Wednesday, 3 November 2021

Bernhard SCHLINK - „Olga”

 Schlink  to  autor  jednej  dobrej  książki,  której  popularności  pomógł  film  z   Kate Winslet, David Kross i Ralph Fiennes w rolach głównych. Gwoli  ścisłości  dodam,  że  chodzi  o  „Lektora”,  który  na  LC  ma  7.2 (5377 ocen i 465 opinii) ,     a  ode  mnie  dostał  5/10.   Recenzowałem  jeszcze  jego  „Kobietę  na  schodach”  z  podobnym  wynikiem.  Omawiana  obecnie  „Olga”  ma  na  LC  6.51 (105 ocen i 32 opinie),   ode  mnie   maksimum  4/10,  a   zamiast  recenzji  cytuję   recenzję  na  LC  oznaczoną  godłem  Ola;

Nie doczytałam tej książki. …        …. "Olga" zaskoczyła mnie swoją przewidywalnością i przeciętnością. Czytałam, i czytałam i miałam wrażenie, że ta książka jest pusta, banalna, przewidywalna. …         …. Moje poczucie czytania czegoś bezwartościowego kazało mi "Olgę" odłożyć. Szkoda mi czasu na takie lektury, jak tyle innych, przyciągających mnie książek czeka w kolejce. Poległam.” 

Tak  więc,  po  trzech   książkach  tego  autora,  które  oceniłem  5, 5, 4,  nie  zostanę  jego  fanem

Tuesday, 2 November 2021

Vigdis Hjorth – „Song nauczycielki”

 W przeciwieństwie  do  innych   recenzentów  nic   jej  nie  czytałem,  nawet  często  przywoływanego  „Spadku”,  więc  moje  spojrzenie  jest  niewinne,  można  rzec dziewicze.  Na  LC  7.17 (60 ocen i 16 opinii).   Powiem  krótko:  niewątpliwie  książka  jest   ciekawa,  autorka  inteligentna,  choć   dla  większości  z  nas,  borykających  się  z   problemami  egzystencjalnymi, trudno  przyswajalna,  bo  akcja  rozgrywa  się  w  społeczeństwie  bogatym,   a  polskiemu  czytelnikowi  nasuwa  się  pytanie:  „Czy  autorka (bądź  bohaterka)  nie  ma  większych  zmartwień?”

Mój  ulubiony  krytyk  Jarosław  CZECHOWICZ    pisze:   http://krytycznymokiem.blogspot.com/2020/03/song-nauczycielki-vigdis-hjorth.html

 

„…. Lotte jest doskonałą obywatelką doskonale uporządkowanego kraju. Czytając „Song nauczycielki”, będziemy świadkami odsłaniania wszelkich niedoskonałości. Tych związanych z norweskością, ale także bardzo symbolicznych. To bowiem powieść o kwestii perspektywy. Opowiada, co może się wydarzyć, jeśli ktoś zechce się nam przyjrzeć innymi oczyma, zaprezentować nasze życie i poczynania z dystansu, na jaki nigdy nas nie stać.

Hjorth prowadzi nas przez codzienne życie Lotte Bøk w taki sposób, że odsłaniane są nam najbardziej intymne elementy tego życia. Przy tym wszystkim narracja jest stale surowa, zdystansowana. Bohaterka jest całkowicie poświęcona pracy. Wykłada, usiłuje zainteresować studentów pozornie archaicznymi tematami, zależy jej na przeniesieniu omawianych dramatów do codziennego życia. W wolnych chwilach ucieka do lasu, znajduje sobie bezpieczną przestrzeń innej aktywności, zwiększa dystans wobec ludzi, buduje sobie życie pełne rytuałów. Codziennie w drodze do pracy wypić cappuccino z mlekiem sojowym. Nie siorbać, pijąc smoothie przez rurkę. Nie lizać lodów na patyku. Zaprosić do swojego domu obcego człowieka dopiero wówczas, gdy przekona samą siebie, iż jest to absolutnie bezpieczne.

 

Tym obcym jest Tage Bast. Student, który kręci materiał filmowy. W ramach projektu chce przyjrzeć się związkom życia zawodowego z osobistym. Lotte zgadza się, by ją nagrywał. I kiedy myśli się, że zaraz będzie mieć miejsce romans rujnujący tę powieść, pojawia się przyjemne zaskoczenie, bo od momentu spotkania się tej dwójki nic w tej książce nie będzie oczywiste i jednoznaczne. Student nie wydaje się inwazyjny, ale narzędzie jego pracy już tak. Pojawiają się napięcia związane z czymś, czego Lotte do tej pory nie doświadczała. Życie w obiektywie zaczyna mieć inny kształt albo bohaterka chciałaby ten kształt zmienić, polepszyć. Kamera deprymuje Lotte. Okazuje się, że przy jej udziale bohaterka po raz pierwszy doprowadzi do pewnego rodzaju konfrontacji ze sobą. To będzie dynamiczny i dramatyczny proces. Oko kamery nie tylko spowoduje, że pewna siebie i swojej wartości jako nauczycielki Lotte zacznie widzieć pewne elementy codziennego życia inaczej. Ono zmusi ją, by przedefiniowała samą siebie. Przede wszystkim uporządkowany sens życia, w który tak doskonale wrosła, bo Norwegia jak mało które państwo na świecie pozwala bezpiecznie zakorzenić się w strefie własnego komfortu.

 

Vigdis Hjorth opowie o tym, co się dzieje, kiedy ta strefa zostaje naruszona. Doskonale pokazuje to poprzez codzienne czynności, które przestają być rytualne, rozpadają się, Lotte ma wrażenie niepanowania nad codziennością, wkrada się do jej duszy także kilka rodzajów niepewności. Można oczywiście chwilami odnieść wrażenie, że bohaterka hamletyzuje, ale całość – opisywana bardzo metodycznie, bez emocji – świata przedstawionego tej książki robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza gdy orientujemy się, że jest to bardzo inteligentna opowieść o demaskacji, ale także skierowana do wewnątrz bohaterki opowieść o rozliczeniu z tym, co znaczy być dobrym i prawym człowiekiem.

 

Ciekawe są relacje bohaterki ze studentami. Między nimi a nią Brecht. Przesłania i symbole, które nie mogą być odczytane zgodnie z tym, czego oczekuje prowadząca zajęcia. W tej intrygującej interpretacji twórczości Brechta kryje się wciąż na nowo zadawane pytanie o to, gdzie leży granica między wytworzonym przez twórcę uczuciem czy emocją a tym, co przeżywa się na co dzień, doświadcza intensywnie i z pewną dozą niepewności, gdy każde doświadczenie jest gotowe nas zmienić. Czy „Song nauczycielki” to powieść o przemianie? W pewnym stopniu tak, ale chyba bardziej jest to zbiór fantazji o tym, w jaki sposób zabezpieczamy się przed światem, dopasowując się do niego na wygodnych dla nas zasadach. Dobry oraz uporządkowany kraj jak Norwegia pozwala wieść dobre i uporządkowane życie. Co jednak z nierównościami, krzywdą, z tym wszystkim pokazującym mroczne odbicie świata? Czy można w tym naprawdę uczestniczyć, kiedy tkwi się w codzienności stworzonej niczym bańka mydlana?

 

Hjorth fantazjuje o sferze złudzeń, dzięki którym możemy naprawdę poczuć się dobrze. O tym, że czasem nie my dopasowujemy się do świata, lecz on – dzięki szaleńczej pracy naszej wyobraźni – dopasowuje się do nas. Ta książka zwraca uwagę na to, jak wiele energii możemy poświęcić tworzeniu wspomnianych złudzeń. Jak bardzo sprytna, a jednocześnie niesamowicie krucha jest taka myślowa konstrukcja. Ta książka świetnie pokazuje, że cały uporządkowany świat może ujawnić swoje niepewne fundamenty, kiedy pojawi się niespodziewana okoliczność. Tutaj jest nią ujrzenie siebie w taki sposób, w jaki nigdy nie można byłoby się ujrzeć. To też interesująca historia o tym, co to znaczy zmieniać świat. Najwygodniej robić to bez obciążenia samego siebie, bez jakiegokolwiek dyskomfortu. Norweska pisarka pyta również o to, za co w życiu powinniśmy wziąć pełną odpowiedzialność. Studenci Lotte wydają się bierni i niegotowi na żaden rodzaj odpowiedzialności. Ona sama przyjmuje na siebie bardzo wiele, ale czy tak naprawdę nie tkwi w pewnej hipokryzji? Podoba mi się to, że „Song nauczycielki” bardzo powoli, ale konsekwentnie odsłania kolejne dylematy bohaterki, dając jej coraz mniej przestrzeni i powietrza. Jakby pięknie uporządkowany świat miał runąć. Ale tu nie o to chodzi. Chodzi o zmianę perspektywy życia poprzez to, kim się jest w tym życiu. Hjorth jest bezkompromisowa i nie oszczędza Lotte. Ale dzięki temu sugestywnie opowiada o tym, że potrzebą człowieka jest pewność siebie, a rzeczywistością wokół niego ciągła wątpliwość i konieczność zadawania trudnych pytań. Dlatego ta książka, nie oddziałująca aż tak silnie jak „Spadek”, to kolejny dowód pisarskiej inteligencji Vigdis Hjorth, a także jej umiejętności odsłaniania tego, co niewygodne, i prezentowanie tych odsłon bez nadmiernej emocjonalności. Naprawdę dobra książka.”

 

Podzielam  opinię  Czechowicza  i  zamierzam  przeczytać  „Spadek”,  a   tej  książce  daję  8/10

 


Monday, 1 November 2021

Sławomir KOPER - „Nieznane losy autorów lektur szkolnych” „Wstydliwe tajemnice mistrzów pióra”

 Koper  ma  na  LC  96  pozycji,  4899 czytelników  i  191  fanów,  co  mnie  cieszy  bo  daje  zaledwie  2  fanów  na  książkę.  Redakcja  LC   wystawia  laurkę  autorowi  posługując  się  jak   on  półprawdą  czy  też   oceniając  jego  metody  jednostronnie:

„…W swoich książkach stara się pokazać historię „z ludzką twarzą”; ważne osobistości w dziejach naszego kraju w życiu codziennym, nie unikając drażliwych tematów. Wychodząc z założenia, że życie prywatne, z jego wszystkimi składnikami jest ważną częścią biografii każdego człowieka, porusza tematy z reguły pomijane przez innych badaczy.
A polityk czy artysta ukazany „w szlafroku i kapciach” zyskuje tylko na autentyczności. Nic tak bowiem nie fałszuje obrazu jak tworzenie posągowych postaci, pozbawionych uczuć, wad czy zwykłych ludzkich słabości..”

Redakcja  jest  w  błędzie,  a  ostatnie  cytowane  zdanie  winno  brzmieć:

„..Nic tak bowiem nie fałszuje obrazu jak eksponowanie  przywar i  tanich  sensacyjek,  szczególnie  szkodliwych   dla  czytelników  słabo  znających  zasługi  omawianej  postaci..”

I  dlatego  KOPER  SZKODNIKIEM  JEST,   kształtując  negatywny  obraz  w  głowach  słabo  zorientowanych  czytelników.  Gwoli  ścisłości  przyznaję,  że   KOPER  pisze  świetnie,  lecz  jest  to  lektura  WYŁĄCZNIE   dla    DOJRZAŁYCH  CZYTELNIKÓW.  Dla   tych,  którzy   nie  znają  dokładnie   omawianego  tematu  jest  SZKODLIWA,  bo   kreuje   w  ich  mózgach   uproszczony,  wybiórczy,  negatywny  obraz   omawianej  postaci.

I  dlatego  dostaje  ode  mnie  czwartą  PAŁĘ,   a   czytelników  odsyłam  do  moich   recenzji  na  https://wgwg1943.blogspot.com/search?q=KOPER    z  których  cytuję   istotny  fragment:

„…na  LC  Koper  ma  166fanów  i  3794  czytelników,  a  Przybyszewski  odpowiednio  52   i  976.    Nasuwa  się  uproszczony  wniosek,  że  ¾  czytelników  Kopera,  niewiele  wie  o  Przybyszewskim    oraz,że    JEDYNYM  dla  nich  źródłem  informacji  o  „genialne  Pole”  jest   Koper.  Jeszcze  idąc  za  ciosem,  kto  z  szerokiej  rzeszy  odbiorców  Kopera  czytał  Irzykowskiego,  Brzozowskiego,  Chwistka  czy  nawet  Witkacego Ergo:  Koper  będąc   JEDYNYM   kreatorem  wizerunku  postaci,  odpowiada  za  jednostronną   nadmierną  ekspozycję   wad  i   zakodowanie   w  umyśle  czytelnika  negatywnego  wizerunku…”

 

 

Sunday, 31 October 2021

Walter TEVIS - "Gambit królowej"

 Znowu  spóźniony  jestem  bo  na  LC  widzę  7,59 (3042  ocen  i 523 opinie),  choć  tym  razem  jestem  innego  zdania  niż  prawie  wszyscy,  a  podzielam  w  100%  głos  Anny G-P,   która  pisze;

Nic specjalnego. Porzuciłam po 140 stronach. Jest tyle lepszych książek, ze szkoda mi było tracić czas na tę.”

Zgadzam  się  również  z  jej  oceną  - 4/10,  a    abym  został  zrozumiany  dodaję,  że  oglądałem  wcześniej  nudnawy,   amerykańsko-ckliwy   serial  na  Netflix ,   a  miłośnikiem  szachów  jestem  od  70 lat. 

Gwoli  ścisłości   podaję,  że   tego  autora  ‘Bilardzista’ drukowana  była  w  „PRZEKROJU”  60  parę   lat  temu  a  jej  bohater  Eddie  Felson  był  jakiś  czas  moim  idolem   

Saturday, 30 October 2021

Jakub MAŁECKI - „Saturnin”

 Jakuba  Małeckiego  recenzowałem  dwie  książki  dając: 8 i  10  („Dygot”  i  „Rdza”)  a  uwagi  tam  poczynione  pozostają  aktualne.

„..Życie to krótki czas pomiędzy jedną a drugą szarością, który każdy próbuje nasycić znaczeniem, bo im bliżej drugiej szarości, tym trudniej się pogodzić z tego znaczenia dudniącym brakiem..”

ANNA-MARIA   z  LC   rozpoczyna  swoją  ciekawą  recenzję  słowami:

Bezdyskusyjne arcydzieło z rodzaju tych intymnych, których siła bierze się nie z patosu, czy wielkich tematów, ale szczerości, prostoty i mistrzostwa w malowaniu ludzkich portretów…”

I   ma  rację,  a  ja  jestem  znowu  spóźniony,  bo  na   LC   widzę    7.61 (2923 ocen i 507 opinii),   więc   tylko  oznajmiam,  że  nie  mogłem  od  tej  opowieści  się  oderwać  i   przeczytałem    jednym  tchem,  gratulując  sobie,  że  w  poprzednich  recenzjach  jego  książek  postawiłem  na  właściwego  konia.    Panie  Jakubie,  duże  brawa  10/10

Friday, 29 October 2021

HARUKI MURAKAMI - „Pierwsza osoba liczby pojedynczej”

Przegapiłem,  bo  na  LC  ma   już  6.67 (709 ocen i 193 opinie),  więc  przechodzę  szybko  do  notek  na  temat  ośmiu  opowiadań  zawartych  w  tym  zbiorku.   Jeszcze  dodam,  że  recenzowałem  ponad  10  jego  książek,  a   najwyższą  ocenę  obok  genialnej  „Kroniki  ptaka  nakrętacza”,  dałem  2  innym, a  czterem  -  9.

„Do  kamiennej  poduszki” -   „– Zakochanie się w kimś przypomina chorobę psychiczną, której  nie pokrywa ubezpieczenie”.    Szczęśliwie  nie  było  ‘zakochania’,  a  gorąca  noc  z  koleżanką  z  pracy  uwieńczona  lekturą   jej  poezji,  której  tomik   otrzymał    po  jakimś  czasie.   Czy   pamiętałby  po  latach   dziewczynę  i  upojną  noc,   bez  tego  tomiku?  Chyba  nie,  bo  to  poezja   nadała  tej  nocy  sens  i   nadzwyczajność.  Wybiórczość  wspomnień.

„Śmietanka” -  „…osiągnięcie czegoś trudnego przy dużym nakładzie czasu i wysiłku to właśnie śmietanka życia…       …..– Czasami mają miejsce takie niewyjaśnione, nielogiczne wydarzenia, którymi jesteśmy głęboko poruszeni. Wtedy chyba najlepiej o niczym nie myśleć, niczego nie rozważać, tylko po prostu zamknąć oczy i przeczekać. Tak jak kiedy przepływa się pod wielką falą….   …Po to masz rozum, żeby zastanawiać się nad trudnymi kwestiami. Żeby jakoś pojąć to, co niezrozumiałe. Oto właśnie śmietanka życia. Cała reszta jest nudna i do niczego…”.   Przykro  mnie,  lecz  nie  potrafię  zachwycać   się   domorosłymi  truizmami.

„Charlie Parker Plays Bossa Nova” -  Wikipedia:  „..Charles Christopher Parker Jr.ps. Bird (ur. 29 sierpnia 1920 w Kansas City, zm. 12 marca 1955 w Nowym Jorku) – amerykański saksofonista i kompozytor jazzowy, który wywarł znaczący wpływ na jazz. Uważany za ojca bebopu…”.  Piękne  i  mądre.  „..Bo miewamy często głupie sny, ale potem się budzimy i...”  -  śpiewał  Wojtek  Młynarski.  A  sen  pozostaje  intymną  tajemnicą,  bo  i  tak  nikt  w  niego  nie  uwierzy.

„With  the  Beatles”  -  „..W procesie starzenia dziwny wydaje mi się nie fakt, że sam się starzeję. Dziwi mnie raczej to, że moi rówieśnicy tak się zestarzeli… A szczególnie, że dziewczyny z mego otoczenia, które były takie piękne i pełne życia, są teraz starszymi paniami i mają po dwoje albo troje wnucząt. Za każdym razem mnie to zaskakuje, a czasem nawet ogarnia mnie smutek. Choć nigdy nie smuci mnie fakt, że sam się zestarzałem.      Myśl, że dawne dziewczyny zrobiły się stare, wprawia mnie w przygnębienie, bo   uzmysławia mi, że moje marzenia z młodych lat straciły już moc. Śmierć marzeń jest w pewnym sensie smutniejsza niż śmierć żywej istoty. Czasami nawet wydaje mi się to bardzo niesprawiedliwe…”.    TO  STRASZNA  PRAWDA,   PRZETO  UNIKAJMY   ZNAJOMYCH  KOBIET  W  MŁODOŚCI    I    KONFRONTACJI  WŁASNYCH  WSPOMNIEŃ.

„Wiersze zebrane  o drużynie Yakult Swallows” -  wspomnienia  autora  z  kibicowania  słabej  drużynie  baseballowej   ozdobione   wierszami  na  jej  temat.  Nie  trafia  do  mnie  ani  proza,  ani   te  wierszyki.  SŁABIUTKIE

„Karnawał” -  „. Każda piękna kobieta ukrywa gdzieś coś brzydkiego, a każda brzydka kobieta ma gdzieś coś pięknego..”  Dywagacje  na  temat  urody  kobiet   z  „Karnawałem”  Schumana  w  tle.  Ciekawe,  lecz  jak  na  Murakami ’ego  nie  satysfakcjonujące.

„Wyznanie Małpy z Shinagawy” -   urocze,  młodzieńcze.

„Pierwsza osoba liczby pojedynczej” -   odejście   od    powszedniości   przywołuje  demony.  Nic  rewelacyjnego.

Reasumując:   najciekawsze  wydaje  mnie  się   „With  the  Beatles”,  lecz  całość  przypomina  casus  Martna  Edena,  który  po  osiągnięciu  sławy  pozwalał   na  publikację    wszystkich   swoich   utworów,  które  uprzednio  nie  budziły  zainteresowania.   Inaczej  mówiąc  całość    sprawia  wrażenie  odzysku  z  remanentu.  Komuś  innemu  dałbym  pewnie  więcej,  lecz   mojemu  ulubionemu    Murakami   tylko  5/10

 

 

Monday, 25 October 2021

LUCY MAUD MONTGOMERY - „Błękitny zamek”

Nie  można  autorki  nie  znać,  lecz  większość  czytelników  kojarzy  ją  z  Anią  z  Zielonego  Wzgórza,  którą  ja  pochłaniałem  prawie  70  lat  temu.

Piszę  pierwszą  notkę  po  długiej  przerwie  spowodowanej  osobistą  tragedią,  a  zdecydowałem  się  na  to  pod  wpływem  optymizmu  jakim  ta   książka  napawa.  Recenzję  jednozdaniową  powtarzam  za   Maudie  z  LC:

Wspaniała,ciepła,optymistyczna.Szkoda,że już się tak nie pisze.....”
i  jak  ona  stawiam  10/10 -  za  terapeutyczną  wartość  dla  dotkniętych  depresią