Po długiej przerwie czytam piątą książkę spadkobierczyni poniekąd Chmielewskiej, w dodatku lepszej bo polonistka zwykle lepsza od architektka. Wszechstronna Kisiel próbuje zmierzyć się po raz pierwszy z kryminałem…. I tu spotkał mnie spory zawód. Nie mam pretensji, że to opowiastka raczej obyczajowa, a wątek kryminalny nieistotny i niezbyt wyrafinowany. Gorzej, że autorka, której trzykrotnie dałem 10/10, robi wrażenie wyczerpanej. Zdolności pozostały, lecz poczucie humoru zawiodło. W rezultacie relaksujące czytadło, któremu daje 7/10 tylko ze względu na sympatię do autorki za poprzednie książki
Saturday, 13 November 2021
Friday, 12 November 2021
Julian TUWIM - „Kwiaty polskie”
Wśród 2368 moich opinii nie ma słowa o tym arcydziele, po prostu przeoczyłem, toteż nie mogę narzekać, że na LC jest tylko 21 opinii. A może i lepiej, że tak mało, bo wszystkie można przeczytać. Mnie najbardziej odpowiada oznaczona godłem MarWinc choć nie rozumiem dlaczego jej autor dał 9/10, a nie 10/10:
„Sięgnąłem po ten poemat jako po lek na wszelkie -izmy
naszych czasów – demonicznych naszych prześladowców: kaczyzmy, ziobryzmy,
faszyzmy i katolicyzmy… Tu się człowiek nadyszał i ojczyzny napił! Uspokoił
rozedrgane zmysły.
A tu: podmiot skacze z kwiatka na – nomen omen
– kwiatek: od scen z dzieciństwa, po wspomnienia ważnych epizodów życiowych, a
wszystko łączone luźnym biegiem skojarzeń. Poezja poematu na miarę największych
dzieł literatury. Ale dlaczego na miarę, skoro to polszczyzna najpierwszego
sortu! I chyba trzeba tu zmilczeć dalej, nie opowie się tego wszak miłośnikom
disco polo, a innym opowiadać nie trzeba: znają i czasem wracają…”
Uzupełniam powyższą
opinię pytaniem z
sąsiedniej recenzji: dlaczego
„księdza Pudra policzkowano przed ołtarzem", bo
to obecnie wyjątkowo
aktualne. Ocena 10/10
Sunday, 7 November 2021
Przemysław SEMCZUK - „Cyklon”
Nie czytałem nic Semczuka, zdziwiłem się rozbieżnością ocen na LC, postanowiłem sam przeczytać, by wydać niezależną opinię i żeby nie marudzić powiem krótko: jako stary, złośliwy zrzęda zwykłem autorom wytykać błędy, brak znajomości epoki czy też inne niedorzeczności. Semczuk wydawał się łatwym kąskiem na pożarcie, bo co on może wiedzieć o życiu w PRL-u, skoro urodził się prawie 30 lat po mnie. I tu wielka niespodzianka i jego wygrana, bo w całym tekście nie znalazłem ani jednej sytuacji wątpliwej tzn. że osoby i zdarzenia są wiarygodne. Również dialogi charakteryzujące się zwięzłością robią wrażenie autentycznych.
Semczuk dokonał
dużej sztuki, bo
poruszając w gruncie
rzeczy tematy oklepane,
przedstawił je ciekawie
do tego stopnia,
że wypełnił mnie
niedzielę, uniemożliwiając inne
zajęcia, lecz jest
dopiero 19, to
jeszcze zdążę coś
w domu samotnika
zrobić. Brawo Semczuk,
dobra książka!! 8/10
Saturday, 6 November 2021
Chelsea PITCHER - „To kłamstwo cię zabije”
Po półtora roku ta książka ma na LC 6.43 (76 ocen i 15 opinii), czyli raczej słabo. Nie rozumiem czytelników, którzy dali 8, 9 czy nawet 10/10 tej nudzie. Szczęśliwie przetłumaczono tylko tę pozycję, a więc jest szansa na zakończenie mojej znajomości z autorką.
Pierwsze
obawy co do
wartości tej pozycji
budzi określenie „literatura
młodzieżowa”, bo nie ma takiej,
podobnie jak literatury
kobiecej. Takie określenia
obrażają wymienionych, a służą
jedynie podkreśleniu, ze dana
książka jest słaba,
choć kobiety i
młodzież czytają wybitne
pozycje często ze
zrozumieniem większym niż
ogół czytelników. Ponadto
beletrystykę dzieli się
na literaturę wybitną,
wartościową, bezwartościową i
chłam.
Ta
pozycja jest sztuczna
i bezwartościowa, ale jeśli
ktoś lubi marnować czas,
to niech se
czyta, mimo moich
ostrzeżeń. Bo dla
mnie to nuda
i stracony czas.
3/10. A jeszcze:
gdyby ją uszczuplić
do 1/3 to
może byłaby zjadliwa.
Friday, 5 November 2021
Mia MARCINÓW - "Bezmatek"
Marcinów (ur.1985) – polska filozofka i pisarka, doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Laureatka Paszportu „Polityki” 2020 w dziedzinie literatury. Wykształcona, inteligentna, wrażliwa i wiele innych walorów, a to wiem, bo lektura tego jej debiutu literackiego wywołała wypieki zachwytu na moim licu. Toż to konkuruje w pewnym sensie z „Matka odchodzi” Różewicza, czego autorka jest świadoma, bo w połowie książki o tym utworze wspomina. Tylko, że Różewicz wydał swój utwór w wieku 78, a Marcinów – 35.
Mam szczęście, bo
również ten utwór
recenzował mój ulubiony
profesjonalista Jarosław Czechowicz,
którego recenzję gorąco
polecam
http://krytycznymokiem.blogspot.com/2020/05/bezmatek-mira-marcinow.html
A ja stawiam
8/10, tyle samo
co Różewiczowi
Wednesday, 3 November 2021
Bernhard SCHLINK - „Olga”
Schlink to autor jednej dobrej książki, której popularności pomógł film z Kate Winslet, David Kross i Ralph Fiennes w rolach głównych. Gwoli ścisłości dodam, że chodzi o „Lektora”, który na LC ma 7.2 (5377 ocen i 465 opinii) , a ode mnie dostał 5/10. Recenzowałem jeszcze jego „Kobietę na schodach” z podobnym wynikiem. Omawiana obecnie „Olga” ma na LC 6.51 (105 ocen i 32 opinie), ode mnie maksimum 4/10, a zamiast recenzji cytuję recenzję na LC oznaczoną godłem Ola;
„ Nie doczytałam tej książki. … …. "Olga" zaskoczyła mnie
swoją przewidywalnością i przeciętnością. Czytałam, i czytałam i miałam
wrażenie, że ta książka jest pusta, banalna, przewidywalna. … …. Moje poczucie czytania czegoś
bezwartościowego kazało mi "Olgę" odłożyć. Szkoda mi czasu na takie
lektury, jak tyle innych, przyciągających mnie książek czeka w kolejce.
Poległam.”
Tak więc,
po trzech książkach
tego autora, które oceniłem 5, 5, 4,
nie zostanę jego
fanem
Tuesday, 2 November 2021
Vigdis Hjorth – „Song nauczycielki”
W przeciwieństwie do innych recenzentów nic jej nie czytałem, nawet często przywoływanego „Spadku”, więc moje spojrzenie jest niewinne, można rzec dziewicze. Na LC 7.17 (60 ocen i 16 opinii). Powiem krótko: niewątpliwie książka jest ciekawa, autorka inteligentna, choć dla większości z nas, borykających się z problemami egzystencjalnymi, trudno przyswajalna, bo akcja rozgrywa się w społeczeństwie bogatym, a polskiemu czytelnikowi nasuwa się pytanie: „Czy autorka (bądź bohaterka) nie ma większych zmartwień?”
Mój
ulubiony krytyk Jarosław
CZECHOWICZ pisze: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2020/03/song-nauczycielki-vigdis-hjorth.html
„…. Lotte jest doskonałą obywatelką doskonale
uporządkowanego kraju. Czytając „Song nauczycielki”, będziemy świadkami
odsłaniania wszelkich niedoskonałości. Tych związanych z norweskością, ale
także bardzo symbolicznych. To bowiem powieść o kwestii perspektywy. Opowiada,
co może się wydarzyć, jeśli ktoś zechce się nam przyjrzeć innymi oczyma,
zaprezentować nasze życie i poczynania z dystansu, na jaki nigdy nas nie stać.
Hjorth prowadzi nas
przez codzienne życie Lotte Bøk w taki sposób, że odsłaniane są nam najbardziej
intymne elementy tego życia. Przy tym wszystkim narracja jest stale surowa,
zdystansowana. Bohaterka jest całkowicie poświęcona pracy. Wykłada, usiłuje
zainteresować studentów pozornie archaicznymi tematami, zależy jej na
przeniesieniu omawianych dramatów do codziennego życia. W wolnych chwilach
ucieka do lasu, znajduje sobie bezpieczną przestrzeń innej aktywności, zwiększa
dystans wobec ludzi, buduje sobie życie pełne rytuałów. Codziennie w drodze do
pracy wypić cappuccino z mlekiem sojowym. Nie siorbać, pijąc smoothie przez
rurkę. Nie lizać lodów na patyku. Zaprosić do swojego domu obcego człowieka
dopiero wówczas, gdy przekona samą siebie, iż jest to absolutnie bezpieczne.
Tym obcym jest Tage
Bast. Student, który kręci materiał filmowy. W ramach projektu chce przyjrzeć
się związkom życia zawodowego z osobistym. Lotte zgadza się, by ją nagrywał. I
kiedy myśli się, że zaraz będzie mieć miejsce romans rujnujący tę powieść,
pojawia się przyjemne zaskoczenie, bo od momentu spotkania się tej dwójki nic w
tej książce nie będzie oczywiste i jednoznaczne. Student nie wydaje się inwazyjny,
ale narzędzie jego pracy już tak. Pojawiają się napięcia związane z czymś,
czego Lotte do tej pory nie doświadczała. Życie w obiektywie zaczyna mieć inny
kształt albo bohaterka chciałaby ten kształt zmienić, polepszyć. Kamera
deprymuje Lotte. Okazuje się, że przy jej udziale bohaterka po raz pierwszy
doprowadzi do pewnego rodzaju konfrontacji ze sobą. To będzie dynamiczny i
dramatyczny proces. Oko kamery nie tylko spowoduje, że pewna siebie i swojej
wartości jako nauczycielki Lotte zacznie widzieć pewne elementy codziennego
życia inaczej. Ono zmusi ją, by przedefiniowała samą siebie. Przede
wszystkim uporządkowany sens życia, w który tak doskonale wrosła, bo Norwegia
jak mało które państwo na świecie pozwala bezpiecznie zakorzenić się w strefie
własnego komfortu.
Vigdis Hjorth opowie o
tym, co się dzieje, kiedy ta strefa zostaje naruszona. Doskonale pokazuje to
poprzez codzienne czynności, które przestają być rytualne, rozpadają się, Lotte
ma wrażenie niepanowania nad codziennością, wkrada się do jej duszy także kilka
rodzajów niepewności. Można oczywiście chwilami odnieść wrażenie, że bohaterka
hamletyzuje, ale całość – opisywana bardzo metodycznie, bez emocji – świata
przedstawionego tej książki robi ogromne wrażenie. Zwłaszcza gdy orientujemy
się, że jest to bardzo inteligentna opowieść o demaskacji, ale także skierowana
do wewnątrz bohaterki opowieść o rozliczeniu z tym, co znaczy być dobrym i
prawym człowiekiem.
Ciekawe są relacje
bohaterki ze studentami. Między nimi a nią Brecht. Przesłania i symbole, które
nie mogą być odczytane zgodnie z tym, czego oczekuje prowadząca zajęcia. W tej
intrygującej interpretacji twórczości Brechta kryje się wciąż na nowo zadawane
pytanie o to, gdzie leży granica między wytworzonym przez twórcę uczuciem czy
emocją a tym, co przeżywa się na co dzień, doświadcza intensywnie i z pewną
dozą niepewności, gdy każde doświadczenie jest gotowe nas zmienić. Czy
„Song nauczycielki” to powieść o przemianie? W pewnym stopniu tak, ale chyba
bardziej jest to zbiór fantazji o tym, w jaki sposób zabezpieczamy się przed
światem, dopasowując się do niego na wygodnych dla nas zasadach. Dobry
oraz uporządkowany kraj jak Norwegia pozwala wieść dobre i uporządkowane życie.
Co jednak z nierównościami, krzywdą, z tym wszystkim pokazującym mroczne
odbicie świata? Czy można w tym naprawdę uczestniczyć, kiedy tkwi się w
codzienności stworzonej niczym bańka mydlana?
Hjorth fantazjuje o
sferze złudzeń, dzięki którym możemy naprawdę poczuć się dobrze. O tym, że
czasem nie my dopasowujemy się do świata, lecz on – dzięki szaleńczej pracy
naszej wyobraźni – dopasowuje się do nas. Ta książka zwraca uwagę na to, jak
wiele energii możemy poświęcić tworzeniu wspomnianych złudzeń. Jak bardzo
sprytna, a jednocześnie niesamowicie krucha jest taka myślowa
konstrukcja. Ta książka świetnie pokazuje, że cały uporządkowany świat
może ujawnić swoje niepewne fundamenty, kiedy pojawi się niespodziewana
okoliczność. Tutaj jest nią ujrzenie siebie w taki sposób, w jaki nigdy nie
można byłoby się ujrzeć. To też interesująca historia o tym, co to znaczy
zmieniać świat. Najwygodniej robić to bez obciążenia samego siebie, bez
jakiegokolwiek dyskomfortu. Norweska pisarka pyta również o to, za co
w życiu powinniśmy wziąć pełną odpowiedzialność. Studenci Lotte wydają się
bierni i niegotowi na żaden rodzaj odpowiedzialności. Ona sama przyjmuje na
siebie bardzo wiele, ale czy tak naprawdę nie tkwi w pewnej hipokryzji? Podoba
mi się to, że „Song nauczycielki” bardzo powoli, ale konsekwentnie odsłania
kolejne dylematy bohaterki, dając jej coraz mniej przestrzeni i powietrza.
Jakby pięknie uporządkowany świat miał runąć. Ale tu nie o to chodzi. Chodzi o
zmianę perspektywy życia poprzez to, kim się jest w tym życiu. Hjorth jest
bezkompromisowa i nie oszczędza Lotte. Ale dzięki temu sugestywnie opowiada o
tym, że potrzebą człowieka jest pewność siebie, a rzeczywistością wokół niego
ciągła wątpliwość i konieczność zadawania trudnych pytań. Dlatego ta książka,
nie oddziałująca aż tak silnie jak „Spadek”, to kolejny dowód pisarskiej
inteligencji Vigdis Hjorth, a także jej umiejętności odsłaniania tego, co
niewygodne, i prezentowanie tych odsłon bez nadmiernej emocjonalności. Naprawdę
dobra książka.”
Podzielam opinię Czechowicza
i zamierzam przeczytać
„Spadek”, a tej
książce daję 8/10