Friday, 18 April 2014

Paulo COELHO - "Jedenaście minut"

Paulo COELHO - “Jedenaście minut”

PRYMITYWNY „HARLEQUIN”, PODRĘCZNIK MASTURBACJI DLA NASTOLATEK, JEDNYM SŁOWEM - SUPERDNO.

Z zażenowaniem patrzę na oceny jakie niegdyś wystawiałem temu grafomanowi: „Alchemik” – 4 gwiazdki; „Weronika...” - 7!!!; „Demon i p..” - 6, czyli uległem jego popularności. Nie będę tych ocen zmieniał, niech pozostaną świadectwem mojej niedoskonałości.

Tej plamy zmyć się nie da: to prostactwo jest porażające. Seks, prostytucja, sado-macho są dla ludzi, lecz muszą być podane z odrobiną finezji i subtelności. Już Nana swoją córkę Pippę uczyła tej sztuki, ktorej początki znajdują się m.in. w „Egipcjaninie Sinuhe”. A z tej książki pożytku nie będą mieć nawet zboczeńcy, bo opisy wszelkiego bezeceństwa są tak nudne, że nikogo nie podniecą.

Gabriel Garcia Marquez - "Szarańcza"

Gabriel Garcia MARQUEZ - “Szarańcza”

Dyskomfort po napisaniu negatywnej recenzji „Nie ma kto pisać do pułkownika”, akurat wczoraj /17.04.2014/ tj w dniu śmierci wielkiego pisarza, szybko minął dzięki lekturze, jego debiutanckiej „Szarańczy”, która potwierdza moją tezę o niszczycielskim wpływie Paryża. Przeczytałem również liczne recenzje, które odwołują się do Sofoklesa, wskutek zamieszczenia przez autora urywka „Antygony”. Ja odebrałem to WSPANIAŁE opowiadanie całkowicie inaczej, a zbliżone stanowisko znalazłem tylko w recenzji opatrzonej godłem „Bacha85”.

Do miasteczka przybywają JEDNOCZEŚNIE dwaj mężczyżni, a mieszkańcy nie wiedzą, który jest nowym proboszczem. Po rozpoznaniu who is who ich losy toczą się paralelnie, a autor często podkreśla ich fizyczne podobieństwo. I to jest sedno sprawy, której istotę wyjaśnia porównanie dwóch uroczystości pogrzebowych. Porównajmy ich kariery. Pierwszy - nieznajomy lekarz zostaje zaaprobowany natychmiast, bo w miasteczku nie ma żadnego lekarza; drugi - z rezerwą, bo rozpoznano w nim swojaka zwanego „Szczeniakiem”. Pierwszy traci autorytet, gdy przybywa „szarańcza”, a z nią liczni lekarze; drugi - sukcesywnie zyskuje, dzięki potędze reprezentowanej Instytucji, czyli Kościoła. Niepotrzebny lekarz, w dodatku tajemniczy, o nieznanej przeszłości staje się tak dalece outsiderem miejscowej społeczności, że nawet exodus „szarańczy” nie poprawi jego akceptowalności. Z kolei autorytet Szczeniaka tak wzrasta, że jest w stanie obronić odludka przed linczem. Sama odmowa pomocy lekarskiej jest tylko PRETEKSTEM argumentacyjnym nienawiści zamkniętej społeczności.

Trzecią główną postacią jest Pułkownik - JEDYNY SPRAWIEDLIWY, który, mimo wykazanej szlachetności i odwagi, tkwi jednak w ciemnej mentalności otoczenia. Stosunek jego do związku lekarza z Indianką, w tym do aborcji, czy sposób wydania córki za nieznajomego oszusta to moralność Pani Dulskiej, wraz z oburzeniem na PRAWDĘ, że Meme się puszczała.

Dodatkową wartością jest UDANE poszukiwanie FORMY /a to był DEBIUT!!/, bo świat widziany oczami Pułkownika, córki i wnuczka okazał się pomysłem znakomitym.

Nie wypada bić braw w dniu żałoby, więc zakończę tylko dwoma słowami: GORĄCO POLECAM !

Thursday, 17 April 2014

Gabriel Garcia Marquez - "Nie ma kto pisać do pułkownika"

Gabriel Garcia MARQUEZ
“Nie ma kto pisać do pułkownika”

Napisane w styczniu 1957, a gdzie ? Oczywiście w Paryżu. Gombrowicz triumfuje. Przestrzegał kogo mógł, by pisarze Ameryki Południowej nie pisali „pod Paryż”, bo stracą autentyczność. Nic nie pomogło, wszyscy walili do Paryża, a nielicznym udało sie tam zdobyć popularność. Ci nieliczni to Cortazar, Vargas Llosa i właśnie Marquez. Ale szkoda słów, przejdżmy do tego opowiadania.

BANALNA historia, POZBAWIONA LOGIKI i jakiegokolwiek sensu. Na okładce czytam super BZDURĘ: „...studium o ludzkiej samotności i godności”. Może nadejdzie czas, gdy Pan Redaktor zostanie samotny na starość i będzie bohaterowi zazdrościł wsparcia żony, która przez 50 lat toleruje leniwego nieudacznika. Bo nasz bohater został pułkownikiem w wieku 20 lat, a przez ponad 50, nic pożytecznego nie zdziałał. Mało tego, kolportuje nielegalną prasę, opozycyjną w stosunku do obecnego rządu i jednocześnie domaga się od tego rządu, przeciwko któremu knuje - wsparcia finansowego. Czyli wkroczyliśmy na pole godności. Dla Pana Redaktora pułkownik walczy o godność, a dla mnie - mały kombinator i oszust. Pobiera zaliczkę za koguta, wystawiając do wiatru miejscową społeczność, która karmi przyszłego „zawodnika”, by wygrał walkę i przyniósł im satysfakcję i zyski. Nasz bohater podkrada kogutowi żarcie!!!, zaliczkę w dużej części wydaje, a uwagę żony o konieczności zwrotu zaliczki, kwituje stwierdzeniem w stylu śp Andrzeja Leppera, że odda, jak będzie miał...

Do tego tani chwyt z serduszkiem przestraszonego koguta. Nie masz na co liczyć kogucie, twój pan to podły facet; jak nie zginiesz w ringu, to i tak ci łeb ukręci. No i tłumaczka dostosowała się do całości, męcząc czytelnika „trzewiami” i FATALNĄ stylistyką.

Wednesday, 16 April 2014

Krystyna UNIECHOWSKA - "Franciszka Starowieyskiego Opowieść o końcu świata"

Krystyna UNIECHOWSKA -
“FRANCISZKA STAROWIEYSKIEGO
OPOWIEŚĆ O KOŃCU ŚWIATA”

Pełen tytuł ma dokończenie „...czyli REFORMA ROLNA”, a książka - dedykację:

Dzieciom ziemiańskim
ku pamięci
AUTORZY

Nie byłem dzieckiem ziemiańskim, ale w młodości podziwiałem Starowieyskiego plakaty i /jak wtedy się mówiło/ takie różne „świństewka”. To w tamtej epoce /wczesnego Gomułki/, a propos wyczynów Starowieyskiego, opowiadano o pani, która w Muzeum wzięła Grottgera za Fałata, o czym słysząc inna zdziwiła się: „I to tak publicznie?”.

Starowieyski opowiada głównie o latach 1939-1944, a więc okresie pomiedzy 9-tym a 14-ym rokiem jego życia. Dowiadujemy się, że już w wieku dziewięciu lat bezbłędnie posługiwał się językiem niemieckim, a język francuski używał zgodnie z wymogami jego /ziemiańskiej/ klasy. Jego poglądy zostały ukształtowane w tym środowisku:

/str.106/ „Nigdy nie bałem się Niemców. A bolszewików bałem się. Bałem się po prostu Azji. Niemcy walczyli przeciwko nam, ale była to jakby okrutna rozgrywka w ramach jednej cywilizacji. A tu przyszli ludzie z obcej cywilizacji, żeby ją nam narzucić i nas zniszczyć”

To znaczy, że hitlerowska idea ograniczenia wykształcenia PODLUDZI-POLAKÓW, aby stali się robolami pod nadzorem niemieckim nie była Starowieyskiemu znana. Nie słyszał też o zagładzie PROFESORÓW UNIWERSYTETU JAGIELOŃSKIEGO, mimo przebywania 80 km od Krakowa, wśród wykształconego ziemiaństwa.

A jednak noblesse oblige, tak jak w 1944, gdy ucztuje się przy jednym stole z hitlerowskim oficerem i dowodcami AK:

/str.76/ „...Jak postąpić nie narażając się na zarzut fraternizacji, w jaki sposób można dwie sprawy, dwa zagadnienia rozdzielić - dystans wobec wroga i OBOWIĄZEK wobec człowieka, gentlemana, zachowując przy tym odpowiednią sztywność, ale i nie rezygnując z LOJALNOŚCI KLASOWEJ”. /podkr.moje/

Prawie cały NARÓD walczy z okupantem, o czym Starowieyski wie, bo w kolacji uczestniczą dowódcy AK, w okolicy chłopstwo walczy w Batalionach Chłopskich, a w nocy przychodzą „bandyci” z AL-u, wśród których połowa jest ruskich /!!??/, a on pieprzy o lojalności klasowej.

Skoro wg Starowieyskiego polskie dzieła sztuki zostały zniszczone bądż zagrabione przez „azjatów”, to jak to się stało, że tyle odnaleziono na Zachodzie? Do czasu tej lektury byłem przekonany, że to Niemcy wywozili z Polski dzieła sztuki, a „azjaci” nie, bo sie na tym nie znali. Ale szczytem jego mentalności jest wyznanie o „tamtym”, wspaniałym, ziemiańskim świecie:

„TAMTEN ŚWIAT BYŁ TAK DOSKONAŁY W SWOJEJ ISTOCIE, ŻE NIE MÓGŁ SIĘ ZDEGENEROWAĆ”

No comments. To książka wyłącznie dla dzieci ziemiańskich.

Tuesday, 15 April 2014

Mario VARGAS Llosa - "Listy do młodego pisarza"

Mario Vargas LLosa -
„Listy do młodego pisarza”

BUFON!!! Nim ocenię książkę kilka uwag o samym autorze. Dzięki skandalowi obyczajowemu, który notabene własnoręcznie opisał, umiejętnej samopromocji, uwikłaniu w politykę, szwendaniu się po całym świecie i niespodziewanej Nagrodzie Nobla stał się popularny, ale z miejscem w panteonie już gorzej, bo... 1. na liście Le Monde go nie ma; 2. Czytelnicy „lubimy czytać” słabiutko oceniają jego „arcydzieła” - najlepsza nota 7,75 dla „Rozmowy w Katedrze” /Sądzę, że ta, i tak wysoka nota jest spowodowana analogią opisywanych wydarzeń w Peru, i w Polsce/. A, i jeśli ktoś twierdzi, że w 2010 r. brano Vargasa pod uwagę w przymiarkach do Nobla, to kłamie. Dopiero po przyznaniu, wszyscy zaczęli zgodnie piać, że świetny wybór.
No tak, a KUNDERA i inni będą czekać „ad usranem mortem”. Acha, żeby było śmieszniej, spójrzmy na pokrętne uzasadnienie nagrody:

za „kartografię struktur władzy oraz wyraziste obrazy oporu, buntu i porażek jednostek”.

Vargas pisze w tej książce m.in. o formie, no to przypatrzmy jaką sam wybrał. A wygodną, bardzo wygodną, bo bezdyskusyjną. Wielki Człowiek, Święty Augustyn napisał „Dialogi filozoficzne”, by wyrazić nieustanną walkę z własnymi myślami, a Pan Vargas „Listy....”, o charakterze wykładu, na zasadzie „jak wół pierdzi, to obora słucha”. Tylko czego tu słuchać: str.11:
„Życie opisane w powieściach, zwłaszcza najlepszych, nigdy nie jest tym, które n a p r a w d ę było udziałem ich autorów, czytelników, miłośników; jest fikcją, którą autorzy wymyślili, wykreowali sztucznie...”

Naprawdę? Wprawdzie z takiej stylistyki, nie mogę się domyślić co się dzieje z życiem w powieściach „nienajlepszych”, ale i tak jest to odkrycie epokowe. I tak całe 121 stron: BANIALUKI, TRUIZMY, no i popisywanie się erudycją, polegające na rzucaniu autorami i książkami nikomu nieznanymi, oraz płynący szerokim strumieniem NARCYZM /”och, jaki ja mądry”/, przypominający samouwielbienie Umberta ECO w „Dopiskach” do „Imienia Róży” /gdzie Eco mierzył się z Joycem/.

Ku ogólnej radości powiem, że nawet o soliterze klepie dyrdymały, bo ja go 50 lat temu miałem i wcale nie chudłem. A poważnie, to polecam nieporównywalnie ciekawsze „Dzienniki” Gombrowicza, gdzie rozważania nad „formą” są pierwszej klasy.

Monday, 14 April 2014

Khaled HOSSEINI - "Chłopiec z latawcem"

Khaled HOSSEINI - “Chłopiec z latawcem”

REWELACJA!! Nie przepadam za historiami z obcego mnie kręgu kulturowego, więc wziąłem „islamską” książkę do ręki z pewną rezerwą. I ja, stary dziad, piszę notkę bezpośrednio po przeczytaniu książki, głodny, spragniony, z obolałym krzyżem, bo na sekundę NIE MOGŁEM SIĘ OD NIEJ ODERWAĆ. I to prawie cała recenzja; acha, jeszcze dodam, ze okulary musiałem przecierać, bo jakoś zaporowywały.

PIĘKNA, MĄDRA KSIĄŻKA DLA WSZYSTKICH

Sunday, 13 April 2014

Irek GRIN - "ZE ZŁOŚCI"

IREK GRIN - “Ze złości”

Ad-lo-jada - czyli “radosne sponiewieranie się za pomocą alkoholu” /str.10/, a w dokładnym tłumaczeniu – „aż nie będziesz wiedział”, - to największa korzyść jaką wyniosłem z tej książki.

Irek Grin wykazał się NIEBYWAŁYM TALENTEM. Wybrał arcyciekawy temat, wyraziste postacie, zebrał bardzo dużo wiarygodnego materiału, tudzież anegdoty i szmoncesy, i to wszystko ekstremalnie SPIEPRZYŁ. Powiem ino o SZMONCESACH, które opowiada jak przysłowiowa blondynka. Z szacunku dla jego pracy w zgromadzeniu ciekawego materiału oraz za stronę 157, na której słusznie DOKOPAŁ Kisielowi i Wańkowiczowi /choć szkoda, że nie podał, iż Różański to brat Borejszy, orig. Goldberg/ daję aż CZTERY gwiazdki.

Niemniej, ze względu na tematykę i wiele ciekawostek, jak chociażby, że Ala z ”Elementarza” Falskiego to póżniejsza wspaniała lekarka Alina Margolis-Edelmann, książkę POLECAM