Stanisław LEM - "Astronauci"
Zaczynam od przytoczenia całej recenzji z LC oznaczonej "MontyP", z którą w 100% się zgadzam:
"Ostatnio mało wstawiam opinii, ale kiedy zobaczyłem, że Lem ma średnią poniżej 4 to się we mnie zagotowało. Ktoś się doszukał pochwały socjalizmu (ja bym nie przesądzał kiedy było lepiej, czy w czasach, gdzie praca była w dodatku obowiązkowa!, lekarze leczyli za darmo, a w razie nieszczęścia nikt nie zostawał bez środków do życia, czy drapieżny 19 wieczny kapitalizm- ale to na inną dyskusję), ktoś inny dał 3 gwiazdki bez uzasadnienia. Lem to klasyk! Otoczenie się zmieniło tak jak w przypadku Sienkiewicza, Londona, Curwooda, Faulknera, itd, ale to nie deprecjonuje książki, ale wręcz podnosi jej wartość. Taka książka trochę więcej wymaga wysiłku, żeby zrozumieć realia historyczne i pełniej zrozumieć sam tekst.
Najwyraźniej nie wszyscy zrozumieli. "
W 1972 roku ("wczesny Gierek") tj 21 lat po pierwszym wydaniu w 1951 roku ("szczytowy stalinizm") w przedmowie do kolejnego wydania autor pisał:
".... Książkę tę, napisaną przed dwudziestu dwu laty, zamierzałem poprawić nieco z okazji wznowienia, a więc niejako uwspółcześnić, ale przejrzawszy ją, zrozumiałem, że nie da się tego zrobić... ...rok dwutysięczny, który z perspektywy lat pięćdziesiątych wydawał mi się przyszłością tak oddaloną, że można w niej było lokować optymistyczne rojenia o świecie zjednoczonym pokojowo, obecnie brany na muszkę przez rzesze uczonych futurologów nakazuje optymizmowi powściągliwość i poskromienie dawniejszych, zbyt naiwnych nadziei.... ...Dzisiaj ta fantastyczna historia jest nie tylko pełna technicznych omyłek i obalonych przez czas przepowiedni, ale i wielce, po bajkowemu wręcz, naiwna... ...Co się tyczy narracyjnych naiwności, tych nie usprawiedliwia nigdy nic i okazują się one zawsze niedostateczną robotą. Natomiast te, wcale liczne, ustępy, których niewłaściwość czysto rzeczową czas przygwoździł i obnażył, może nie są tak samo bezwartościowe, ponieważ zezwalają na w końcu dość interesujące zbadanie stosunków między rozmachem wysilonej w przyszłość wyobraźni a jej rywalem i przeciwnikiem – rzeczywistością. Porównanie takie wykazuje, że w dziedzinie technicznego postępu wszystko biegnie zwykle szybciej i sposobem bardziej rewolucyjnym, niż to sobie fantazja umie wystawić, a zarazem w obszarze spraw społecznoświatowych wszystko porusza się wolniej i z dużymi dolegliwościami..."
Od daty napisania powyższych słów upłynęło 45 lat, a ostatnie zdanie przybrało na wartości. Ponadto należy pamiętać, że Lem był przede wszystkim filozofem i humanistą, a pisarzem fantastyki, niejako przy okazji.
Przypominam, że książka została wydana w 1951 roku tj gdy psychoza wojny atomowej szczytowała, bo Rosenbergowie zostali aresztowani w 1950, skazani w 1951, a wyrok wykonano w 1953. Akurat, tuż przed "Astronautami" przeczytałem dobry thriller Hayesa "Pielgrzyma", o zagrożeniu bronią bakteriologiczną, który jednak jest tak płytki, że nawet próba porównania z omawianą klasyką Lema jest bezsensowna.
Książka należy do klasyki, a młodych informuję, że w 1951 roku nie znaliśmy komputerów, telewizji, ba, nie znaliśmy długopisów, a wieczne pióro było skarbem. Każdy nosił kałamarz, młodsi pisali "serkiem", a starsi "krzyżykiem", a większość społeczeństwa słuchała radia tylko z ulicznych bądź świetlicowych "kołchoźników". Do tego za jakiekolwiek próby kontaktów z Zachodem (listy, słuchanie zachodnich radiostacji) szło się do "pierdla", a w szeroko pojętej kulturze obowiązywał socrealizm. I w takich warunkach genialny Lem napisał to arcydzieło. Podważanie jego wartości świadczy o braku wyobraźni.
Lem mnie uczy od 65 lat, a więc i teraz, przy ponownej lekturze, coś tam wynotowałem. Np (s. 176 – e-book):
".....Nigdy nie zadowalać się zrobionym, zawsze iść dalej. Działanie tego nakazu odnajdujemy w życiu wszystkich ludzi, którzy coś osiągnęli. Kiedy Max Planck po wielu latach żmudnego badania odkrył kwantową naturę energii, ludzie o płytkich umysłach uważali to za chlubne uwieńczenie jego wysiłków i uznali dzieło za zakończone. Dla niego zaś stało się to zagadką, której badaniu poświęcił całe życie. Nigdy nie podziwiać własnych pomysłów,.. ..nigdy się nie uspokajać, bić we własne teorie z taką siłą, żeby runęło wszystko, co nie jest w nich prawdą..."
Dzieło Lema było i jest przestrogą przed samozagładą. "Było", bo zostało wydane w 1951 roku, kiedy w Stanach szalał maccarthyzm, a w ZSRR miała miejsce... (Wikipedia)
"29 sierpnia 1949 – eksplozja pierwszej radzieckiej bomby atomowej, przeprowadzona na poligonie w Semipałatyńsku w Kazachstanie..."
......a "jest", bo poniższy cytat szczególnie obecnie jest trafny (s. 597)
".......– Wiemy, że materia jest ślepa i nie ma ponad nią żadnej Opatrzności, która prostowałaby drogi błądzących. Człowiek wnosi ład w niezmierzoną przestrzeń Wszechświata, bo tworzy wartości. Istoty, które poświęcają się zniszczeniu, choćby były najpotężniejsze, niosą w sobie własną zgubę. Co mamy o nich myśleć? Wyobraźnia zawodzi, umysł cofa się przed ogromem cierpienia i śmierci zawartym w słowach: zagłada planety. Czy mamy potępić jej mieszkańców?.. ....Czy na Ziemi nie było... ...handlarzy śmierci, którzy służyli obu stronom walczącym i sprzedawali im broń?..."
Oczywiście "handlarze śmierci" sprzedawali broń, ale co gorsza obecnie zintensyfikowali ten proceder, obłudnie zapewniając, że walczą z np ISIS.
Wobec walorów tej książki, należy wybaczyć autorowi jedno jedyne wspomnienie o amerykańskim imperializmie, które jest wrednie wyciągane przez moralizatorów, by zaliczyć to dzieło do socrealizmu. Sam fakt, że po 66 latach o nim dyskutujemy, mówi za siebie.
Friday, 16 June 2017
Thursday, 15 June 2017
Terry HAYES - "Pielgrzym"
Terry HAYES - "Pielgrzym"
Terry Hayes (ur. 1951) - to Anglik, obecnie mieszkający w Australii, znany autor scenariuszy (jego filmografia wymienia 18 tytułów w latach 1981 - 2001), który "Pielgrzymem" zadebiutował jako pisarz, w 2013 roku.
Książkę napisaną przez byłego agenta służb specjalnych wykorzystuje, jako podręcznik, wielokrotny morderca. Ilość recenzji powala (na LC 8,22, 1522 ocen i 263 opinie), więc trudno coś oryginalnego dodać, tym bardziej, że nie wypada zdradzać treści, bo to thriller.
Powiem więc tylko, że to porywająca lektura, od której trudno się oderwać, że tematyka jest nader aktualna oraz, co ważne dla szerokiego kręgu czytelników, nie wymaga wysiłku intelektualnego.
Niestety, muszę pozrzędzić. Po pierwsze - uważam, że dla thrillerów, kryminałów, książek. sensacyjnych lepsza jest forma krótsza niż 1374 stron elektronicznych czy 768 stron papierowych. Po drugie - nie odpowiada mnie przeplatanie się kilku wątków i co ważniejsze - gatunków tzn wolałbym dwie (lub więcej) odrębne książki: pierwszą sensacyjną o amerykańskim Suworowie, a drugą thriller, bądź też dwie osobne części, w której druga - thriller byłaby niejako konsekwencją pierwszej. Po trzecie - political correctness czyli pisanie pod mentalność, wiedzę i stan świadomości przeciętnego Amerykanina oraz pewność siebie w ocenie dziejów świata, która jest sprzeczna z moimi odczuciami i poglądami. Skrótowo można to ująć: jak Amerykanin torturuje lub morduje, to w imię wyższej idei, a jak ruski, japoniec czy muzułmanin to psychopata, fanatyk bądź przestępca.
Całość nierówna, a mutowanie wirusów przez arabskiego lekarza niewiarygodne. Nie jestem też w stanie uwierzyć w jednostronne zagrożenie bronią bakteriologiczną (s. 562,7)
„...Pod koniec lat osiemdziesiątych Sowieci mieli co najmniej dziesięć ton wirusa ospy prawdziwej w postaci umożliwiającej rozprzestrzenienie za pomocą głowic bojowych MIRV. ..”
Mimo, że z tak grubego tomiska nie wynotowałem ani jednej ciekawej myśli i mimo znużenia lekturą, o której dokończenie walczyłem siedem dni, daję tyleż gwiazdek w kategorii łatwej lektury dla niewymagającego czytelnika.
Terry Hayes (ur. 1951) - to Anglik, obecnie mieszkający w Australii, znany autor scenariuszy (jego filmografia wymienia 18 tytułów w latach 1981 - 2001), który "Pielgrzymem" zadebiutował jako pisarz, w 2013 roku.
Książkę napisaną przez byłego agenta służb specjalnych wykorzystuje, jako podręcznik, wielokrotny morderca. Ilość recenzji powala (na LC 8,22, 1522 ocen i 263 opinie), więc trudno coś oryginalnego dodać, tym bardziej, że nie wypada zdradzać treści, bo to thriller.
Powiem więc tylko, że to porywająca lektura, od której trudno się oderwać, że tematyka jest nader aktualna oraz, co ważne dla szerokiego kręgu czytelników, nie wymaga wysiłku intelektualnego.
Niestety, muszę pozrzędzić. Po pierwsze - uważam, że dla thrillerów, kryminałów, książek. sensacyjnych lepsza jest forma krótsza niż 1374 stron elektronicznych czy 768 stron papierowych. Po drugie - nie odpowiada mnie przeplatanie się kilku wątków i co ważniejsze - gatunków tzn wolałbym dwie (lub więcej) odrębne książki: pierwszą sensacyjną o amerykańskim Suworowie, a drugą thriller, bądź też dwie osobne części, w której druga - thriller byłaby niejako konsekwencją pierwszej. Po trzecie - political correctness czyli pisanie pod mentalność, wiedzę i stan świadomości przeciętnego Amerykanina oraz pewność siebie w ocenie dziejów świata, która jest sprzeczna z moimi odczuciami i poglądami. Skrótowo można to ująć: jak Amerykanin torturuje lub morduje, to w imię wyższej idei, a jak ruski, japoniec czy muzułmanin to psychopata, fanatyk bądź przestępca.
Całość nierówna, a mutowanie wirusów przez arabskiego lekarza niewiarygodne. Nie jestem też w stanie uwierzyć w jednostronne zagrożenie bronią bakteriologiczną (s. 562,7)
„...Pod koniec lat osiemdziesiątych Sowieci mieli co najmniej dziesięć ton wirusa ospy prawdziwej w postaci umożliwiającej rozprzestrzenienie za pomocą głowic bojowych MIRV. ..”
Mimo, że z tak grubego tomiska nie wynotowałem ani jednej ciekawej myśli i mimo znużenia lekturą, o której dokończenie walczyłem siedem dni, daję tyleż gwiazdek w kategorii łatwej lektury dla niewymagającego czytelnika.
Wednesday, 7 June 2017
Harlan COBEN - "Tęsknię za tobą"
Harlan COBEN - "Tęsknię za tobą"
Harlan Coben (ur. 1962) - amerykański (pochodzenia żydowskiego) autor powieści kryminalnych, w których (Wikipedia)..:
"...często pojawiają się nierozwiązane bądź niedokończone sprawy z przeszłości (takie jak morderstwa, tragiczne wypadki, etc.) oraz wielokrotne zwroty akcji..."
Dorobek ma duży, począwszy od 1990 roku, a obecnie oceniana została wydana w 2014. Wg notki redakcyjnej:
"....Detektyw nowojorskiej policji Kat Donovan przeglądając profile na portalu randkowym, natrafia na zdjęcie byłego narzeczonego. Mężczyzna wiele lat temu złamał jej serce... ...Dawny ukochany nie chce jednak odnawiać znajomości...".
Czy to będzie zemsta niechcianej??
s. 49,5 wyjaśnienie tytułu:
"....John Waite nagrał piosenkę "Missing You", która stała się klasykiem wczesnego MTV. Niby-nowofalowy popowy utwór nadal wzruszał Kat, gdy słyszała go w radiu albo w barze, gdzie puszczano hity z lat osiemdziesiątych. Natychmiast wracała myślą do niezwykle łzawego teledysku, w którym John szedł samotnie ulicą i choć piosenka nosiła tytuł "Tęsknię za tobą", powtarzał: „Wcale za tobą nie tęsknię” głosem tak udręczonym, że kolejny wers („Mogę się okłamywać”) stawał się zbędny i nadmiernie objaśniający...."
A dalej banalny kryminał o zmuszaniu kobiet do prostytucji, o niebezpieczeństwach portali randkowych, o gejach, psychopatach i bezwzględnych morderstwach, ale z miłością i jej happy endem. Niczym się to-to nie wyróżnia z tysięcy podobnych produktów tworzonych szybko, łatwo i rutynowo dla zarobku.
Aby powiedzieć coś pozytywnego o tym "dziele" wynotowałem dwa cytaty równie banalne jak cała książka, lecz mogące uchodzić za "złotą myśl":
s.339,7
"....Nie da się zmienić przeszłości. Ale można ją kształtować za sprawą wspomnień. To ja wybieram, które z nich zachowam, nie ty..."
s. 349,9
".....— Kiedy jesteś młoda, wydaje ci się, że znasz wszystkie odpowiedzi. Identyfikujesz się z prawicą albo lewicą, a druga strona to banda kretynów. Sama wiesz. Jednak kiedy się nieco zestarzejesz, coraz wyraźniej dostrzegasz szarości. Dziś rozumiem, że prawdziwymi kretynami są ludzie przekonani, że znają wszystkie odpowiedzi...."
Harlan Coben (ur. 1962) - amerykański (pochodzenia żydowskiego) autor powieści kryminalnych, w których (Wikipedia)..:
"...często pojawiają się nierozwiązane bądź niedokończone sprawy z przeszłości (takie jak morderstwa, tragiczne wypadki, etc.) oraz wielokrotne zwroty akcji..."
Dorobek ma duży, począwszy od 1990 roku, a obecnie oceniana została wydana w 2014. Wg notki redakcyjnej:
"....Detektyw nowojorskiej policji Kat Donovan przeglądając profile na portalu randkowym, natrafia na zdjęcie byłego narzeczonego. Mężczyzna wiele lat temu złamał jej serce... ...Dawny ukochany nie chce jednak odnawiać znajomości...".
Czy to będzie zemsta niechcianej??
s. 49,5 wyjaśnienie tytułu:
"....John Waite nagrał piosenkę "Missing You", która stała się klasykiem wczesnego MTV. Niby-nowofalowy popowy utwór nadal wzruszał Kat, gdy słyszała go w radiu albo w barze, gdzie puszczano hity z lat osiemdziesiątych. Natychmiast wracała myślą do niezwykle łzawego teledysku, w którym John szedł samotnie ulicą i choć piosenka nosiła tytuł "Tęsknię za tobą", powtarzał: „Wcale za tobą nie tęsknię” głosem tak udręczonym, że kolejny wers („Mogę się okłamywać”) stawał się zbędny i nadmiernie objaśniający...."
A dalej banalny kryminał o zmuszaniu kobiet do prostytucji, o niebezpieczeństwach portali randkowych, o gejach, psychopatach i bezwzględnych morderstwach, ale z miłością i jej happy endem. Niczym się to-to nie wyróżnia z tysięcy podobnych produktów tworzonych szybko, łatwo i rutynowo dla zarobku.
Aby powiedzieć coś pozytywnego o tym "dziele" wynotowałem dwa cytaty równie banalne jak cała książka, lecz mogące uchodzić za "złotą myśl":
s.339,7
"....Nie da się zmienić przeszłości. Ale można ją kształtować za sprawą wspomnień. To ja wybieram, które z nich zachowam, nie ty..."
s. 349,9
".....— Kiedy jesteś młoda, wydaje ci się, że znasz wszystkie odpowiedzi. Identyfikujesz się z prawicą albo lewicą, a druga strona to banda kretynów. Sama wiesz. Jednak kiedy się nieco zestarzejesz, coraz wyraźniej dostrzegasz szarości. Dziś rozumiem, że prawdziwymi kretynami są ludzie przekonani, że znają wszystkie odpowiedzi...."
Tuesday, 6 June 2017
Jennifer Cody EPSTEIN - "Malarka z Szanghaju"
Jennifer Cody EPSTEIN - "Malarka z Szanghaju"
Zacznijmy od autorki, o której niewiele po polsku można znaleźć. Na podstawie anglojęzycznej Wikipedii podaję:
Epstein mieszka z mężem i córkami w Nowym Jorku. Dyplomów ma sporo, bo "mastera" ze Sztuk Plastycznych (Fine Arts) i ze Stosunków Międzynarodowych (International relations), a "bachelora" z angielskiego i orientalistyki (Asian Studies). Pisała dla NBC. HBO, "The Wall Street Journal", "The Asian Wall Street Journal", „The Nation" z Tajlandii, jak i magazynów "Self" i "Mademoiselle". Pracowała też w Tokio i Kioto w Japonii, gdzie spędziła pięć lat jako studentka, nauczycielka i dziennikarka, a także w Hong Kongu i Bangkoku. Epstein wykładała na Columbia University w USA i na Doshisha University w Kioto.
Omawiana książka będąca jej debiutem (2008), to fikcyjna autobiografia Pan Yuliang (1895 - 1977), chińskiej malarki, która zrewolucjonizowała chińską sztukę, wprowadzając do niej style zachodnioeuropejskiego malarstwa. Praca nad tą książką zajęła Epstein dziesięć lat, przynosząc w efekcie według niej samej "nie faktyczny bilans życia Pan Yuliang, a raczej jego przetworzony obraz". Autorka dołożyła wielu starań, by dokładnie sportretować osoby i epokę.
Sukces przyniosła i następna jej książka "The Gods of Heavenly Punishment", której akcja przebiega w czasie II w. św. W Japonii, ale o tym innym razem.
O samej Pan Yuliang wyczytałem w internecie sporo, z czego wybrałem kwintesencję, którą znalazłem pod adresem:
http://www.chinadaily.com.cn/photo/2006-11/14/content_732470.htm
"..Pan Yuliang, renowned for her own model, self-portraits and bathing women, who was condemned as "depraved" in the 1930-40 by conservative officals and art critics in China, now gains her reputation -- a female pioneer painter of western painting..."
Dodam, że Marie de Shazer napisała książkę o Pan Yuliang pod wymownym tytułem: "Pan Yu Liang, La Manet de Shanghai", porównując jej sławę w Chinach z Maneta we Francji.
Co do samej książki, to jest to ciekawa opowieść o poplątanym życiu malarki borykającej się z losem, lecz również materiał poznawczy warunków życia i obyczajów społeczności chińskiej. Nas szokuje już sprzedaż czternastolatki do burdelu, a cóż dopiero krępowanie stóp, aby uniemożliwić ich wzrost. Azjatycki folklor, który uatrakcyjnia biografię malarki, przedstawioną w oryginalnej formie.
Książkę polecam, bo ma wiele zalet, czyta się ją dobrze, a jednak muszę podkreślić pewien niedosyt, gdyż wszechstronna znajomość tematu, profesjonalność autorki jakoś nie przekłada się na przyswajalność czytelnika. Tak to odczuwam, choć nie potrafię sprecyzować dlaczego; chyba z powodu obcości chińskiego świata.
Zacznijmy od autorki, o której niewiele po polsku można znaleźć. Na podstawie anglojęzycznej Wikipedii podaję:
Epstein mieszka z mężem i córkami w Nowym Jorku. Dyplomów ma sporo, bo "mastera" ze Sztuk Plastycznych (Fine Arts) i ze Stosunków Międzynarodowych (International relations), a "bachelora" z angielskiego i orientalistyki (Asian Studies). Pisała dla NBC. HBO, "The Wall Street Journal", "The Asian Wall Street Journal", „The Nation" z Tajlandii, jak i magazynów "Self" i "Mademoiselle". Pracowała też w Tokio i Kioto w Japonii, gdzie spędziła pięć lat jako studentka, nauczycielka i dziennikarka, a także w Hong Kongu i Bangkoku. Epstein wykładała na Columbia University w USA i na Doshisha University w Kioto.
Omawiana książka będąca jej debiutem (2008), to fikcyjna autobiografia Pan Yuliang (1895 - 1977), chińskiej malarki, która zrewolucjonizowała chińską sztukę, wprowadzając do niej style zachodnioeuropejskiego malarstwa. Praca nad tą książką zajęła Epstein dziesięć lat, przynosząc w efekcie według niej samej "nie faktyczny bilans życia Pan Yuliang, a raczej jego przetworzony obraz". Autorka dołożyła wielu starań, by dokładnie sportretować osoby i epokę.
Sukces przyniosła i następna jej książka "The Gods of Heavenly Punishment", której akcja przebiega w czasie II w. św. W Japonii, ale o tym innym razem.
O samej Pan Yuliang wyczytałem w internecie sporo, z czego wybrałem kwintesencję, którą znalazłem pod adresem:
http://www.chinadaily.com.cn/photo/2006-11/14/content_732470.htm
"..Pan Yuliang, renowned for her own model, self-portraits and bathing women, who was condemned as "depraved" in the 1930-40 by conservative officals and art critics in China, now gains her reputation -- a female pioneer painter of western painting..."
Dodam, że Marie de Shazer napisała książkę o Pan Yuliang pod wymownym tytułem: "Pan Yu Liang, La Manet de Shanghai", porównując jej sławę w Chinach z Maneta we Francji.
Co do samej książki, to jest to ciekawa opowieść o poplątanym życiu malarki borykającej się z losem, lecz również materiał poznawczy warunków życia i obyczajów społeczności chińskiej. Nas szokuje już sprzedaż czternastolatki do burdelu, a cóż dopiero krępowanie stóp, aby uniemożliwić ich wzrost. Azjatycki folklor, który uatrakcyjnia biografię malarki, przedstawioną w oryginalnej formie.
Książkę polecam, bo ma wiele zalet, czyta się ją dobrze, a jednak muszę podkreślić pewien niedosyt, gdyż wszechstronna znajomość tematu, profesjonalność autorki jakoś nie przekłada się na przyswajalność czytelnika. Tak to odczuwam, choć nie potrafię sprecyzować dlaczego; chyba z powodu obcości chińskiego świata.
Monday, 5 June 2017
Arturo Perez - Reverte - "Mężczyzna, który tańczył tango"
Arturo Pérez-Reverte - "Mężczyzna, który tańczył tango"
Czytałem jego zbiór felietonów pt "Życie jak w Madrycie" i byłem zachwycony (7 gwiazdek). Teraz brnę przez romansidło z wyższych sfer, a w uszach mnie dźwięczy piosenka Hemara:
Przez całą noc tańczyłeś tylko ze mną
przyciskał nas do siebie ludzi tłok
i gdy twój wzrok pochylał się nade mną
widziałeś sam jak mi się myli krok
tańczyłeś ze mną, tyle ślicznych tang
mój dobry mąż zatopił się w rozmowie
mój dobry mąż prowadzi duży bank
nie tańczy ze mną ma tyle spraw na głowie
bądź zdrów mój mały Gigolo
to może lepij tak a może źle
bądź zdrów mój mały Gigolo
myślełeś że nie przyjmie jak przyciskasz mnie
mój dobry mąż był tobą zachwycony
chciał ci 100 zł dać dlaczegoś nie chciał wziąść?
Bądź zdrów mój mały Gigolo (...)
Polecam w wykonaniu Zuli Pogorzelskiej https://www.youtube.com/watch?v=-meKmdFHv0I
Barbary Rylskiej https://www.youtube.com/watch?v=bSisG4ViMpI
A książka? Nie wypada mnie zrzędzić skoro gigolo tak pięknie kocha, a że to oszust i złodziej to pewnie objaw mojej zazdrości. Ja też się wzruszyłem jak stary siennik, a że wolę "Trędowatą" to tej daję o dwie gwiazdki mniej czyli 8 w kategorii romansideł. Bo i romansidła są potrzebne!!
Czytałem jego zbiór felietonów pt "Życie jak w Madrycie" i byłem zachwycony (7 gwiazdek). Teraz brnę przez romansidło z wyższych sfer, a w uszach mnie dźwięczy piosenka Hemara:
Przez całą noc tańczyłeś tylko ze mną
przyciskał nas do siebie ludzi tłok
i gdy twój wzrok pochylał się nade mną
widziałeś sam jak mi się myli krok
tańczyłeś ze mną, tyle ślicznych tang
mój dobry mąż zatopił się w rozmowie
mój dobry mąż prowadzi duży bank
nie tańczy ze mną ma tyle spraw na głowie
bądź zdrów mój mały Gigolo
to może lepij tak a może źle
bądź zdrów mój mały Gigolo
myślełeś że nie przyjmie jak przyciskasz mnie
mój dobry mąż był tobą zachwycony
chciał ci 100 zł dać dlaczegoś nie chciał wziąść?
Bądź zdrów mój mały Gigolo (...)
Polecam w wykonaniu Zuli Pogorzelskiej https://www.youtube.com/watch?v=-meKmdFHv0I
Barbary Rylskiej https://www.youtube.com/watch?v=bSisG4ViMpI
A książka? Nie wypada mnie zrzędzić skoro gigolo tak pięknie kocha, a że to oszust i złodziej to pewnie objaw mojej zazdrości. Ja też się wzruszyłem jak stary siennik, a że wolę "Trędowatą" to tej daję o dwie gwiazdki mniej czyli 8 w kategorii romansideł. Bo i romansidła są potrzebne!!
Saturday, 3 June 2017
Teodor PARNICKI - "Koniec 'Zgody Narodów'"
Teodor PARNICKI - "Koniec 'Zgody Narodów' " Powieść z roku 179 przed Nar. Chr.
Porywając się na swoje trzy grosze o tym dziele, muszę zacząć od wątku osobistego, bo Parnickiego intensywnie czytałem przed prawie 60 laty "małpując" mojego fenomenalnego Ojca (o fenomenie jego świadczą choćby studia i doktorat na UW uzyskane w ciągu 4 lat). I tak, podzielając jego zachwyty zaliczyłem i "Aecjusza..", i "Srebrne Orły", i "Tylko Beatrycze", jak i właśnie omawianą z 1945 roku. Oczywiście, z respektu dla Ojca, zachwycałem się każdym słowem spływającym z ust Parnickiego. Dzisiaj też się zachwycam, co wyrażam 10 gwiazdkami, tylko, że czytać tego to już mnie się nie chce. Wyjątek zrobiłem dla "Tylko Beatrycze", a w opinii pisałem:
„...Często słyszy się opinię, że Parnicki jest trudny i wymaga przygotowania historycznego. Trudny jest, ale dostępny dla laików i żadnego przygotowania nie potrzebuje; wprost przeciwnie czytelnik uczy się historii z jego książek .."
Na LC 37 książek Parnickiego opiniowano per saldo 25 razy, a odstępstwo stanowiły "Srebrne Orły" i "Tylko Beatrycze", które recenzowano po 11 razy. Omawiana doczekała się dwóch recenzji i oceny 7,65. Jedna z tych recenzji odwołuje się do monografii Szymutki, więc dla Państwa znalazłem (Wikipedia):
„Stefan Szymutko (1958 -2009) - polski historyk literatury, eseista... .....W 1991 na Wydziale Filologicznym tej uczelni uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych zakresie literaturoznawstwa. Temat jego pracy, napisanej pod kierownictwem prof. Tadeusza Bujnickiego, brzmiał: Wielość i wielkość. O "Końcu »Zgody Narodów«" Parnickiego. Stopień doktora habilitowanego uzyskał w 1999 roku na podstawie rozprawy Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i literaturoznawstwie. W 2007 roku uzyskał tytuł profesora nauk humanistycznych.
Prowadził badania nad twórczością Teodora Parnickiego, oprócz pracy doktorskiej poświęcił mu szereg artykułów naukowych publikowanych w czasopismach naukowych oraz książkach zbiorowych. Przez wiele lat pracował nad przypisami do jednej powieści Parnickiego, Słowa i ciała, których jednak nie zdołał ukończyć. Był też pierwszym prezesem założonego w 1997 roku Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego..."
Znalazłem również adres jego pracy pt "Żródło, czyli tekstu historii ciąg dalszy: na przykładzie "Końca 'Zgody Narodów'" Teodora Parnickiego". Prawie 100 stron ciekawej lektury:
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2-s62-94/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2-s62-94.pdf
Reasumując: to jest tak genialne, że zrozumiałe dla maluczkich (takich jak ja) w takim samym stopniu jak „Ulisses” Joyce'a.
Porywając się na swoje trzy grosze o tym dziele, muszę zacząć od wątku osobistego, bo Parnickiego intensywnie czytałem przed prawie 60 laty "małpując" mojego fenomenalnego Ojca (o fenomenie jego świadczą choćby studia i doktorat na UW uzyskane w ciągu 4 lat). I tak, podzielając jego zachwyty zaliczyłem i "Aecjusza..", i "Srebrne Orły", i "Tylko Beatrycze", jak i właśnie omawianą z 1945 roku. Oczywiście, z respektu dla Ojca, zachwycałem się każdym słowem spływającym z ust Parnickiego. Dzisiaj też się zachwycam, co wyrażam 10 gwiazdkami, tylko, że czytać tego to już mnie się nie chce. Wyjątek zrobiłem dla "Tylko Beatrycze", a w opinii pisałem:
„...Często słyszy się opinię, że Parnicki jest trudny i wymaga przygotowania historycznego. Trudny jest, ale dostępny dla laików i żadnego przygotowania nie potrzebuje; wprost przeciwnie czytelnik uczy się historii z jego książek .."
Na LC 37 książek Parnickiego opiniowano per saldo 25 razy, a odstępstwo stanowiły "Srebrne Orły" i "Tylko Beatrycze", które recenzowano po 11 razy. Omawiana doczekała się dwóch recenzji i oceny 7,65. Jedna z tych recenzji odwołuje się do monografii Szymutki, więc dla Państwa znalazłem (Wikipedia):
„Stefan Szymutko (1958 -2009) - polski historyk literatury, eseista... .....W 1991 na Wydziale Filologicznym tej uczelni uzyskał stopień doktora nauk humanistycznych zakresie literaturoznawstwa. Temat jego pracy, napisanej pod kierownictwem prof. Tadeusza Bujnickiego, brzmiał: Wielość i wielkość. O "Końcu »Zgody Narodów«" Parnickiego. Stopień doktora habilitowanego uzyskał w 1999 roku na podstawie rozprawy Rzeczywistość jako zwątpienie w literaturze i literaturoznawstwie. W 2007 roku uzyskał tytuł profesora nauk humanistycznych.
Prowadził badania nad twórczością Teodora Parnickiego, oprócz pracy doktorskiej poświęcił mu szereg artykułów naukowych publikowanych w czasopismach naukowych oraz książkach zbiorowych. Przez wiele lat pracował nad przypisami do jednej powieści Parnickiego, Słowa i ciała, których jednak nie zdołał ukończyć. Był też pierwszym prezesem założonego w 1997 roku Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego..."
Znalazłem również adres jego pracy pt "Żródło, czyli tekstu historii ciąg dalszy: na przykładzie "Końca 'Zgody Narodów'" Teodora Parnickiego". Prawie 100 stron ciekawej lektury:
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2-s62-94/Pamietnik_Literacki_czasopismo_kwartalne_poswiecone_historii_i_krytyce_literatury_polskiej-r1994-t85-n2-s62-94.pdf
Reasumując: to jest tak genialne, że zrozumiałe dla maluczkich (takich jak ja) w takim samym stopniu jak „Ulisses” Joyce'a.
Friday, 2 June 2017
Wojciech CHMIELARZ - "Podpalacz"
Wojciech CHMIELARZ - "Podpalacz"
O Chmielarzu (ur. 1984) słyszałem, lecz nic jego nie czytałem, a teraz mam pierwszą jego książkę z 2012 roku. Na LC "Podpalacz" dostał 7,08 (633 ocen i 129 opinii). Wydawnictwo Czarne, które książkę wydało, pisze:
"Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – publikował m.in. w „Pulsie Biznesu”, „Pressie”, „Nowej Fantastyce”, „Pocisku” i „Polityce”. Były redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, zajmującego się tematyką przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Jest autorem czterech książek z serii kryminałów o komisarzu Mortce oraz powieści kryminalnej "Wampir". Pięciokrotnie nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru, nagrodę tę otrzymał w 2015 roku za powieść "Przejęcie". W przygotowaniu jest film fabularny na podstawie jego drugiej książki "Farma lalek"... "
No mamy dobry polski kryminał, o wiele lepszy od recenzowanego przeze mnie wczoraj "Człowieka – nietoperza" Nesbo. Wszystko wydaje się logiczne, akcja żywa, znajomość Warszawy duża i trafna zasada, że "nobody is perfect" (to z "Pół żartem, pół serio"). Do tego banalna, smutna prawda, że... (s. 314.9 -e-book):
"...Mieszkasz w Polsce, chłopie, tutaj jak ktoś ma okazję wpakować cię w szambo, to zrobi to dla samej radości patrzenia, jak się w nim taplasz..."
Obniżam natomiast drastycznie ocenę za przekroczenie przez autora wszelkich granic przyzwoitości, przez włożenie w usta jednemu z bohaterów sekwencji skandalicznej i odrażającej (s. 178,1)"
".....– Tak, ale z żoną to wiesz, jak jest. Jedna baba przez tyle lat. Nudzi się. Poza tym, kiedy urodziła dziecko, zrobiła się mniej ciasna. Czasami czuję się tak, jakbym machał fiutem na środku Sali Kongresowej..."
Żywię nadzieję, że autor w następnych książkach uniknął takich wpadek i dlatego, jako debiutantowi, obniżam ocenę tylko o dwie gwiazdki tj z 8 do 6.
PS. Dopiero teraz zauważyłem, że już recenzowałem Chmielarza „Przejęcie” (7 gwiazdek)
O Chmielarzu (ur. 1984) słyszałem, lecz nic jego nie czytałem, a teraz mam pierwszą jego książkę z 2012 roku. Na LC "Podpalacz" dostał 7,08 (633 ocen i 129 opinii). Wydawnictwo Czarne, które książkę wydało, pisze:
"Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – publikował m.in. w „Pulsie Biznesu”, „Pressie”, „Nowej Fantastyce”, „Pocisku” i „Polityce”. Były redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, zajmującego się tematyką przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Jest autorem czterech książek z serii kryminałów o komisarzu Mortce oraz powieści kryminalnej "Wampir". Pięciokrotnie nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru, nagrodę tę otrzymał w 2015 roku za powieść "Przejęcie". W przygotowaniu jest film fabularny na podstawie jego drugiej książki "Farma lalek"... "
No mamy dobry polski kryminał, o wiele lepszy od recenzowanego przeze mnie wczoraj "Człowieka – nietoperza" Nesbo. Wszystko wydaje się logiczne, akcja żywa, znajomość Warszawy duża i trafna zasada, że "nobody is perfect" (to z "Pół żartem, pół serio"). Do tego banalna, smutna prawda, że... (s. 314.9 -e-book):
"...Mieszkasz w Polsce, chłopie, tutaj jak ktoś ma okazję wpakować cię w szambo, to zrobi to dla samej radości patrzenia, jak się w nim taplasz..."
Obniżam natomiast drastycznie ocenę za przekroczenie przez autora wszelkich granic przyzwoitości, przez włożenie w usta jednemu z bohaterów sekwencji skandalicznej i odrażającej (s. 178,1)"
".....– Tak, ale z żoną to wiesz, jak jest. Jedna baba przez tyle lat. Nudzi się. Poza tym, kiedy urodziła dziecko, zrobiła się mniej ciasna. Czasami czuję się tak, jakbym machał fiutem na środku Sali Kongresowej..."
Żywię nadzieję, że autor w następnych książkach uniknął takich wpadek i dlatego, jako debiutantowi, obniżam ocenę tylko o dwie gwiazdki tj z 8 do 6.
PS. Dopiero teraz zauważyłem, że już recenzowałem Chmielarza „Przejęcie” (7 gwiazdek)
Subscribe to:
Posts (Atom)