Wednesday, 8 January 2014

LEKTURY ZBĘDNE




       


                  LEKTURY        ZBĘDNE

1.  8.01.2014     Herman  HESSE  „Odnowiciel  świata”.  Zbiór  opowiadań; PIW 2006, tlum. Tarnas
Tylko  okładka  zasługuje  na  uwagę,  bo  twarda,  lecz  i  tak  popsuta  landszaftem  Hessego  i  bzdurną  notatką  wydawcy,  bez  pokrycia  w  treści.  Tłumacz  też  się  nie  przyłożył,  z  czego  wyszła  pokrętna  stylistyka.  Potwierdza  się  reguła,  że  większość  pisarzy  stać  tylko  na  jedną  udaną  książkę  /w  tym  przypadku  „Gra  szklanych  paciorków/

2. 10.01.2014    Joseph   HELLER  „Ostatni  Rozdział,  czyli  Paragraf  22 bis”  Wyd.Albatros 2004, tlum.A.Szulc.  Wydawca  oszukał  mnie  /pewnie  nie  tylko  mnie/  zmieniając  oryginalny  tytuł  „Closing  Time”;  przez  co,  sugerując  się  nawiązaniem  do  słynnego  „Paragrafu  22”,  zmarnowałem  sporo  mego  cennego  czasu /mam 71 lat/.  Początkowo  byłem  skłonny  winić  tłumacza  za  „sknocenie”  książki,  lecz  dalsza  lektura  uświadomiła  mnie  nieporadność  autora.  Chyba  trochę  podświadomość  kieruje  nim,  gdy  jednego  z  bohaterów  nazywa  Vonnegutem,  z  którym  notabene  się   przyjażnił,   bowiem  powieści Kurta  Vonneguta  pełne  dziwacznych  postaci,  groteskowych  czy  też  onirycznych, mogłyby  być  wzorem  w  tworzeniu  postaci  jego  książki.  Ponadto  Kurt  Vonnegut  przeżył,   jako  jeniec  niemiecki,  bombardowanie  Drezna  opisane  w   „Rzeżni  numer  pięć”,  do  którego  autor  nawiązuje.  Inny  żołnierz  Szwejk,  snujący   plany  w  Neapolu,  o  hodowli  psów  w  Ameryce,  przypomina  nam  geniusz  humorystyczny  Haska,  który  przydałby  się  autorowi.  Jednym  slowem  chała  czyli  knot.  /Oczywiście  to  nie  ma  nic  wspólnego  z  ocena  „dzieła   życia”  Hellera  pt  „Paragraf 22”/

3.  18.01.2014  Paul  AUSTER   "Noc  wyroczni".  Niestety,  niewypał.  A  szkoda,  bo  to  autor  nie  tylko  "Trylogii  nowojorskiej",  lecz  również  mojego  ukochanego  "Timbukte".  No  cóż,  każdemu  pisarzowi  się  zdarza;  nie  do  wybaczenia  natomiast  jest  postępowanie  wydawnictw.  Toć  to  zwykłe  żerowanie  na  zaufaniu  czytelnika  /pisałem  o  tym  ostatnio  w  opinii  na  temat  "Opętanych"  Gombrowicza.
Wracajmy  do  książki:  zawiodła  i  forma,  i  treść.  Równoległa  akcja  w  przypisach  utrudnia  odbiór  i  jest  niczym  nie  uzasadniona,  a  nadmiar  pisarzy  piszących  o  pisarzach,   którzy  piszą o......      przyczynia  się  tylko  do  bólu  głowy.  Ponadto  hasło:  "jak  przypadek  może  zmienić  nasze  życie"  już  przerabialiśmy.

4,  22.01.2014   Jose  SARAMAGO   Miasto  ślepców”.  Żeby  autor  arcydzieła  „Baltazar i  Blimunda”  zasłużył  na  skrajnie  negatywną  ocenę,  to  musiał  wykazać  się  wielką  determinacją.  I  się  wykazał.  Począwszy  od  wątpliwego  pomysłu /niby  metaforycznego/,  poprzez  obsceniczną  realizację,  po  „kojące/ serca”  zakończenie   -   wszystko   jest  nieudane.  Tytłanie  się  w  odchodach  nie  jest  ulubionym  wątkiem  moich  lektur.  Dodatkowo  niezrozumiała  dla  mnie  jest  postać  jedynej  widzącej  -  żony  lekarza.
Natomiast  jestem  pełen  uznania  dla  uczestników  portalu  „Lubimy  czytać”,  mających  odwagę  przedstawić  swoją  negatywną  ocenę.  Na  pierwszych  13  str.  „Opinii”  znależli  się:  „Kasztan”,  „Karolina”,  „Kanarcia   , „Sebastian”  i „Maciey”, 
  
5.  16.03.2014    Kurt  VONNEGUT  -  Losy  gorsze  od  śmierci”

KRÓL   JEST   NAGI !!  Mało  tego,  objawia  się  jako  zarozumiały  bufon,  który  NIE  MA  ABSOLUTNIE  NIC  DO  POWIEDZENIA.   Raczy  czytelnika  odgrzewanymi  okolicznościowymi  przemówieniami,  wspomnieniami  z  kim  był  na  kolacji,  a  kogo  spotkał  w  operze,  na  koncercie  lub  wycieczce  /inne  możliwosci  wg  własnego  gustu  - uzupełnić/.  Szafuje  nazwiskami,  by  podkreślić   swoją  ważność.  Nie  ma  żadnych  zahamowań  w  opluwaniu  własnej  matki-wariatki,  ani  w  ujawnianiu  pobytów  syna  w  psychiatryku.  Aby  ujrzeć  pró
bkę  jego  odkrywczego  talentu,  proszę  spojrzeć  na  początek  rozdziału  6 /str.55/:

Ciekawostki: Aldous  Huxley  umarł  tego  samego  dnia,  co  John F.Kennedy.  Louis-Ferdinand  Celine  umarł  w  dwa  dni  po  Ernescie  Hemingwayu.  Requiem  to  msza  za  zmarłych,  śpiewana  zwykle  po  łacinie...”

To  nie  ciekawostki,  to  mówiac  po  poznańsku  „pierdoły”. W  kontynuowanym   tekście  nie  wraca  już  do  wymienionych  nazwisk,  natomiast  faszeruje  nas,  na  NIECAŁYCH  CZTERECH  STRONACH:   Collinsem,  Domingo,  Granem, Caseyem,  Barbarą  Wagner, Twainem, Webberem,  żoną  Jill, Eliotem, Marquisem, żoną  Waltera Vonneguta, Miles-Kingstonem, Brightman oraz  siostrą  Alice.  Jest  to  bez  znaczenia,  kto  kim  jest;  ważne  rzucać  nazwiskami.    

Co  do  dat  śmierci,  ja  jestem  lepszy:  w  tym  samym  1953  roku,  w  wieku  73  lat  zmarł  Józef  Stalin,  Kornel  Makuszyński  i  moja  babcia  Kalbarczykowa.  Ot  co!

I  tak  zabrakło  mu  tchu,  by  wywiązać  sie  z  umowy  z  wydawcą,  więc  ostatnie  30  stron  tytułuje  dodatkiem  i  wciska  tam  najprzeróżniejsze  dyrdymały,  byle  wypełnić  limit.  Przez  przypadek  trafia  tam  tekst  Karela  CAPKA  „O  LITERATURZE”,  jedyny  wartościowy  w  całej  książce.

A  propos: w  redakcyjnym  opisie  tej  książki  słowa  „GENIUSZ  VONNEGUTA”  są  nadużyciem  n  

6. Michel  HOUELLEBECQ   -  “Poszerzenie  pola  walki”

Michel  Thomas,  ur.  w  1956 r.  w  Algerii,  z  wyksztacenia  agronom,  przyjmuje  świadomie  pseudonim  literacki  trudny  do  wymówienia,  a  jeszcze  trudniejszy  do  napisania,  rzekomo  po  prababce.  I  już  to  jest  pierwszym  sygnałem,  że  mamy  do  czynienia  z  totalną  „ściemą”.  Pracuje  podobno  jako  informatyk  i  pisze  wiersze,  lecz  nie  zdobywa  uznania.  Wreszcie  w  wieku  38  lat  wykombinował:  napisać  opowiadanie  populistyczne,  opisujące:

„..pustkę  i  miałkość  pozbawionego  wartości  świata,  koszmar  samotności,  zanik  życia  duchowego,  seks  jako  towar...”    /z  okładki/

I  miał  rację.  KADZENIE  pokoleniu  sfrustrowanych  trzydziestolatków,  zmęczonych  „wyścigiem  szczurów”,  którzy  na  mecie  etapu  oznaczonego  liczbą  30  są  bardziej  „loserami”  niż  „winnerami”,  mało  tego,  wiedzą,  że  dalsze  etapy  będą  tylko  konsekwencją  lokaty  na  tym,  musi  przynieść  poklask.  „Loserzy”  wyczekiwali  na  to,  na  kogoś  kto  im  powie:

wy  jesteście  cool,  jeno  świat  jest  okropny

Teraz   czują  się  usprawiedliwieni  i  będzie  im  lepiej  się  żyło  we   własnym  smrodku.  No  cóż,  mieliśmy  Sartre’a,  mieliśmy  hippies,  teraz  mamy  nieudaczników  HOUELLEBECQA.  Więcej  z  tym  dziwacznym  pseudonimem  męczyć  się  nie  będę,  tym  bardziej,  że  do  Sartre’a  mu  bardzo  daleko,  rzekłbym  -  odległość  kosmiczna.

Przypomnę,  że  krytycy  literaccy  za-„label”-owali  nowele  tego  pana  jako  „vulgar”,  „pamphlet  literature”   i  „pornography”,  a  w  dalszej  pogoni  za  popularnością,  został  był  oskarżony  o  „obscenity”,  „racism”,  „misogony”  i  „islamophoby”.

Reasumując,  książka  nic  nie  warta,  w  czasie  lektury  której  czytelnik  stara  się  zrozumieć,  dlaczego  bohater  się  nie  powiesi,  lecz  nie  może  zrozumieć,  bo  bohater  powinien  się  powiesić  nim  został  bohaterem,  uprzednio  zabijając  tasakiem  swego  pomysłodawcę.