Saturday, 18 January 2014

"OPĘTANI" - GOMBROWICZ




                  „OPĘTANI”   -    GOMBROWICZ

Drukował   ją  w  odcinkach,  w  dwóch  gazetach  jednocześnie,  w  1939 r,  pod  pseudonimem  Niewieski.  Jak  pisze  w posłowiu   D. Korwin-Piotrowska,  utwór  ten  „był  zlekceważony,  a  nawet  celowo  zapomniany  przez twórcę. Gombrowicz  bowiem  dopiero  w 1969 roku,  tj  po  trzydziestu  latach!, przyznał  się  niechętnie  do  napisania  „Opętanych”.              Przypomnijmy,  że  w  tym  samym  roku  umarł,  a  omawiana  książka  doczekała  sie  wydania  książkowego,  cztery  lata  po  jego  śmierci.  Nasuwa   się  pytanie,  czy  życzyłby  sobie  tego.  Podobne  pytanie  zadawałem  sobie  przy  publikacji  „Kronosa”,  którego  upublicznienie  przyniosło  tanią  sensację  wśród gawiedzi  i  w  rezultacie  jednoznaczne  skrzywienie  wizerunku  wielkiego  pisarza.  Argumenty,  że  każdy  szczegół  wzbogaca  sylwetkę, do  mnie  nie  przemawiają.

Jest  to  choroba  wydawców,  nazywana  przeze  mnie  „Martin  Eden  casus”,  przynosząca  im  zyski,  oparta  na  przekonaniu,  że  nawet  największa  „chała”  firmowana  szlachetnym  nazwiskiem  twórcy,  znajdzie  nabywców.  /Pamiętamy,  jakiego  zniesmaczenia  doznał  Martin  Eden,  gdy  po  zdobyciu  sławy,  wydawcy  płacili  niebotyczne  honoraria  za  jakikolwiek  bezwartościowy  jego  tekst,  którego  uprzednio  nie  chcieli  w ogole  drukować/.  Ostatnio  doznałem  tego  uczucia  czytając  młodzieńcze  utwory  Lema,  lecz  przede  wszystkim  trzy  nieudane,  nie  wnoszące  niczego  nowego,  książeczki  ks. J.M. Bochenskiego /”Szkice  o  nacjonalizmie  i  katolicyzmie  polskim”,”Polski  testament..”,”Patriotyzm,  męstwo,  prawosc  żołnierska’/.  Wypada  tu  wspomnieć  o  J.Hellerze,  do  ktorego  dorobku  wydawca  dopisał  tytuły  „Paragraf 22bis”  oraz „Paragraf 23”.

Autorka  posłowia  szeroko  opisuje  spór  miedzy  Janion, a  Jarzębskim  o  „powieść  gotycką”  w  kontekście  „Opętanych”.  Laikom  wyjaśniam:  gotycka =  grozy.  No  cóż,  dwoje,  najwyższej  klasy,  intelektualistów,  moja  „guru”  prof.  Maria  Janion  oraz  ulubiony  przeze  mnie  krytyk,  prof.  Jerzy  Jastrzębski  mogą  prowadzić  polemikę  na  dowolny  temat,  a  ona  będzie,  i  tak,  zawsze  fascynująca.  Natomiast   aktualny  temat  oceny,  to  tak,  jakby  intelekt  Słomczyńskiego, tłumacza  „Ulissesa”,  oceniać  na  podstawie  kryminałów  Joe  Alexa;  notabene  świetnych.

No  i  właśnie,  tu,  w  „Opętanych”  widzimy  talent  Gombrowicza,  jego  umiejętność  zawiązywania  intryg,  skondensowanego  kreślenia   osobowości,  a  przede  wszystkim  zwycięską  walkę  o  formę,   lecz  brak  „głębi”,  do  której  przywykliśmy  czytając  inne  utwory.  Do  tego  banalne  rozwiązanie  nie  może  usatysfakcjonować  czytelnika,  który  emocjonalnie  zaangażował  się  w  akcję  i  zaniedbując  obowiązki  domowe  połykał  książkę  jednym  tchem.  Na  usprawiedliwienie  zaznaczmy,  że  ostatni  odcinek   ukazał  się  trzeciego  dnia  II w.św. 

Jarzębski,  w  nocie  wydawcy,  b. ciekawie  napisał  o  genezie  powieści:  „Gombrowicz  obserwował  z  pewnego  rodzaju  podziwem  i  zazdrością,  jak  łatwo  bywalcy  salonów  Mostowicza  zdobywali  czytelników,  produkując  literackie  dekokty  łatwo  uderzające  do  głowy  nieomal  wszystkim  -  kucharkom  i  paniom  domu,  portierom  i  przemysłowcom.  Było  to  swoiste  wyzwanie  dla  autora  o  silnym  poczuciu  własnej  wartości.  – Jak to?  Czy  ja  -  ponoć  „lepszy” – nie  potrafię  czegoś  takiego  napisać?..”


I  tak  Gombrowicz  podjął  wyzwanie,  i  napisał  powieść  pod  tandetny  gust  czytelników  „Kuriera  Czerwonego”,  a,  że  odniósł  sukces  w  szerszych  kręgach,  to  już  nie  jego  wina.  Sukces  tym  znaczniejszy,  że  publikował  pod  pseudonimem.  Reasumując  książkę  gorąco  polecam,  ale  tylko  dla  rozrywki.