konieczności porozumienia z polskim rządem, dostrzegli w nim cenny atut. Zabrali go z celi, doprowadzili do porządku, dali dobrze zjeść i zakomunikowali, że będzie dowodził armią...”
Po pierwsze „Anders miał szczęście” brzmiałoby humorystycznie, gdyby nie było obrazoburcze. Po drugie - absolutnie mnie nie satysfakcjonuje taka wersja, gdyż nie wyjaśnia dlaczego Anders nie został rozstrzelany z innymi oficerami? W mojej recenzji „Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego znalazłem zdanie:
„...W koszmarnych warunkach tworzono armię polską pod dowództwem gen. Andersa, zgodnie z koncepcją sowiecką powstałą JUŻ w 1939 roku. (zgodnie z nią podjęto trud wyleczenia dobrze wyszkolonego oficera carskiej Rosji, zamiast zlikwidowania go wraz z innymi oficerami w Katyniu, Miednoje czy Charkowie)..."
Spodziewałem się znaleźć rozwinięcie tego tematu u Daviesa, lecz on woli się bawić w dość przypadkowe wspomnienia nieznanych ludzi. A ja, na podstawie Wikipedii zestawiam daty wiążące się z wyborem Andersa na dowódcę tworzonej armii:
"..Uczestnik I wojny światowej - jako porucznik dragonów dowodził szwadronem i został 3-krotnie ranny. W 1917 ukończył skrócony kurs Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu. Rewolucja lutowa 1917 i obalenie caratu zastały go w Rumunii, gdzie pełnił służbę jako szef sztabu 7. dywizji strzelców...
29 września (1939) w okolicach Sambora generał Anders został dwukrotnie postrzelony przez Ukraińców, po czym dostał się do niewoli sowieckiej.. ..Podczas 22 – miesięcznego pobytu w więzieniu był wielokrotnie przesłuchiwany i bezskutecznie namawiany.. do wstąpienia do Armii Czerwonej.."
W tym samym czasie, od połowy 1940 roku, mordowano tysiące polskich oficerów w Katyniu i innych obozach.
Nie znalazłem też opisu/analizy trójstronnych stosunków Anders – Sikorski - Sosnkowski niezwykle istotnych dla obiektywnego przedstawienia atmosfery, w której powstawała Armia.
I znowu się rozpisałem, lecz tym razem znalazłem świetne wyjście z sytuacji. Otóż „Jonasz” na LC wyraża stricte moją opinię, a różni nas jedynie drobny fakt, że on lubi Daviesa, a ja nie. „Jonasz” pisze:
„....Mój ulubiony historyk zawiódł mnie po raz pierwszy. A szkoda bo wziął się za fascynujący temat. Miał szanse stworzenia historii niemal sensacyjnej, ale niestety “góra urodziła mysz”. Książka wydaje się być napisana na kolanie. Historia jest traktowana powierzchownie. Brakuje głębszej analizy i szerokiego spojrzenia na kontrowersyjne wydarzenia. Autor uznał, ze relacje naocznych świadków i uczestników samej historii wzbogacą narrację. Niestety nie zachował proporcji. Tych relacji jest zbyt wiele, a większość z nich nie wnosi niczego.... ..Zresztą w podsumowaniu sam Autor przyznaje, ze zamiarem jego nie była naukowa monografia, lecz zaledwie szkic...”
Ujmę to lapidarnie: Davies odwalił chałturę!
Thursday, 29 September 2016
Andrzej MULARCZYK - "Każdy zyje jak umie"
Andrzej MULARCZYK - "Każdy żyje jak umie"
Stara gwardia nie rdzewieje. Andrzej Edward Mularczyk (ur. 1930) - polski pisarz, scenarzysta filmowy, autor reportaży, twórca słuchowisk radiowych. Skrótowo określmy omawianą książkę jako opowieść o prototypach Kargulów i Pawlaków. Ambaras w tym, że pisać mnie trudno bo chory jestem ze śmiechu.
Zacznijmy od cytatu nawiązującego do tytułu (s. 28):
„...ludzie są różni jak psi ogon. Są ludzie szmaciani, są i jedwabni, są ludzie – ptaki i ludzie – robaki, każdy żyje, jak umie...”
Kontynuację tematu mamy dalej (s. 47):
„..Ale w życiu tak już jest, że to, co pierwsze, nie będzie ostatnie i że wszystko, coś zdobył, to kiedyś utracisz, i przez to każdy żyje, jak umie...”
Z pierwszego spotkania z bohaterem tej opowieści, Mularczyk wspomina zdanie oddające trafnie tamtejszą mentalność (s. 7):
„ - Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie...”
Już w prologu autor zmusza mnie do śmiechu (s. 11):
„ - Ot, durna bździągwa! Mnie dusza omal że z zawiasa nie wyskoczy, a ona chce żeb' ja kabany futrował!...”
Parę stron dalej rżę ze sceny przypominającej mnie modlitwę z „Dnia świra” Koterskiego (s. 18):
„...klęczy Kasper i karze całej rodzinie powtarzać modlitwę, by Pan Bóg miał ich w opiece, a na ród Denderysów spuścił plagi egipskie, bo wszak zachłanny sąsiad gorszy jest od szarańczy...”
Z pierwszych 30 stron wynotowałem jeszcze pięć zabawnych sformułowań, lecz ich nie przytaczam, by nie psuć Państwu lektury. Podaję z całości parę przykładów, od przytoczenia których nie potrafiłem się powstrzymać. I tak np o problemie Pana Boga z Żydami (s. 44):
„...jeden Żyd na wsi to już jest pomyłka Pana Boga, a dużo Żydów to już jest kłopot i dla Żydów, i dla Tego, Który Jest, bo On nie lubi naprawiać swoich pomyłek. A dlaczego On nie lubi? Na nu, bo jakby On się przed wiernymi wytłumaczył z tego, że nie jest nieomylny..?”
Humorystyczny styl zachowany jest do ostatniej strony, lecz dominuje opowieść o człowieczeństwie i umiejętności koegzystencji przedstawicieli różnych narodów i różnych religii. A przede wszystkim o wzajemnej tolerancji, chęci zrozumienia i solidarności ludzkiej wobec poważnego zagrożenia. Głównym bohaterem i narratorem jest prototyp Pawlaka, który ostatni opuszcza rodzinną wieś roniąc łzy, lecz w finałowej scenie pojawia się uśmiech na jego i czytelnika licu, bo wagon z mieniem przesiedleńczym nasz „konus” każe odczepić w nieznanej okolicy, na widok znajomej krowy filmowego Kargula.
Na końcowych stronach autor znowu przypomina tytuł (s. 376):
„ - Ano, posłuchaj ty o tym, że każdy żyje, jak umie, ale każdy choć raz w życiu dostaje do potrzymania palec Pana Boga, co jemu drogę wskazuje. Jak przegapisz - tak z ciebie bezlitosny durak! A choćbyś ty wszystkie rozumy pozjadał, tak ty do końca nigdy nie wiesz, kto tobie to objawienie ogłosi..”
Np we wspomnianym epilogu - krowa!
Piękna opowieść poruszająca tematy kontrowersyjne, na temat których na ogół zioniemy nienawiścią i dlatego jest to lektura zalecana każdemu.
Stara gwardia nie rdzewieje. Andrzej Edward Mularczyk (ur. 1930) - polski pisarz, scenarzysta filmowy, autor reportaży, twórca słuchowisk radiowych. Skrótowo określmy omawianą książkę jako opowieść o prototypach Kargulów i Pawlaków. Ambaras w tym, że pisać mnie trudno bo chory jestem ze śmiechu.
Zacznijmy od cytatu nawiązującego do tytułu (s. 28):
„...ludzie są różni jak psi ogon. Są ludzie szmaciani, są i jedwabni, są ludzie – ptaki i ludzie – robaki, każdy żyje, jak umie...”
Kontynuację tematu mamy dalej (s. 47):
„..Ale w życiu tak już jest, że to, co pierwsze, nie będzie ostatnie i że wszystko, coś zdobył, to kiedyś utracisz, i przez to każdy żyje, jak umie...”
Z pierwszego spotkania z bohaterem tej opowieści, Mularczyk wspomina zdanie oddające trafnie tamtejszą mentalność (s. 7):
„ - Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie...”
Już w prologu autor zmusza mnie do śmiechu (s. 11):
„ - Ot, durna bździągwa! Mnie dusza omal że z zawiasa nie wyskoczy, a ona chce żeb' ja kabany futrował!...”
Parę stron dalej rżę ze sceny przypominającej mnie modlitwę z „Dnia świra” Koterskiego (s. 18):
„...klęczy Kasper i karze całej rodzinie powtarzać modlitwę, by Pan Bóg miał ich w opiece, a na ród Denderysów spuścił plagi egipskie, bo wszak zachłanny sąsiad gorszy jest od szarańczy...”
Z pierwszych 30 stron wynotowałem jeszcze pięć zabawnych sformułowań, lecz ich nie przytaczam, by nie psuć Państwu lektury. Podaję z całości parę przykładów, od przytoczenia których nie potrafiłem się powstrzymać. I tak np o problemie Pana Boga z Żydami (s. 44):
„...jeden Żyd na wsi to już jest pomyłka Pana Boga, a dużo Żydów to już jest kłopot i dla Żydów, i dla Tego, Który Jest, bo On nie lubi naprawiać swoich pomyłek. A dlaczego On nie lubi? Na nu, bo jakby On się przed wiernymi wytłumaczył z tego, że nie jest nieomylny..?”
Humorystyczny styl zachowany jest do ostatniej strony, lecz dominuje opowieść o człowieczeństwie i umiejętności koegzystencji przedstawicieli różnych narodów i różnych religii. A przede wszystkim o wzajemnej tolerancji, chęci zrozumienia i solidarności ludzkiej wobec poważnego zagrożenia. Głównym bohaterem i narratorem jest prototyp Pawlaka, który ostatni opuszcza rodzinną wieś roniąc łzy, lecz w finałowej scenie pojawia się uśmiech na jego i czytelnika licu, bo wagon z mieniem przesiedleńczym nasz „konus” każe odczepić w nieznanej okolicy, na widok znajomej krowy filmowego Kargula.
Na końcowych stronach autor znowu przypomina tytuł (s. 376):
„ - Ano, posłuchaj ty o tym, że każdy żyje, jak umie, ale każdy choć raz w życiu dostaje do potrzymania palec Pana Boga, co jemu drogę wskazuje. Jak przegapisz - tak z ciebie bezlitosny durak! A choćbyś ty wszystkie rozumy pozjadał, tak ty do końca nigdy nie wiesz, kto tobie to objawienie ogłosi..”
Np we wspomnianym epilogu - krowa!
Piękna opowieść poruszająca tematy kontrowersyjne, na temat których na ogół zioniemy nienawiścią i dlatego jest to lektura zalecana każdemu.
Wednesday, 28 September 2016
Piotr SCHMANDT - "Gdański depozyt"
Piotr SCHMANDT - "Gdański depozyt"
Piotr Schmandt (ur 1969) - absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, teologii ogólnej na ATK w Warszawie oraz Podyplomowego Sttudium Muzeologicznego na UJ. Kustosz w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Debiutował w 2005 roku. Ten niby kryminał jest z 2011. Na LC - średnia 5,65, to spróbuję ją obniżyć stawiając PAŁĘ, bo żaden element nie zasługuje na więcej. NIE POLECAM
PS Próba ironicznego przedstawienia polskiego patriotyzmu tez nieudana
Piotr Schmandt (ur 1969) - absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, teologii ogólnej na ATK w Warszawie oraz Podyplomowego Sttudium Muzeologicznego na UJ. Kustosz w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie. Debiutował w 2005 roku. Ten niby kryminał jest z 2011. Na LC - średnia 5,65, to spróbuję ją obniżyć stawiając PAŁĘ, bo żaden element nie zasługuje na więcej. NIE POLECAM
PS Próba ironicznego przedstawienia polskiego patriotyzmu tez nieudana
Tuesday, 27 September 2016
Mario Vargas Llosa - "Gawędziarz"
Mario Vargas Llosa - "Gawędziarz"
Ostatnio dałem 7 gwiazdek Vargasowi za "Marzenie Celta", to wobec poprzednich (6, 5, 2, 1) awans, więc gdy mnie wpadła w ręce następna jego książka, postanowiłem ten ewentualny awans sprawdzić. Vargas (ur. 1936) napisał "Gawędziarza" w 1987 roku. Skrót z Wikipedii:
"... Powieść opisujące amazońskie, wędrowne plemię Macziguengów. Autor opowiada o roli gawędziarzy w ich świecie, przedstawia ich opowieści, przeplatane historiami z życia narratora, który prowadzi nas po realiach peruwiańskiej przyjaźni i magicznego świata plemiennego. Powieść jest pełna elementów magicznych, rytuałów, legend, zjawisk nadprzyrodzonych.
Autor zrekonstruował losy swojego przyjaciela Saula Zuratasa, peruwiańskiego Żyda, który zafascynowany plemieniem Macziguengów, po zakończeniu studiów antropologicznych, w tajemnicy przed wszystkimi opuścił cywilizację, by zamieszkać wśród ludów plemiennych i stać się jednym z gawędziarzy. To także opowieść o życiu samego autora - programie telewizyjnym "Wieża Babel", studiach, wyprawach do dżungli, badaniach lingwistycznych...”
Niestety, żydostwo głównego bohatera (poza narratorem), które wraz z defektem twarzy miało powodować wykluczenie poza nawias „zdrowego” społeczeństwa jest wątpliwe, bo matka to „gojka”, a dokładnie (s. 14) „rodowita talarenka” z Talary. (Talara jest peruwiańskim miastem portowym leżącym nad Pacyfikiem w prowincji Talara w regionie Piura.). Przypominam, że "żydostwo" dziedziczy się (lub nie) po matce, bo inaczej praojciec Arabów - Izmael, syn Abrahama i niewolnicy egipskiej Hagar (p. Księga Rodzaju) byłby Żydem.
A pochodzenie Saula jest bardzo istotne dla całej konstrukcji książki, której głównym tematem jest mitologia, w szerokim tego słowa znaczeniu, amazońskiego plemienia Macziguengów. Ta mitologia jest przekazywana przez tytułowych gawędziarzy.
I tu największe moje rozczarowanie, bo od bardzo odległego mojego dzieciństwa jestem rozkochany w mitologii greckiej, a również z chęcią poznaję wszelkie mity i baśnie z całego świata, tymczasem ta zaprezentowana w książce, w dodatku obfita w trudne nazewnictwo, po prostu nie przypadła mnie do gustu.
Męczyłem się bardzo w trakcie lektury, parę razy się zdrzemnąłem, lecz doczytałem, znużony bo znużony, ale jednak do końca i postanowiłem dać aż 5 gwiazdek, aby nie drażnić innych czytelników, którym to się podobało.
Ostatnio dałem 7 gwiazdek Vargasowi za "Marzenie Celta", to wobec poprzednich (6, 5, 2, 1) awans, więc gdy mnie wpadła w ręce następna jego książka, postanowiłem ten ewentualny awans sprawdzić. Vargas (ur. 1936) napisał "Gawędziarza" w 1987 roku. Skrót z Wikipedii:
"... Powieść opisujące amazońskie, wędrowne plemię Macziguengów. Autor opowiada o roli gawędziarzy w ich świecie, przedstawia ich opowieści, przeplatane historiami z życia narratora, który prowadzi nas po realiach peruwiańskiej przyjaźni i magicznego świata plemiennego. Powieść jest pełna elementów magicznych, rytuałów, legend, zjawisk nadprzyrodzonych.
Autor zrekonstruował losy swojego przyjaciela Saula Zuratasa, peruwiańskiego Żyda, który zafascynowany plemieniem Macziguengów, po zakończeniu studiów antropologicznych, w tajemnicy przed wszystkimi opuścił cywilizację, by zamieszkać wśród ludów plemiennych i stać się jednym z gawędziarzy. To także opowieść o życiu samego autora - programie telewizyjnym "Wieża Babel", studiach, wyprawach do dżungli, badaniach lingwistycznych...”
Niestety, żydostwo głównego bohatera (poza narratorem), które wraz z defektem twarzy miało powodować wykluczenie poza nawias „zdrowego” społeczeństwa jest wątpliwe, bo matka to „gojka”, a dokładnie (s. 14) „rodowita talarenka” z Talary. (Talara jest peruwiańskim miastem portowym leżącym nad Pacyfikiem w prowincji Talara w regionie Piura.). Przypominam, że "żydostwo" dziedziczy się (lub nie) po matce, bo inaczej praojciec Arabów - Izmael, syn Abrahama i niewolnicy egipskiej Hagar (p. Księga Rodzaju) byłby Żydem.
A pochodzenie Saula jest bardzo istotne dla całej konstrukcji książki, której głównym tematem jest mitologia, w szerokim tego słowa znaczeniu, amazońskiego plemienia Macziguengów. Ta mitologia jest przekazywana przez tytułowych gawędziarzy.
I tu największe moje rozczarowanie, bo od bardzo odległego mojego dzieciństwa jestem rozkochany w mitologii greckiej, a również z chęcią poznaję wszelkie mity i baśnie z całego świata, tymczasem ta zaprezentowana w książce, w dodatku obfita w trudne nazewnictwo, po prostu nie przypadła mnie do gustu.
Męczyłem się bardzo w trakcie lektury, parę razy się zdrzemnąłem, lecz doczytałem, znużony bo znużony, ale jednak do końca i postanowiłem dać aż 5 gwiazdek, aby nie drażnić innych czytelników, którym to się podobało.
Subscribe to:
Posts (Atom)