Mario Vargas Llosa- "Marzenie Celta"
Nie jestem miłośnikiem Vargasa, co widać po moich ocenach czterech jego książek (6, 5, 2, 1 gwiazdek). Szczęśliwie, mimo Nobla i agresywnej promocji, Państwo też się nim nie zachwycacie, o czym świadczy statystyka na LC : spośród 31 jego książek ŻADNA nie sięgnęła średniej 8 gwiazdek.
Odnośnie tej książki wspieram się retorycznym pytaniem Juliusza Kurkiewicza na:
http://wyborcza.pl/1,75410,10446421,Mario_Vargas_Llosa__Marzenie_Celta_.html
"..Dlaczego "Jądro ciemności" Conrada o zbrodniach kolonializmu w Kongu po stu latach od powstania wciąż jest niepokojącym arcydziełem, a nowa powieść noblisty Maria Vargasa Llosy na ten sam temat - niewypałem?"
Nazwisko Conrada padło tu z powodu spotkania jego z bohaterem książki - Rogerem Casement. Wprawdzie w jednym z wywiadów Vargas zastrzega, że "jego" Casement nie jest tożsamy z historycznym, to warto poznać jego faktyczne dane. Na podstawie Wikipedii:
„Roger David Casement (1864-1916) - irlandzki polityk, patriota, dyplomata Wielkiej Brytanii, poeta i działacz narodowy.
Od 1892 do 1911 pracował w służbach konsularnych Wielkiej Brytanii. Składał raporty o skandalicznym traktowaniu Murzynów w Wolnym Państwie Kongo i Indian w Brazylii, za co przyznano mu szlachectwo. Mimo tych zasług dla Wielkiej Brytanii jego uczucie wobec patriotyzmu irlandzkiego wzrastało przeważnie za sprawą oporu prowincji Ulster. W 1914 wyjechał do Ameryki. Tuż po wybuchu I wojny światowej pojechał z Nowego Jorku do Berlina w celu zaskarbienia niemieckiego poparcia dla planów niepodległej Irlandii. 18 miesięcy zajęły mu próby utworzenia "wolnej irlandzkiej brygady", która miała składać się z jeńców wojennych, przetrzymywanych w Niemczech. 21 kwietnia 1916 na pokładzie niemieckiego okrętu wojennego przypłynął do Irlandii. Po wylądowaniu w pobliżu Tralee i - według Alana Palmera - 'najwyraźniej żywił nadzieję na powstrzymanie mającej wybuchnąć za dwa dni rebelii'. Wynikało to z tego, iż zdawał sobie sprawę o niemożliwości udzielenia wsparcia militarnego przez Niemców tzw. powstaniu wielkanocnemu w aktualnym etapie I wojny światowej. Kilka godzin po zejściu na ląd aresztowano go. Uznany za winnego na procesie o zdradę stanu, został skazany na karę śmierci i powieszony. Wcześniej wywiad Wielkiej Brytanii dążył do zdyskredytowania go, rozsyłając wśród przeciwników ukarania go szubienicą tzw. 'Czarne pamiętniki', w których przedstawiony był rzekomy homoseksualizm Casementa i jego fantazje erotyczne.."
To jeszcze o najważniejszym miejscu zdarzeń, również według Wikipedii:
"Wolne Państwo Kongo – królestwo w środkowej Afryce, istniejące w latach 1885 – 1908 i będące prywatną własnością Leopolda II - króla Belgów, leżące na terenie dzisiejszej Demokratycznej Republiki Konga. Olbrzymie, liczące ponad 2 000 000 km²....
Szacuje się.., że w wyniku działań Leopolda w Afryce zginęło kilka milionów ludzi, a niektórzy historycy podają liczby znacznie przekraczające 10 mln.
Na początku XX wieku ruszyła kampania przeciw zbrodniom popełnianym w Kongu. Jej kluczową postacią był Edmund Dene Morel, brytyjski publicysta i polityk, przyłączyli się do niej m.in. znani pisarze: Josweph Conrad (w opowiadaniu 'Jądro ciemności'), Mark Twain czy Arthur Conan Doyle.."
Zacznijmy od cytatu wyjaśniającego tytuł (s. 139):
(Casement).. „...przypomniał sobie wyraźnie, że we wrześniu tysiąc dziewięćset szóstego roku, przed „..wyjazdem do Santos, napisał długi poemat epicki „Marzenie Celta” na temat mitycznej przeszłości Irlandii..”
Co do „naszego” Conrada, Wikipedia podaje (hasło Conrad):
„..W 1889 roku.. ..Rozpoczął także pisanie swojej pierwszej powieści "Szaleństwo Almayera", która ukazała się drukiem sześć lat później (29 kwietnia 1895)...
...12 czerwca (1890 – p.WG) dotarł do Bomy, ówczesnej stolicy kraju... ..Tamże poznał brytyjskiego konsula, Irlandczyka Rogera Davida Casementa...."
Vargas poświęca Conradowi strony 67 – 75, a i później wspomina (np. s. 112). Pretekstem jest niepodpisanie przez Conrada petycji o łaskę dla skazanego na śmierć Casementa, który w celi wspomina (s. 68-9):
"- Poznaliśmy się dokładnie dwadzieścia sześć lat temu. W czerwcu tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego, w Kongu - sprecyzował Roger. - Nie był jeszcze pisarzem. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli, powiedział mi, że zaczął pisać powieść, "Szaleństwo Almayera". Bez wątpienia, pierwszą, którą wydał... ..Jego angielski był ledwie zrozumiały, ze względu na silny polski akcent"
Wobec odpowiedniego fragmentu Wikipedii:
"...do końca życia mówił po angielsku z silnym, obcym („polskim”) akcentem.."
....śmiem twierdzić, że Vargas specjalnie się nie napracował przeredagowując Wikipedię. Wolno mu. Gorzej, że pisarz w pierwszej swojej książce po Noblu posługuje się żenującymi, ogranymi uwagami, jak (s. 125):
„...zapytywałem się, jak Bóg może pozwolić na tyle zbrodni...”
...czy też butnymi, absurdalnymi stwierdzeniami (s. 121):
„...istota ludzka nie może żyć, nie wierząc...”
Jak to u Vargasa „obrzydliwości” też mamy (s. 90):
„....poddawane wymyślnym torturom, takim jak zmuszanie do zjadania własnych odchodów lub odchodów strażników...”
Po co to? Panie Vargas, Nobla już pan masz, wypada na starość spoważnieć!!!
Seksu dużo w układach homo- (np. s. 269 – 271, 284, 286, 287) i heteroseksualnych, plus zmazy nocne (s. 157), jak i perwersje (s. 224):
„...zwyczaj szefa wkładania papryczki chili, mielonej lub w łupinie, w pochwę swych małoletnich konkubin, by usłyszeć, jak krzyczą z bólu...”
Do tego należy dodać liczne wpisy do dziennika o dewiacjach seksualnych, które Vargas uważa za imaginacje;
Wspomnienia skazańca dotyczą najpierw Konga, lecz Vargasowi wyraźnie Afryka nie pasuje, nie wyczuwa jej specyfiki, więc przenosi się do swojej ojczyzny Peru. Niewolnictwo, tortury, dominacja białego człowieka przedstawione w części „afrykańskiej” zostają rozbudowane w części peruwiańskiej, a wszystko służy uzasadnieniu sensowności czucia się niewolnikiem przez Casementa. Dość karkołomna konstrukcja: konsul o specjalnych uprawnieniach mocarstwowej Wielkiej Brytanii, czuje się zniewolony jako Irlandczyk - katolik.
To niby patologie w Afryce i Południowej Ameryce będące dziełem katolików mają być porównywalne z brakiem suwerenności katolickiej Irlandii wskutek mocarstwowości protestanckiej Wielkiej Brytanii. Tylko gdzie te gwałty, uszkadzanie narządów rodnych czy dyby. W zaistniałej sytuacji wracam do fragmentu życiorysu Casementa, podanego wyżej na podstawie Wikipedii:
„...Mimo tych zasług dla Wielkiej Brytanii jego uczucie wobec patriotyzmu irlandzkiego wzrastało przeważnie za sprawą oporu prowincji Ulster. W 1914 wyjechał do Ameryki. Tuż po wybuchu I wojny światowej pojechał z Nowego Jorku do Berlina w celu zaskarbienia niemieckiego poparcia dla planów niepodległej Irlandii...”
Nie mieszajmy okrutnej polityki kolonialnej m.in. Wielkiej Brytanii, z religijno - nacjonalistycznymi tarciami na Wyspach. Mimo sympatii autora dla Casementa i co za tym idzie jednostronnego przedstawiania go jako szlachetnego człowieka, zdrajca jest zdrajcą i Vargas historii nie zmieni. Co do gwoździa do trumny Casementa, jakim było jego pedalstwo przypomnijmy, że w ówczesnej purytańskiej Wielkiej Brytanii skazano Oscara Wilde'a: (Wikipedia)
„..6 kwietnia 1895 r. Wilde został aresztowany i oskarżony o kontakty homoseksualne (w tamtych czasach karalne w Wielkiej Brytanii). Sąd skazał go na 2 lata ciężkich robót..."
Jaki koniec spotkał Casementa informowałem wcześniej, wiec teraz tylko podsumowuję, że książkę uważam za najlepszą z dotychczas recenzowanych, lecz pytanie Kurkiewicza z początku recenzji uważam dalej za trafne i w pełni uzasadnione. 7 gwiazdek daje, lecz fanem Vargasa już nie zostanę
Sunday, 25 September 2016
Saturday, 24 September 2016
Małgorzata i Michał KUŹMIŃSCY - "Pionek"
Małgorzata i Michał KUŹMIŃSCY - "Pionek"
Nie znam Kuźmińskich, nie czytałem ich "Ślebody", ale z chęcią poznam, bo, jak wynika z licznych recenzji, napisali dobry kryminał, a takich mało. Ona - antropolog, on - dziennikarz. To ja go jednak znam; on z „mojego” Tygodnika Powszechnego, gdzie jest zastępcą naczelnego. O, to ten kryminał musi być udany!!
Wśród bohaterów tego kryminału mamy Annę, antropolożkę jak autorka i dziennikarza jak Michał. Dobry kryminał wyróżniający się zgrabnie wmontowaną gwarą śląską, a przede wszystkim poprawną polszczyzną, co poniekąd wynika z wykształcenia autorów. Również jego efektem jest niezły poziom intelektualny tekstu. Do tego rzadka umiejętność pisania o seksie bez wulgarności czy prostackiego chamstwa. Mamy też elementy groteskowe jak efekty snobistycznego wzorowania się polskiej policji na amerykańskiej oraz kpiny z profilowania zbrodniarza. W sumie bardzo udana lektura, logiczna i przyjemna w odbiorze. Polecam!! Nie widzę przeciwwskazań, by wśród kryminałów nie wyróżnić tej książki 10 gwiazdkami.
Nie znam Kuźmińskich, nie czytałem ich "Ślebody", ale z chęcią poznam, bo, jak wynika z licznych recenzji, napisali dobry kryminał, a takich mało. Ona - antropolog, on - dziennikarz. To ja go jednak znam; on z „mojego” Tygodnika Powszechnego, gdzie jest zastępcą naczelnego. O, to ten kryminał musi być udany!!
Wśród bohaterów tego kryminału mamy Annę, antropolożkę jak autorka i dziennikarza jak Michał. Dobry kryminał wyróżniający się zgrabnie wmontowaną gwarą śląską, a przede wszystkim poprawną polszczyzną, co poniekąd wynika z wykształcenia autorów. Również jego efektem jest niezły poziom intelektualny tekstu. Do tego rzadka umiejętność pisania o seksie bez wulgarności czy prostackiego chamstwa. Mamy też elementy groteskowe jak efekty snobistycznego wzorowania się polskiej policji na amerykańskiej oraz kpiny z profilowania zbrodniarza. W sumie bardzo udana lektura, logiczna i przyjemna w odbiorze. Polecam!! Nie widzę przeciwwskazań, by wśród kryminałów nie wyróżnić tej książki 10 gwiazdkami.
Thursday, 22 September 2016
Magdalena ZAWADZKA - "Taka jestem i już"
Magdalena ZAWADZKA - "Taka jestem i już"
Magdalena Zawadzka (ur. 1944) - wszechstronna aktorka, która zdobyła popularność rolą Basi w "Panu Wołodyjowskim" (1968), od 1973 roku żona Holoubka (1923 – 2008) wspomina i przedstawia nam swoje felietony.
Zawsze ją lubiłem, a że inni też, więc nie mam powodu by jakoś tam ją wychwalać. Powiem więc krótko o książce.
Składa się z dwóch części: wspomnień, podzielonych na "Wspomnienia" i "Podróże" oraz felietonów. Pierwsza część to uroczy album z plejadą zdjęć opatrzonych autorki komentarzem, który mnie szczególnie się podobał, bo jestem od autorki o rok starszy, więc istnieje pewna wspólnota wspomnień jak np dotyczących mundurków w Liceum im Curie Skłodowskiej na "mojej" Saskiej Kępie.
Natomiast miłe felietony adresowane są do pewnego typu odbiorcy, do którego się nie zaliczam, więc je przeleciałem z obowiązku i uważam za miłe i nieszkodliwe.
Ze względu na sentyment - 7 gwiazdek
Magdalena Zawadzka (ur. 1944) - wszechstronna aktorka, która zdobyła popularność rolą Basi w "Panu Wołodyjowskim" (1968), od 1973 roku żona Holoubka (1923 – 2008) wspomina i przedstawia nam swoje felietony.
Zawsze ją lubiłem, a że inni też, więc nie mam powodu by jakoś tam ją wychwalać. Powiem więc krótko o książce.
Składa się z dwóch części: wspomnień, podzielonych na "Wspomnienia" i "Podróże" oraz felietonów. Pierwsza część to uroczy album z plejadą zdjęć opatrzonych autorki komentarzem, który mnie szczególnie się podobał, bo jestem od autorki o rok starszy, więc istnieje pewna wspólnota wspomnień jak np dotyczących mundurków w Liceum im Curie Skłodowskiej na "mojej" Saskiej Kępie.
Natomiast miłe felietony adresowane są do pewnego typu odbiorcy, do którego się nie zaliczam, więc je przeleciałem z obowiązku i uważam za miłe i nieszkodliwe.
Ze względu na sentyment - 7 gwiazdek
Wednesday, 21 September 2016
Anna SOBOLEWSKA - "Maski Pana Boga" Szkice o pisarzach i mistykach
Anna SOBOLEWSKA - "Maski Pana Boga" Szkice o pisarzach i mistykach
Nie wiem od czego zacząć, by tym z Państwa, którzy koligacji nie znają, nie zamieszać w głowie. Chyba najlepiej od fragmentu mojej recenzji Tadeusza Sobolewskiego "Dziecko Peerelu. Esej - dziennik" :
"...Przypomnijmy tu, że Sobolewski jest autorem bestselleru, biografii pt „Człowiek - Miron”, wydanej razem z „Tajnym Dziennikiem” Mirona, którego prawa autorskie należą do Anny i Tadeusza Sobolewskich, jako, że poetka Stańczakowa, towarzyszka Mirona, to jego teściowa...."
Powyższy cytat wydaje mnie się istotny, dla podkreślenia środowiska i zainteresowań autorki. Zacznijmy od niej samej (na podstawie Wikipedii):
Anna Sobolewska (ur. 1947) - eseistka, krytyk i historyk literatury; profesor od 2000 roku. Badała m.in. twórczość Mirona Białoszewskiego (Maksymalnie udana egzystencja: Szkice o życiu i twórczości Mirona Białoszewskiego, 1997.), Kornela Filipowicza, Jarosława Iwaszkiewicza, Janusza Korczaka, Tadeusza Konwickiego, Juliana Stryjkowskiego, Stanisława Vincenza. Jest córką poetki Jadwigi Stańczakowej, żoną krytyka filmowego Tadeusza Sobolewskiego i matką dziennikarki Justyny Sobolewskiej. Jest członkinią Rady Chrześcijan i Żydów.
Jej mąż, Tadeusz Sobolewski (ur. 1947) - krytyk filmowy, dziennikarz, publicysta, autor bestselleru "Człowiek Miron" (2012), rewelacyjnego "Dziecka Peerelu: esej, dziennik" (2000) oraz współautor zbiorowej pracy pt "Od Ferdydurke do Kronosu" (esej z Niemczyńską pt "Kronos – Intymny dziennik umierania").
Jadwiga Stańczakowa (1919 – 1996) - niewidoma polska pisarka i poetka; matka Anny Sobolewskiej. Przez lata przyjaźniła się z Mironem Białoszewskim. Opowiada o tym film "Parę osób, mały czas" w reż. Andrzeja Barańskiego (2005), zrealizowany na podstawie jej książki pt "Dziennik we dwoje". (Akcja filmu rozgrywa się w latach 1975-1983. Opowiada on autentyczną historię przyjaźni niewidomej Jadwigi Stańczakowej (Krystyna Janda) z Mironem Białoszewskim (Andrzej Hudziak)... ...Stają się powiernikami swoich spraw, łączy ich platoniczne uczucie, które nie ma szans się rozwinąć, gdyż Miron jest homoseksualistą.... ...Film, niemal pozbawiony muzyki, złożony jest z sekwencji codziennych, prozaicznych zdarzeń, które ujawniają złożoność relacji między Jadwigą a Mironem. Bieżące wydarzenia polityczne niemal nie mają wpływu na ten związek i świat, jaki stworzyli oni i otaczający ich ludzie z ówczesnej warszawskiej „bohemy”).
No i w końcu on, poeta, guru (mistrz, mentor) tej "bohemy" - Miron Białoszewski (1922 – 83). Nie miejsce, by o tej niezwykłej osobowości, więcej tu pisać. Cytuję w zamian określenie prof. Marii Janion (ur. 1926), nota bene uczestniczki opisanych niżej "wtorków":
"Miron - największy polski poeta prywatny"
Cytuję Damiana Gajdę, którego cały artykuł znajdziecie Państwo na:
http://ksiazki.onet.pl/miron-bialoszewski-zycie-o-herbacie-i-proszkach/vzxbm
"...Przyjaciele Białoszewskiego pozostawali pod jego wpływem. Na "wtorki" u Mirona, organizowane w mieszkaniu w Śródmieściu i małej kawalerce w bloku przy Lizbońskiej, do której przeniósł się po drugim zawale, początkowo przychodzili tylko najbliżsi - Malina, Tadek, Agnieszka, Anula. Potem dołączali też ludzie spoza kręgu znajomych. "Przy takich gościach salon Mirona zastyga. Ale kiedy indziej, gdy nikt nas nie podglądał, »wtorki« miały swoje wzloty, humor, ciągi gadaniowe, solistów" - wspomina Tadeusz Sobolewski, autor wydanej w 2012 roku biografii "Człowiek Miron", który uczestniczył we "wtorkach". To podczas tych spotkań zafascynowani literaturą młodzi studenci polonistyki czytali z Białoszewskim książki na głos i brali udział w aranżowanych przez niego przedstawieniach teatralnych.
Najważniejszą osobą w "dworze Mirona" była Jadwiga Stańczakowa, niewidoma pisarka. Ich relację dobrze oddaje prowadzony przez nią "Dziennik we dwoje", a także film "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego, w którym w rolę Stańczakowej wcieliła się Krystyna Janda. "Będę twoim dochodzącym przyjacielem" - obiecał Jadwidze na początku znajomości Białoszewski. Rzeczywiście, został stałym bywalcem jej mieszkania przy Hożej, gdzie powstawał "Tajny dziennik". "Związek z Mironem dawał jej (...) coś nieocenionego, do czego zawsze tęskniła: wolność, a zarazem więź rodzinną", wspomina Sobolewski. Miron tłumaczył Jadwidze świat, zabierał ją na spacery po Warszawie. Ona dbała o jego sprawy wydawnicze i przepisywała utwory, które nagrywał na taśmy. Ta wyjątkowa przyjaźń przetrwała przez wiele lat, bo oboje doskonale się uzupełniali..."
Dla dopełnienia całości cytuję fragment artykułu napisany z okazji 30, rocznicy śmierci Mirona znaleziony na:
http://www.instytutksiazki.pl/p,czasopisma,,29671,30-lat-temu-zmarl-miron-bialoszewski.html
"...Po przeprowadzce na Pragę, na ulice Lizbońską Białoszewski wrócił do pisania wierszy, w tym czasie pisał też "Chamowo" i "Tajny dziennik", który ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia ukazał się dopiero w zeszłym roku, 29 lat po śmierci poety. Dziennik wprowadza czytelnika w prywatny świat Białoszewskiego, krąg jego najbliższych przyjaciół: Anny i Tadeusza Sobolewskich, Jadwigi Stańczakowej, Haliny Oberlaender, Marii Janion (zwana przez Białoszewskiego prof. Misią)..."
Ten długi wstęp uważam za uzasadniony bo autorka, profesor Anna Sobolewska przebywała w opisanej atmosferze, co ma niewątpliwy wpływ na kształt jej esejów. Już w pierwszym zatytułowanym "Poeci wobec niewyrażalnego" autorka przywołuje "prof. Misię" czyli Marię Janion (s.12 -14):
"...Paradoks "człowieka – nikt" nasuwa na myśl przypowieść Maeterlincka, która przypomniała Maria Janion (w "Dusza wychowanka Toerlessa"). Nurek dostrzega niewyobrażalnie piękne skarby w głębinie Pragnie je wydobyć nawet z narażeniem życia. Niestety, skarby wyniesione na powierzchnię wody, czyli świadomości, tracą blask i znaczenie. Klejnoty okazały się błyskotkami. Nurek skazany jest albo na samotne przebywanie w głębinie i kontemplację swoich skarbów, albo na jaskrawo nieadekwatne przekazywanie innym ich wartości. Możliwe jest jeszcze trzecie rozwiązanie paradoksu nurka – ukrycie głębinowego skarbu na powierzchni. Jak pisze Maria Janion w odniesieniu do "Niepokojów wychowanków Toerlessa" Musila: "Obrazy te (nurka i rybaka – AS.) uświadamiają sprzeczność i trudność dotarcia do głębi i jej wysłowienia. Okazuje się, że te prawie niewykonalne założenia mogą się zacząć realizować wówczas, gdy fenomenologiczny opis [..] pomoże ukryć głębię na powierzchni, gdy wizja będzie ścisła. Wtedy dopiero pojawi się możliwość dotknięcia głębinowego skarbu”
Eseje podzielone są w dwie grupy: jedna zatytułowana „Sztuka i niewyrażalne” zawiera, obok już wymienionego, uwagi na temat Stryjkowskiego, Konwickiego, Filipowicza, kina Rybczyńskiego oraz ujete pod tytułami „Przyroda i pustka w sztuce i myśli Wschodu” i „Jak sen jest zrobiony? Poetycka materia snów”. Razem siedem, które można czytać w dowolnej kolejności. Ja, oczywiście, zacząłem od Konwickiego. Z drugą grupą pt „Pogoda dla mistyków” jeszcze większy ambaras. Wśród ośmiu część poświęcona jest poszczególnym mędrcom takim jak Merton, Buber, Hryniewicz, de Mello, Anioła Ślązaka, a reszta tematom ogólnym jak „Komu potrzebny jest Bóg?” czy tytułowy „Maski Pana Boga” nawiązujący do doświadczenia autorki z własnym dzieckiem z zespołem Downa.
Proszę Państwa wielotematyczność, a przede wszystkim wysoki poziom intelektualny, który mnie onieśmiela, uniemożliwiają napisanie standardowej recenzji. Co mogłem, to sobie wynotowałem, lecz ilość cytatów i przywoływanych ich autorów, przekracza moje możliwości nawet w tym zakresie. Pozostaje mnie wyrazić podziw i postawić 10 gwiazdek.
Nie wiem od czego zacząć, by tym z Państwa, którzy koligacji nie znają, nie zamieszać w głowie. Chyba najlepiej od fragmentu mojej recenzji Tadeusza Sobolewskiego "Dziecko Peerelu. Esej - dziennik" :
"...Przypomnijmy tu, że Sobolewski jest autorem bestselleru, biografii pt „Człowiek - Miron”, wydanej razem z „Tajnym Dziennikiem” Mirona, którego prawa autorskie należą do Anny i Tadeusza Sobolewskich, jako, że poetka Stańczakowa, towarzyszka Mirona, to jego teściowa...."
Powyższy cytat wydaje mnie się istotny, dla podkreślenia środowiska i zainteresowań autorki. Zacznijmy od niej samej (na podstawie Wikipedii):
Anna Sobolewska (ur. 1947) - eseistka, krytyk i historyk literatury; profesor od 2000 roku. Badała m.in. twórczość Mirona Białoszewskiego (Maksymalnie udana egzystencja: Szkice o życiu i twórczości Mirona Białoszewskiego, 1997.), Kornela Filipowicza, Jarosława Iwaszkiewicza, Janusza Korczaka, Tadeusza Konwickiego, Juliana Stryjkowskiego, Stanisława Vincenza. Jest córką poetki Jadwigi Stańczakowej, żoną krytyka filmowego Tadeusza Sobolewskiego i matką dziennikarki Justyny Sobolewskiej. Jest członkinią Rady Chrześcijan i Żydów.
Jej mąż, Tadeusz Sobolewski (ur. 1947) - krytyk filmowy, dziennikarz, publicysta, autor bestselleru "Człowiek Miron" (2012), rewelacyjnego "Dziecka Peerelu: esej, dziennik" (2000) oraz współautor zbiorowej pracy pt "Od Ferdydurke do Kronosu" (esej z Niemczyńską pt "Kronos – Intymny dziennik umierania").
Jadwiga Stańczakowa (1919 – 1996) - niewidoma polska pisarka i poetka; matka Anny Sobolewskiej. Przez lata przyjaźniła się z Mironem Białoszewskim. Opowiada o tym film "Parę osób, mały czas" w reż. Andrzeja Barańskiego (2005), zrealizowany na podstawie jej książki pt "Dziennik we dwoje". (Akcja filmu rozgrywa się w latach 1975-1983. Opowiada on autentyczną historię przyjaźni niewidomej Jadwigi Stańczakowej (Krystyna Janda) z Mironem Białoszewskim (Andrzej Hudziak)... ...Stają się powiernikami swoich spraw, łączy ich platoniczne uczucie, które nie ma szans się rozwinąć, gdyż Miron jest homoseksualistą.... ...Film, niemal pozbawiony muzyki, złożony jest z sekwencji codziennych, prozaicznych zdarzeń, które ujawniają złożoność relacji między Jadwigą a Mironem. Bieżące wydarzenia polityczne niemal nie mają wpływu na ten związek i świat, jaki stworzyli oni i otaczający ich ludzie z ówczesnej warszawskiej „bohemy”).
No i w końcu on, poeta, guru (mistrz, mentor) tej "bohemy" - Miron Białoszewski (1922 – 83). Nie miejsce, by o tej niezwykłej osobowości, więcej tu pisać. Cytuję w zamian określenie prof. Marii Janion (ur. 1926), nota bene uczestniczki opisanych niżej "wtorków":
"Miron - największy polski poeta prywatny"
Cytuję Damiana Gajdę, którego cały artykuł znajdziecie Państwo na:
http://ksiazki.onet.pl/miron-bialoszewski-zycie-o-herbacie-i-proszkach/vzxbm
"...Przyjaciele Białoszewskiego pozostawali pod jego wpływem. Na "wtorki" u Mirona, organizowane w mieszkaniu w Śródmieściu i małej kawalerce w bloku przy Lizbońskiej, do której przeniósł się po drugim zawale, początkowo przychodzili tylko najbliżsi - Malina, Tadek, Agnieszka, Anula. Potem dołączali też ludzie spoza kręgu znajomych. "Przy takich gościach salon Mirona zastyga. Ale kiedy indziej, gdy nikt nas nie podglądał, »wtorki« miały swoje wzloty, humor, ciągi gadaniowe, solistów" - wspomina Tadeusz Sobolewski, autor wydanej w 2012 roku biografii "Człowiek Miron", który uczestniczył we "wtorkach". To podczas tych spotkań zafascynowani literaturą młodzi studenci polonistyki czytali z Białoszewskim książki na głos i brali udział w aranżowanych przez niego przedstawieniach teatralnych.
Najważniejszą osobą w "dworze Mirona" była Jadwiga Stańczakowa, niewidoma pisarka. Ich relację dobrze oddaje prowadzony przez nią "Dziennik we dwoje", a także film "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego, w którym w rolę Stańczakowej wcieliła się Krystyna Janda. "Będę twoim dochodzącym przyjacielem" - obiecał Jadwidze na początku znajomości Białoszewski. Rzeczywiście, został stałym bywalcem jej mieszkania przy Hożej, gdzie powstawał "Tajny dziennik". "Związek z Mironem dawał jej (...) coś nieocenionego, do czego zawsze tęskniła: wolność, a zarazem więź rodzinną", wspomina Sobolewski. Miron tłumaczył Jadwidze świat, zabierał ją na spacery po Warszawie. Ona dbała o jego sprawy wydawnicze i przepisywała utwory, które nagrywał na taśmy. Ta wyjątkowa przyjaźń przetrwała przez wiele lat, bo oboje doskonale się uzupełniali..."
Dla dopełnienia całości cytuję fragment artykułu napisany z okazji 30, rocznicy śmierci Mirona znaleziony na:
http://www.instytutksiazki.pl/p,czasopisma,,29671,30-lat-temu-zmarl-miron-bialoszewski.html
"...Po przeprowadzce na Pragę, na ulice Lizbońską Białoszewski wrócił do pisania wierszy, w tym czasie pisał też "Chamowo" i "Tajny dziennik", który ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia ukazał się dopiero w zeszłym roku, 29 lat po śmierci poety. Dziennik wprowadza czytelnika w prywatny świat Białoszewskiego, krąg jego najbliższych przyjaciół: Anny i Tadeusza Sobolewskich, Jadwigi Stańczakowej, Haliny Oberlaender, Marii Janion (zwana przez Białoszewskiego prof. Misią)..."
Ten długi wstęp uważam za uzasadniony bo autorka, profesor Anna Sobolewska przebywała w opisanej atmosferze, co ma niewątpliwy wpływ na kształt jej esejów. Już w pierwszym zatytułowanym "Poeci wobec niewyrażalnego" autorka przywołuje "prof. Misię" czyli Marię Janion (s.12 -14):
"...Paradoks "człowieka – nikt" nasuwa na myśl przypowieść Maeterlincka, która przypomniała Maria Janion (w "Dusza wychowanka Toerlessa"). Nurek dostrzega niewyobrażalnie piękne skarby w głębinie Pragnie je wydobyć nawet z narażeniem życia. Niestety, skarby wyniesione na powierzchnię wody, czyli świadomości, tracą blask i znaczenie. Klejnoty okazały się błyskotkami. Nurek skazany jest albo na samotne przebywanie w głębinie i kontemplację swoich skarbów, albo na jaskrawo nieadekwatne przekazywanie innym ich wartości. Możliwe jest jeszcze trzecie rozwiązanie paradoksu nurka – ukrycie głębinowego skarbu na powierzchni. Jak pisze Maria Janion w odniesieniu do "Niepokojów wychowanków Toerlessa" Musila: "Obrazy te (nurka i rybaka – AS.) uświadamiają sprzeczność i trudność dotarcia do głębi i jej wysłowienia. Okazuje się, że te prawie niewykonalne założenia mogą się zacząć realizować wówczas, gdy fenomenologiczny opis [..] pomoże ukryć głębię na powierzchni, gdy wizja będzie ścisła. Wtedy dopiero pojawi się możliwość dotknięcia głębinowego skarbu”
Eseje podzielone są w dwie grupy: jedna zatytułowana „Sztuka i niewyrażalne” zawiera, obok już wymienionego, uwagi na temat Stryjkowskiego, Konwickiego, Filipowicza, kina Rybczyńskiego oraz ujete pod tytułami „Przyroda i pustka w sztuce i myśli Wschodu” i „Jak sen jest zrobiony? Poetycka materia snów”. Razem siedem, które można czytać w dowolnej kolejności. Ja, oczywiście, zacząłem od Konwickiego. Z drugą grupą pt „Pogoda dla mistyków” jeszcze większy ambaras. Wśród ośmiu część poświęcona jest poszczególnym mędrcom takim jak Merton, Buber, Hryniewicz, de Mello, Anioła Ślązaka, a reszta tematom ogólnym jak „Komu potrzebny jest Bóg?” czy tytułowy „Maski Pana Boga” nawiązujący do doświadczenia autorki z własnym dzieckiem z zespołem Downa.
Proszę Państwa wielotematyczność, a przede wszystkim wysoki poziom intelektualny, który mnie onieśmiela, uniemożliwiają napisanie standardowej recenzji. Co mogłem, to sobie wynotowałem, lecz ilość cytatów i przywoływanych ich autorów, przekracza moje możliwości nawet w tym zakresie. Pozostaje mnie wyrazić podziw i postawić 10 gwiazdek.
Tuesday, 20 September 2016
Magdalena WITKIEWICZ - "Ballada o ciotce Matyldzie"
Magdalena WITKIEWICZ - "Ballada o ciotce Matyldzie"
Magdalena Witkiewicz (ur. 1976) pisze dużo, a ja uległem jej urokowi i recenzuję już jej czwartą książkę. Dotychczasowy plon to 16 gwiazdek za trzy pozycje: drugą w jej dorobku – "Panny roztropne" z 2010 roku – 6 gwiazdek, trzecią – "Opowieść niewiernej" z 2012 - 7 gwiazdek oraz ósmą -- "Pensjonat marzeń" z 2014 – 3 gwiazdki. Ta jest szósta z 2013 roku. Na LC ma 135 opinii i średnią ocenę - 7,19. Wobec tak licznych opinii nie mam nic do powiedzenia. Żeby Państwa nie zawieść przytaczam opinię znalezioną na:
http://www.granice.pl/ksiazka,ballada-o-ciotce-matyldzie,278512
"Wszystko zaczęło się od tego, że ciotka Matylda postanowiła umrzeć. Joance trudno się pogodzić z tą stratą, do tego los postawił przed nią jednocześnie tyle wyzwań... Macierzyństwo, kłopoty małżeńskie i tajemniczą firmę w spadku - tego doprawdy zbyt wiele. Na szczęście Joanka nie jest sama, ma Olusia oraz Przemcia, dwóch osiłków o gołębich sercach, i ukochaną ciotkę, która z nieba śledzi poczynania siostrzenicy.
Ciepła i pełna humoru książka o sile kobiet, które potrafią walczyć o swoje szczęście. Historia o przyjaźni, która przychodzi niespodziewanie, i miłości, której trzeba się uczyć na nowo. Powieść o tym, że jedni odchodzą, żeby zrobić miejsce innym, i że dobrych ludzi na świecie nie brakuje."
Ze swojej strony przypomnę, że w recenzji "Panien roztropnych" pisałem:
".....to następczyni Chmielewskiej. Zabawne wydaje się, że obie Panie zadebiutowały w wieku 32 lat, Chmielewska udanym "Klinem", a Witkiewicz "Milaczkiem", którego nie znam. Szczyt popularności Chmielewska zdobyła "Lesiem" w 1973 roku, gdy miała 41 lat, przeto, przez analogię, Witkiewicz to czeka w 2017 roku. .."
Tym razem z Chmielewskiej niewiele, lecz podtrzymuję powyższą diagnozę, a Pani Magdalenie życzę dalszych sukcesów. Nie zapominam, że taka literatura nie predestynuje do Nobla, lecz jednak zaspokaja potrzeby przeciętnych czytelników i stanowi rozrywkę "lekką, łatwą i przyjemną". A to dzięki naiwności, że wszyscy ludzie są życzliwi i nawet w samolubnym maminsynku autorka podkreśliła pozytywne odruchy; nie mówiąc o wyidealizowanej teściowej. Tak więc mamy dyrdymały "ku pokrzepieniu serc". I za to chwała, bo sprzyja podtrzymaniu ducha i zapomnieniu na chwilę o rzeczywistości. Dodatkowy plusik za przypomnienie moich miejsc wakacyjnych z dzieciństwa takich jak Nowe Miasto Lubawskie, Kurzętnik czy jezioro w Partęczynach. Niestety, ta powieść nie dorównuje choćby "Opowieści niewiernej".
Magdalena Witkiewicz (ur. 1976) pisze dużo, a ja uległem jej urokowi i recenzuję już jej czwartą książkę. Dotychczasowy plon to 16 gwiazdek za trzy pozycje: drugą w jej dorobku – "Panny roztropne" z 2010 roku – 6 gwiazdek, trzecią – "Opowieść niewiernej" z 2012 - 7 gwiazdek oraz ósmą -- "Pensjonat marzeń" z 2014 – 3 gwiazdki. Ta jest szósta z 2013 roku. Na LC ma 135 opinii i średnią ocenę - 7,19. Wobec tak licznych opinii nie mam nic do powiedzenia. Żeby Państwa nie zawieść przytaczam opinię znalezioną na:
http://www.granice.pl/ksiazka,ballada-o-ciotce-matyldzie,278512
"Wszystko zaczęło się od tego, że ciotka Matylda postanowiła umrzeć. Joance trudno się pogodzić z tą stratą, do tego los postawił przed nią jednocześnie tyle wyzwań... Macierzyństwo, kłopoty małżeńskie i tajemniczą firmę w spadku - tego doprawdy zbyt wiele. Na szczęście Joanka nie jest sama, ma Olusia oraz Przemcia, dwóch osiłków o gołębich sercach, i ukochaną ciotkę, która z nieba śledzi poczynania siostrzenicy.
Ciepła i pełna humoru książka o sile kobiet, które potrafią walczyć o swoje szczęście. Historia o przyjaźni, która przychodzi niespodziewanie, i miłości, której trzeba się uczyć na nowo. Powieść o tym, że jedni odchodzą, żeby zrobić miejsce innym, i że dobrych ludzi na świecie nie brakuje."
Ze swojej strony przypomnę, że w recenzji "Panien roztropnych" pisałem:
".....to następczyni Chmielewskiej. Zabawne wydaje się, że obie Panie zadebiutowały w wieku 32 lat, Chmielewska udanym "Klinem", a Witkiewicz "Milaczkiem", którego nie znam. Szczyt popularności Chmielewska zdobyła "Lesiem" w 1973 roku, gdy miała 41 lat, przeto, przez analogię, Witkiewicz to czeka w 2017 roku. .."
Tym razem z Chmielewskiej niewiele, lecz podtrzymuję powyższą diagnozę, a Pani Magdalenie życzę dalszych sukcesów. Nie zapominam, że taka literatura nie predestynuje do Nobla, lecz jednak zaspokaja potrzeby przeciętnych czytelników i stanowi rozrywkę "lekką, łatwą i przyjemną". A to dzięki naiwności, że wszyscy ludzie są życzliwi i nawet w samolubnym maminsynku autorka podkreśliła pozytywne odruchy; nie mówiąc o wyidealizowanej teściowej. Tak więc mamy dyrdymały "ku pokrzepieniu serc". I za to chwała, bo sprzyja podtrzymaniu ducha i zapomnieniu na chwilę o rzeczywistości. Dodatkowy plusik za przypomnienie moich miejsc wakacyjnych z dzieciństwa takich jak Nowe Miasto Lubawskie, Kurzętnik czy jezioro w Partęczynach. Niestety, ta powieść nie dorównuje choćby "Opowieści niewiernej".
Monday, 19 September 2016
Jan BASZKIEWICZ - "Danton"
Jan BASZKIEWICZ - "Danton"
Jan Baszkiewicz (1930 – 2011), prof. zwyczajny. Zajmował się historią myśli politycznych i ruchów społecznych oraz historią instytucji politycznych. Był wybitnym znawcą epoki Oświecenia oraz historii Francji, a w szczególności Rewolucji Francuskiej. Wspólnie ze Stefanem Mellerem był konsultantem historycznym filmu 'Danton” w reżyserii Andrzeja Wajdy (1982).
No właśnie. Tutaj zaczynają się schody, bo obciążony jestem znajomością tego filmu, jak i przede wszystkim dramatu Przybyszewskiej pt „Sprawa Dantona” na podstawie którego Wajda film zrealizował. Tylko, że Stanisława Przybyszewska (1901 -1935), córka Stanisława Przybyszewskiego i Anieli Pająk, wielbiła Robespierre'a, czym samym stosunek jej do Dantona był subiektywnie nieprzychylny. Przydatna tu jest Wikipedia:
„...Największą sławę jednak zdobyła sobie 'Sprawa Dantona' – opowieść o walce pomiędzy stronnictwem popierającym Dantona a zwolennikami Robespierre'a. W utworze tym autorka przełamała starą konwencję literacko-historiograficzną, opowiadając się jednoznacznie po stronie Robespierre'a poprzez ukazanie jego racji ideowych i wypieranie stereotypu krwawego tyrana... ...Obsesją Przybyszewskiej stało się nie tyle zrozumienie motywacji rewolucjonistów, co przeforsowanie własnej interpretacji wydarzeń... ..Pisarka szczególnie dużo uwagi poświęciła procesowi dantonistów, widząc w nim starcie między dobrem a złem – osobowością mentalną a renegatem powołania.
Kluczową postacią był dla Przybyszewskiej Maksymilian Robespierre. Pisarka.. ..mocno idealizowała przywódcę jakobinów, polemizując z „reakcyjnymi” historykami. Przybyszewska widziała w Nieprzekupnym idealistę i geniusza, którego nie potrafili docenić współcześni mu działacze. Z biegiem czasu, coraz bardziej izolując się od świata zewnętrznego, wytworzyła silną więź emocjonalną ze swoim wyobrażeniem polityka. W dniu ukończenia 'Sprawy Dantona' pisała: "Jestem dziś jeszcze głębiej zakochana w Robespierze, niż pięć lat temu. (...) Nikomu, ani żywemu, ani fikcyjnemu, nie dotrzymałam wierności tak długo." Do śmierci codziennie pracowała nad kolejnymi tekstami poświęconymi Nieprzekupnemu, a swoje listy datowała według kalendarza rewolucyjnego. Podzielająca jej fascynację Hilary Mante nazwie ją kilkadziesiąt lat później „kobietą, która umarła na Robespierre'a”...."
Może to wzruszające, lecz pewne, że wpłynęło na moje spojrzenie na Dantona. Nim zweryfikuję swój pogląd na podstawie tej biografii, podaję skrótowe dane za Kopalińskim:
"Danton Georges Jacques, 1759 – 1794, jeden z przywódców Rewolucji Fr., adwokat, znakomity mówca, człowiek niepożytej energii, założyciel klubu kordelierów, działacz klubu jakobinów, minister sprawiedliwości, wybitny członek Konwentu, zgilotynowany za sprawą Robespierre'a...”.
Domyślam się, że ta biografia jest nie tylko rzetelna, lecz i fascynująca, czego nie potrafię docenić wskutek swojej żenująco słabej znajomości wydarzeń, jak i całej historii Francji. Sądzę, że właśnie dlatego wymęczyła mnie plejada nazwisk i wydarzeń, choć tych ostatnich pomocną listę autor umieścił na końcu (s. 365) książki. Ponadto, historia Rewolucji Francuskiej przypomniała mnie cenne stwierdzenie Hannah Arendt, które podaję, mimo, że jej samej nie lubię (za totalitaryzm):
„...Rewolucja - rozpoczynana przez prawych i rozumnych - pożera własne dzieci, wynosząc do władzy fanatyków lub ludzi nędznych i skorumpowanych, a miast wolności przynosi terror i zniewolenie...”
Oczywiście polecam, lecz ostrzegam przed trudnościami.
Jan Baszkiewicz (1930 – 2011), prof. zwyczajny. Zajmował się historią myśli politycznych i ruchów społecznych oraz historią instytucji politycznych. Był wybitnym znawcą epoki Oświecenia oraz historii Francji, a w szczególności Rewolucji Francuskiej. Wspólnie ze Stefanem Mellerem był konsultantem historycznym filmu 'Danton” w reżyserii Andrzeja Wajdy (1982).
No właśnie. Tutaj zaczynają się schody, bo obciążony jestem znajomością tego filmu, jak i przede wszystkim dramatu Przybyszewskiej pt „Sprawa Dantona” na podstawie którego Wajda film zrealizował. Tylko, że Stanisława Przybyszewska (1901 -1935), córka Stanisława Przybyszewskiego i Anieli Pająk, wielbiła Robespierre'a, czym samym stosunek jej do Dantona był subiektywnie nieprzychylny. Przydatna tu jest Wikipedia:
„...Największą sławę jednak zdobyła sobie 'Sprawa Dantona' – opowieść o walce pomiędzy stronnictwem popierającym Dantona a zwolennikami Robespierre'a. W utworze tym autorka przełamała starą konwencję literacko-historiograficzną, opowiadając się jednoznacznie po stronie Robespierre'a poprzez ukazanie jego racji ideowych i wypieranie stereotypu krwawego tyrana... ...Obsesją Przybyszewskiej stało się nie tyle zrozumienie motywacji rewolucjonistów, co przeforsowanie własnej interpretacji wydarzeń... ..Pisarka szczególnie dużo uwagi poświęciła procesowi dantonistów, widząc w nim starcie między dobrem a złem – osobowością mentalną a renegatem powołania.
Kluczową postacią był dla Przybyszewskiej Maksymilian Robespierre. Pisarka.. ..mocno idealizowała przywódcę jakobinów, polemizując z „reakcyjnymi” historykami. Przybyszewska widziała w Nieprzekupnym idealistę i geniusza, którego nie potrafili docenić współcześni mu działacze. Z biegiem czasu, coraz bardziej izolując się od świata zewnętrznego, wytworzyła silną więź emocjonalną ze swoim wyobrażeniem polityka. W dniu ukończenia 'Sprawy Dantona' pisała: "Jestem dziś jeszcze głębiej zakochana w Robespierze, niż pięć lat temu. (...) Nikomu, ani żywemu, ani fikcyjnemu, nie dotrzymałam wierności tak długo." Do śmierci codziennie pracowała nad kolejnymi tekstami poświęconymi Nieprzekupnemu, a swoje listy datowała według kalendarza rewolucyjnego. Podzielająca jej fascynację Hilary Mante nazwie ją kilkadziesiąt lat później „kobietą, która umarła na Robespierre'a”...."
Może to wzruszające, lecz pewne, że wpłynęło na moje spojrzenie na Dantona. Nim zweryfikuję swój pogląd na podstawie tej biografii, podaję skrótowe dane za Kopalińskim:
"Danton Georges Jacques, 1759 – 1794, jeden z przywódców Rewolucji Fr., adwokat, znakomity mówca, człowiek niepożytej energii, założyciel klubu kordelierów, działacz klubu jakobinów, minister sprawiedliwości, wybitny członek Konwentu, zgilotynowany za sprawą Robespierre'a...”.
Domyślam się, że ta biografia jest nie tylko rzetelna, lecz i fascynująca, czego nie potrafię docenić wskutek swojej żenująco słabej znajomości wydarzeń, jak i całej historii Francji. Sądzę, że właśnie dlatego wymęczyła mnie plejada nazwisk i wydarzeń, choć tych ostatnich pomocną listę autor umieścił na końcu (s. 365) książki. Ponadto, historia Rewolucji Francuskiej przypomniała mnie cenne stwierdzenie Hannah Arendt, które podaję, mimo, że jej samej nie lubię (za totalitaryzm):
„...Rewolucja - rozpoczynana przez prawych i rozumnych - pożera własne dzieci, wynosząc do władzy fanatyków lub ludzi nędznych i skorumpowanych, a miast wolności przynosi terror i zniewolenie...”
Oczywiście polecam, lecz ostrzegam przed trudnościami.
Sunday, 18 September 2016
Laurece BERGREEN - "Poza krawędź świata"
Laurence BERGREEN - "Poza krawędź świata"
Bergreen (ur. 1950) wyspecjalizował się w biografiach; omawianą, o Magellanie, a dokładniej o jego wyprawie dookoła świata, rozpoczętej 10 sierpnia 1519 roku, wydał w 2003.
Naszła mnie refleksja, że, ja stary, prawie nic nie wiem o Magellanie, bo jeno, że opłynął kulę ziemską w pierwszej połowie XVI wieku, no i że jest Cieśnina oraz Obłoki Magellana.
No to zacząłem z zainteresowaniem czytać i muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie od pierwszej strony, choć za literaturą tego typu nie przepadam. Jest to niewątpliwie zasługą autora, a pewnie i tłumacza – Jana Pyki, bo tekst jest przejrzysty, a język zrozumiały. Świetna lektura!
Niestety, zawiodę Państwa, bo nie mam nic ciekawego do dodania poza tym, co wyczytałem na:
http://www.polskieradio.pl/9/399/Artykul/1032469,Poza-krawedz-swiata-historia-rejsu-ktory-zdziesiatkowal-zaloge
Powtórzę tylko zakończenie:
„....."Poza krawędź świata" to opowieść o odwadze, samotności i zaślepieniu, a także barwny obraz do dziś mało znanych ludów i zamieszkanych przez nie lądów oraz pasjonująca jak najlepszy thriller kronika zmagań o władzę nad światem..."
Szczery jestem, to uczciwie wyznaję, że nie wiedziałem nawet o zabiciu Magellana przed końcem podróży, a w ogóle lektura wzbogaciła mnie intelektualnie, czego i Państwu życzę. Proszę przeczytać wskazaną recenzję, bo ja daję 9 gwiazdek i to koniec.
Bergreen (ur. 1950) wyspecjalizował się w biografiach; omawianą, o Magellanie, a dokładniej o jego wyprawie dookoła świata, rozpoczętej 10 sierpnia 1519 roku, wydał w 2003.
Naszła mnie refleksja, że, ja stary, prawie nic nie wiem o Magellanie, bo jeno, że opłynął kulę ziemską w pierwszej połowie XVI wieku, no i że jest Cieśnina oraz Obłoki Magellana.
No to zacząłem z zainteresowaniem czytać i muszę przyznać, że książka wciągnęła mnie od pierwszej strony, choć za literaturą tego typu nie przepadam. Jest to niewątpliwie zasługą autora, a pewnie i tłumacza – Jana Pyki, bo tekst jest przejrzysty, a język zrozumiały. Świetna lektura!
Niestety, zawiodę Państwa, bo nie mam nic ciekawego do dodania poza tym, co wyczytałem na:
http://www.polskieradio.pl/9/399/Artykul/1032469,Poza-krawedz-swiata-historia-rejsu-ktory-zdziesiatkowal-zaloge
Powtórzę tylko zakończenie:
„....."Poza krawędź świata" to opowieść o odwadze, samotności i zaślepieniu, a także barwny obraz do dziś mało znanych ludów i zamieszkanych przez nie lądów oraz pasjonująca jak najlepszy thriller kronika zmagań o władzę nad światem..."
Szczery jestem, to uczciwie wyznaję, że nie wiedziałem nawet o zabiciu Magellana przed końcem podróży, a w ogóle lektura wzbogaciła mnie intelektualnie, czego i Państwu życzę. Proszę przeczytać wskazaną recenzję, bo ja daję 9 gwiazdek i to koniec.
Subscribe to:
Comments (Atom)